Prezydent Andrzej Duda nie przywiózł z wizyty w USA konkretów dotyczących budowy pierwszej w Polsce elektrowni jądrowej, ale potwierdził, że nasz kraj chce wykorzystać w tym biznesie amerykańską technologię. Zapowiedział też, że w najbliższym czasie zostanie podpisana umowa pomiędzy USA i Polską, która umożliwi rozpoczęcie prac projektowych. Także wicepremier i minister aktywów państwowych Jacek Sasin potwierdził, że Amerykanie będą strategicznym partnerem Polski w tym przedsięwzięciu i że liczy ponadto na ich kapitałowe zaangażowanie w projekt.

Dowiedz się więcej: Zanim doczekamy się atomu, system może paść przez pogodę

Szacuje się, że łączny koszt inwestycji w energetykę jądrową o mocy 6–9 GW sięgnie 100–135 mld zł.

Plany budowy elektrowni atomowej w Polsce komentował w Polskim Radiu 24 Janusz Korwin-Mikke. - To, że powinniśmy różnicować energię, to jest oczywiste. Dobrze jest mieć energię z węgla, z oleju, z wody, z powietrza również na wszelki wypadek - acz jest to bardzo droga energia w tej chwili, ale na wszelki wypadek taką baterię można mieć - mówił.

- Trzeba to różnicować i bardzo rozsądne jest, że robimy elektrownię atomową - dodał lider Konfederacji, zaznaczając, że „tego nie powinni robić prezydenci, bo prezydenci się na tym nie znają”.

- Ja całe życie mówiłem, że jak robi się elektrownię atomową, to ze Stanów Zjednoczonych. Ale do tego celu nie są potrzebni prezydenci, tylko po prostu robi się przetarg w Polsce i jakaś firma amerykańska - ich jest bardzo dużo - na pewno wygra, a może wygra jakaś inna, może japońska, i wtedy buduje. Po co do tego celu prezydenci? - zastanawiał się Korwin-Mikke.

Rządowy plan przewiduje, że uruchomienie pierwszego bloku jądrowego o mocy ok. 1–1,5 GW nastąpi w 2033 r. W kolejnych latach planowane jest uruchomienie kolejnych pięciu takich bloków w odstępach dwóch, trzech lat.