Kolejny taki wyrok wydała w środę Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych SN – w sprawie, w której frankowiczka wzięła kredyt na 400 tys. zł, a gdy przestała go spłacać, bank wezwał ją do zapłaty 700 tys. zł. Sąd wydał taki nakaz i gdy pieniędzy wciąż nie było, sprawa trafiła do komornika, a ten rozpoczął egzekucję mieszkania.

Owszem, kredyty trzeba spłacać. Szkopuł w tym, że sąd wydał nakaz, nie badając, czy zapisy umowy frankowej zawierają niedozwolone klauzule. Dziś takie badanie to już sądowy standard, ale osiągnęliśmy go niedawno, m.in. z pomocą Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, którego wyroki w tzw. sprawach praworządności Polska niestety ignoruje. Byłoby szkoda, gdyby zlekceważyć także te orzeczenia, które są dla Polski korzystne – a było ich wiele.

Czytaj więcej

Działacz frankowy potraktowany jak przedsiębiorca

Dobrze posłuchać TSUE, gdy mówi, że bank ma poinformować konsumenta o wszystkich ryzykach związanych z wzięciem wieloletniego kredytu. Informacja powinna być tak skonstruowana, by zrozumiał ją nie tylko prawnik i ekonomista, ale także osoba o słabszym wykształceniu, np. jedna z tych, która w minionym roku nie przeczytała żadnej książki.

Oczywiście od państwa powinniśmy wymagać lepszej edukacji obywateli, ale to nie usprawiedliwia banków, które nie wykorzystują możliwości łatwego wytłumaczenia klientowi, z czym się wiąże wzięcie kredytu. Trzeba jasno powiedzieć klientowi, że cokolwiek się zdarzy: wojna, pandemia, wahania kursu – całe ryzyko ponosi on. Na tej bowiem zasadzie jest udzielanych większość kredytów o zmiennej stopie.

Ktoś powie, że słysząc taką informację, nikt nie przyszedłby po kredyt. Niekoniecznie. Z orzecznictwa TSUE jasno wynika, że umowa, w której są nawet tak niekorzystne klauzule, nie jest unieważniana, jeśli klient został o nich dobrze poinformowany.

Czytaj więcej

SN w sprawie kredytów frankowych: Tryb nakazowy nie może dręczyć