Przed środowym pierwszym czytaniem noweli ustawy o SN, która ma wdrożyć ustalenia rządu z Brukselą i odblokować fundusze z KPO, zapowiada się jedynie wygładzanie kantów w projekcie.

Kluby opozycyjne podtrzymują zamiar zgłoszenia do niego trzech zasadniczych poprawek: przekazania Izbie Karnej SN kwestii dyscyplinarnych sędziów, przywrócenia dawnego trybu wyłaniania Krajowej Rady Sądownictwa (przez środowiska sędziowskie, a nie Sejm) oraz zniesienia tzw. ustawy kagańcowej, przewidującej m.in. odpowiedzialność dyscyplinarną sędziów za, ogólnie mówiąc, nierespektowanie np. orzeczeń TK.

Czytaj więcej

Wiceminister sprawiedliwości: projekt ws. SN zagraża fundamentom państwa

Poseł PiS Marek Ast, przewodniczący Komisji Sprawiedliwości powiedział w poniedziałek „Rz”, że odbędzie się pierwsze czytanie obecnego projektu, i jeśli nie zostanie odrzucony, zajmie się nim raczej szybko. Komisja będzie go legislacyjnie poprawiać. Pewnie jakieś zmiany redakcyjne będą, ale nie zasadnicze, bo projekt jest uzgodniony z komisją, a postulaty opozycji zasadniczo wychodzą poza projekt.

Przypomnijmy, że został on zdjęty z porządku obrad przed świętami po oświadczeniu prezydenta Andrzeja Dudy, że nie konsultowano go z nim i nie pozwoli, aby został wprowadzony akt prawny, który będzie podważał nominacje sędziowskie albo pozwalał je weryfikować.

Obecny projekt przewiduje, że stosowany od czterech miesięcy test niezależności i bezstronności sędziego mogłyby uruchamiać nie tylko strony postępowania sądowego, ale także skład sędziowski z urzędu, i są obawy, że w praktyce takie wyłączenie mogłoby skutkować nie jak do tej pory wyłączeniem sędziego z danej sprawy, ale także z innych. W praktyce chodzi o kilka słów projektu i to, jak mogłyby być interpretowane. Wystarczyłoby chyba ich doprecyzowanie.

Czytaj więcej

KPO: Trwają przymiarki do uchwalenia kamieni milowych

Pytanie, czy zadowoli to unijnego komisarza Didiera Reyndersa, który powiedział przed dwoma dniami, że ten projekt jest obiecującym krokiem naprzód w celu osiągnięcia zgodności ze zobowiązaniami z polskiego KPO.

Inny problem to plan przekazania dyscyplinarek i testów sędziów do NSA, czemu sam ten sąd jest przeciwny. Zgłasza zastrzeżenia konstytucyjne, że to nie jest jego dziedzina, obawia się nadto obciążenia. Wydaje się jednak, że przekazanie spraw do NSA, które budzi zdziwienie także prof. Małgorzaty Manowskiej, pierwszej prezes SN, poza ryzykiem zamieszana organizacyjnego nie jest największym problemem.

Jest nim bowiem zaproponowany pół roku temu przez prezydenta test niezależności i bezstronności sędziów, zupełnie nowa procedura. Utrudnia wielu sędziom (chodzi głównie o tych z nowego nadania, a jest ich już ponad 2500) i sądom pracę, a chyba najbardziej Sądowi Najwyższemu.

– Przekazanie dyscyplinarek Izbie Karnej, najlepiej jeszcze sędziom z siedmioletnim stażem, rozwiałoby wszystkie wątpliwości, a co do testu, to uważam, że najlepiej byłoby go zlikwidować, gdyż zwyczajnie się nie sprawdził – ocenia Michał Laskowski, prezes Izby Karnej SN. – Co się tyczy propozycji opozycji, to rozumiem, że chciałaby całościowego rozwiązania obecnego problemu sądownictwa, a nie tylko wycinkowego.

– Nie ma gwarancji niezawisłości sędziowskiej, jeśli sędzia nie jest pewien swego statusu, bo inny sędzia z urzędu będzie mógł kwestionować jego status sędziowski, a taką możliwość przewiduje obecny projekt ustawy. Granicą kompromisu jest bowiem nienaruszalność powołań sędziowskich – uważa prof. Waldemar Gontarski, adwokat.