Sędziowie już niewiele więcej mogą zrobić, a pełnomocnicy nie zawsze pomagają: pozwy są zmieniane, nie wykształcił się jeden model, który pozwoliłby na łączenie spraw, zasypują sąd wnioskami o zabezpieczenie, które nie mają szans – ostrzega sędzia Piotr Bednarczyk, wiceszef sądu frankowego we wtorkowej „Rzeczpospolitej” („Na pierwszą rozprawę trzeba będzie czekać 6–7 lat”).

Czytaj więcej

Sąd frankowy zablokowany. "Na pierwszą rozprawę trzeba będzie czekać 6-7 lat"

Sędziowie mogliby lepiej

– Nie możemy się zgodzić, że sędziowie niewiele mogą zrobić, by sprawy frankowe przyspieszyć. Wręcz przeciwnie, nieraz roszczenia kredytobiorców oparte są na dokumentach banku i ich matematyczna poprawność nie jest kwestionowana, a mimo to sędziowie dopuszczają dowód z opinii biegłego, co wydłuża postępowanie przeciętnie o sześć miesięcy. Sędziowie mają też możliwość pomijania dowodu ze zgłaszanych przez banki świadków, którzy często zeznają rutynowo na okoliczności bez związku z konkretną sprawą. Wreszcie niektóre dowody można przeprowadzić pisemnie – ocenia Artur Rasała, kierownik działu frankowego w kancelarii Sobota Jachira.

– Zmiany powództwa następują najczęściej w pozwach złożonych kilka lat temu, a obecna linia orzecznicza w sprawach frankowych ukształtowała się niespełna trzy lata temu. Drugą przyczyną zmieniania pozwów jest konieczność objęcia żądaniem kwot zapłaconych na rzecz banku po ich złożeniu – wskazuje adwokat Marcin Szymański.

– Nie powinno budzić wątpliwości, że w jednobrzmiących umowach kredytu ocena abuzywności zamieszczonych w nich postanowień powinna być taka sama bez względu na cechy indywidualizujące konsumentów lub okoliczności związane z wykonywaniem umowy – dodaje mec. Szymański.

– Sędziowie wolą załatwiać pojedyncze sprawy ze względów statystycznych: sprawa dotycząca dziesięciu umów i jednej umowy to jeden „numerek”. Gdyby sędziowie byli zainteresowani łączeniem spraw, to nic nie stoi na przeszkodzie, by połączyć choćby sprawy jednego pełnomocnika, skoro „pozwy są niemal identyczne” – ocenia dr Mariusz Korpalski, radca prawny.

Czytaj więcej

Wojciech Tumidalski: Sprawy frankowiczów. Dobrze poinformowany więcej zniesie

– Co do zabezpieczeń przez wstrzymanie płatności rat, to wydział frankowy stał się ofiarą własnej skuteczności: jako jedyny przyjął przejrzystą strategię ich udzielania, kiedy suma zapłaconych rat przekroczyła kwotę wypłaconego kredytu. Ale może przecież odstępować od sporządzania uzasadnienia – dodaje mec. Korpalski.

Ugody, ustawa?

Wojciech Wandzel, partner w kancelarii Kubas Kos Gałkowski, uważa z kolei, że wyjściem jest korzystanie przez kredytobiorców z możliwości zawarcia ugody, proponowanej przez część banków zgodnie z pomysłem KNF. Ugoda taka może zostać sfinalizowana w ciągu dwóch, trzech miesięcy i definitywnie kończy spór. W tym względzie niektórzy kredytobiorcy zapominają lub nie są informowani przez pełnomocników, że będą musieli zwrócić bankowi kapitał kredytu oraz jego koszt, co oznacza, że czeka ich kolejny proces, nawet gdy wygrają pierwszą sprawę sądową.

– Wobec wagi problemu tak społecznie, jak i z perspektywy sądownictwa dobrym pomysłem byłoby wprowadzenie jednak rozwiązania ustawowego, które uwzględniałoby interesy kredytobiorców, ale również sektora bankowego – dodaje mec. Wandzel.

– Nie ufam pomysłom rozwiązań ustawowych – dotychczasowe inicjatywy przyniosły raczej więcej szkody niż pożytku. Wyjściem byłyby ugody – ale do tanga trzeba dwojga, a tu trwa bankowa gra pozorów. Wobec gigantycznej potrzeby społecznej uważam, że sąd frankowy powinien zostać radykalnie wzmocniony – sędziów powinno być pewnie ok. 100, a nie 21. To jest w końcu obowiązek państwa, bo sprawy frankowe bardzo często są najważniejszą sprawą majątkową w całym życiu wielu obywateli – ocenia Marek Skrobacki, radca prawny.