Nastraszył go jak poprzedniego prezydenta USA i innych przywódców Zachodu przy przekazywaniu samolotów, czołgów, Storm Shadow i całej pozostałej pomocy wojskowej. Ukraina w końcu ją dostawała, ale po długim czasie i nie wtedy, kiedy była najbardziej potrzebna.
A może też skusił Amerykanina czymś innym. W końcu stosunki USA i Rosji nie ograniczają się tylko do wojny w Ukrainie. Dla Trumpa wydaje się ona nawet czymś drugorzędnym, przeszkadzającym szczegółem w jego wielkiej wojnie handlowej z całym światem.
Czytaj więcej
W piątek – dzień po rozmowie telefonicznej z Władimirem Putinem – Donald Trump spotkał się w Białym Domu z Wołodymyrem Zełenskim. Przywódca USA, za...
Na razie jednak prezydent USA znów zabrał się za zakończenie tej wojny. Znów też zaczął od ograniczania pomocy ofierze agresji. Ale Donald Trump już wielokrotnie udowadniał, że jego słowa są tylko słowami, a zdanie potrafi zmieniać bardzo szybko. Spotkaniu na Alasce z Putinem towarzyszyło udostępnienie Ukraińcom danych amerykańskiego zwiadu kosmicznego, które umożliwiły łatwiejsze atakowanie rosyjskich rafinerii.
Teraz może być podobnie, jeśli Amerykanin dojdzie do wniosku, że Putin znów wodzi go za nos.
Kiedy Donald Trump wybuchnie i znów nazwie Rosję „papierowym tygrysem”?
Z naszego punktu widzenia taki bieg wydarzeń wydaje się oczywisty. Doskonale wiemy, że Rosjanin nie chce pokoju z Ukrainą, chce natomiast Ukrainy. Wiarygodność zaś głównego lokatora Kremla i tego, co mówi, jest równa zeru.
Dla nas pytanie brzmi, kiedy Trump po raz kolejny uświadomi sobie, że rozmowy z Putinem są bezpłodne. Ile to tym razem będzie trwało: tydzień, dwa, miesiąc? Do kolejnego wybuchu Amerykanina i nazwania Rosji „papierowym tygrysem”.
Czytaj więcej
Wołodymyr Zełenski złożył Donaldowi Trumpowi ofertę, która mogłaby w sposób nieprzewidywalny odmienić bieg wojny. Amerykański prezydent postanowił...
Czytaj więcej
Czy nabycie samochodu może być tak proste, jak zamówienie sprzętu online? O tym, jak wygląda transformacja tego sektora oraz jak należy odpowiedzie...
Ale to rodzi kolejne pytanie, tym razem o Putina: po co Rosjanin gra na czas? Do czego jest mu potrzebny ten tydzień, dwa czy może dwa miesiące? Czy ma nadzieję, że w tym czasie w końcu, po prawie czterech latach, przełamie ukraińską obronę, zacznie zwyciężać i z pozycji zwycięzcy będzie dyktował warunki? Gdzie są jednak zasoby, które by mu to umożliwiły?
Putin nie chce pokoju. Czy dojdzie do przełamania frontu?
Moskwa usilnie pracuje nad wysyłaniem na front żołnierzy powoływanych z rezerwy. Unikając przeklętego w Rosji słowa „mobilizacja”, próbuje zebrać jak najwięcej „mięsa armatniego” i posłać je w okopy. Ale taka operacja wymaga dużo czasu. Możliwe więc, że tym razem Putin będzie wodził Trumpa za nos dłużej niż poprzednio, może nawet do końca roku. Nawiasem mówiąc, w jednej z rozmów liderów Rosjanin powiedział Amerykaninowi, że wygra wojnę właśnie do końca 2025 r.
Przy czym Kreml nie ma żadnej gwarancji, że uda mu się zebrać odpowiednie tzw. zasoby ludzkie i uzbroić je, a nawet jeśli – że ta masa kosztem ogromnych strat przełamie front.
W sumie więc nie wiadomo, po co Putin znów gra na czas. Być może nie ma innego pomysłu na życie.