Reklama

Po co PiS już teraz kandydat na premiera? Jarosław Kaczyński ma zaskakujący plan

Jarosław Kaczyński wraca do Krakowa i Hali Sokoła. To zarazem powrót do starego mitu, że kandydat ogłoszony w tym miejscu odnosi zwycięstwo. Tym razem czekają nas jednak wybory parlamentarne, a nie prezydenckie. Co wydarzy się w sobotę?
Lucjusz Nadbereżny, Jarosław Kaczyński i Przemysław Czarnek

Lucjusz Nadbereżny, Jarosław Kaczyński i Przemysław Czarnek

Foto: PAP

Już w sobotę w Krakowie PiS zaprezentuje swojego kandydata na premiera. Miejsce i czas są absolutnie nieprzypadkowe. To historyczny budynek PTG „Sokół” przy ul. Piłsudskiego. Budynek powstał pod koniec XIX w., ale jego najnowsza historia polityczna jest jeszcze ciekawsza od tej, która dotyczy zaborów.

Reklama
Reklama

Polskie Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół” zostało założone w 1867 r. we Lwowie, gdy Polski nie było na mapie. Jego „gniazda” powstawały na terenie zaborów, a celem było wzmacnianie, kształcenie kultury fizycznej u młodych. Budynek PTG „Sokół” w Krakowie powstał pod koniec XIX w. W 2014 r. w tym historycznym miejscu prezes PiS ogłosił kandydaturę Andrzeja Dudy na prezydenta. 10 lat później w tym samym miejscu kandydatem ogłoszony został Karol Nawrocki. A politycy PiS blisko współpracujący z Kaczyńskim przyznają, że prezes lubi schematy, które już zna.

Jaki plan na wybory parlamentarne 2027 r. ma Jarosław Kaczyński?

Zarówno zwycięstwo Dudy, jak i Nawrockiego w wyborach prezydenckich były sporymi niespodziankami. Dziś, gdy pytamy polityków PiS o miejsce konwencji, odwołania są jasne. – Hala Sokoła w Krakowie to wyjątkowe miejsce, biorąc pod uwagę najnowszą historię naszego środowiska politycznego. To tu nasz lider ogłaszał najważniejsze decyzje, także te personalne, które prowadziły nas do kolejnych sukcesów. Sobotnie wydarzenie ma duże znaczenie na drodze do zbliżającej się kampanii parlamentarnej. Cel jest dokładnie taki sam: zwycięstwo – mówi „Rzeczpospolitej” rzecznik PiS, Rafał Bochenek. 

Trudno jednak nie zauważyć, że tym razem następuje istotne przełamanie, nie mówimy przecież o kampanii prezydenckiej. Do wyborów parlamentarnych zostało 20 miesięcy i wydaje się, że jest trochę za wcześnie na prezentację kandydata na premiera. PiS jednak, w dobie wszechwładnych algorytmów, zamierza przekształcić kampanię parlamentarną w kolejną niezwykle długą kampanię prezydencką. To format, w którym Jarosław Kaczyński i jego ludzie czują się pewnie.

Reklama
Reklama

Foto: Paweł Krupecki

Kandydaci PiS na premiera nie byli dotąd ogłaszani w Hali Sokoła. Z naszych rozmów wynika, że choć Kaczyński lubi schematy, to nie trzyma się ich niewolniczo, raczej próbuje je dostosowywać do sytuacji. PiS od jesiennej konwencji programowej w Katowicach, poprzez kolejne objazdy Polski, spotkania z wyborcami, po debaty programowe pod hasłem „Myśląc Polska – Alternatywa 2.0” testuje schematy znane z poprzednich kampanii parlamentarnych. Ale prezes jest przekonany, że w dotarciu do wyborców ważne są dziś nie tylko spotkania w terenie, ale i przesłanie oparte na wymogach tzw. algorytmicznej demokracji, co z powodzeniem wykorzystał w swojej kampanii sztab Karola Nawrockiego.

O co konkretnie chodzi? O mocno spersonalizowaną kampanię. Tezy programowe są cały czas ważne i PiS nadal będzie pracować nad nowym przesłaniem, ale Kaczyński stawia na model mieszany. Z naszych rozmów wynika, że będzie to jednak model z lekkim przechyłem w kierunku kampanii prezydenckiej i kręcący się wokół twarzy kandydata, którego poznamy już w sobotę.

Jak zmieni się kampania parlamentarna PiS względem poprzednich wyborów?

Przed wyborami w latach 2015, 2019 i 2023 PiS także promował konkretnych kandydatów na premiera, czyli również stawiał na konkretne twarze. Byli nimi oczywiście Beata Szydło, a w dwóch kolejnych kampaniach – Mateusz Morawiecki. Ale nie byli oni ogłaszani z taką pompą, jak ma to nastąpić w sobotę.

Politycy PiS bliscy prezesowi, z którymi rozmawialiśmy przekonują, że choć Jarosław Kaczyński w wewnątrzpartyjnych dyskusjach nie posługuje się wprost odwołaniami do demokracji algorytmicznej, to ma doskonale rozumieć jej znaczenie i wyciągać słuszne wnioski z kampanii prezydenckiej 2025 r. 

Czytaj więcej

Michał Kolanko: Czy istnieje PiS poza Jarosławem Kaczyńskim?
Reklama
Reklama

O to, dlaczego PiS zdecydował się na taki scenariusz, pytamy Krzysztofa Łapińskiego, sztabowca i uczestnika kampanii PiS w latach 2005–2015. – Na pewno personalizacja polityki miała swój wpływ na decyzje Jarosława Kaczyńskiego. PiS dwukrotnie, a może i trzykrotnie z powodzeniem stosował tę samą taktykę: wystawiał osoby mniej znane, które właśnie dlatego łatwiej było wypromować. Tak było z Andrzejem Dudą, z Karolem Nawrockim, ale i z Beatą Szydło, która była szefową sztabu Dudy. Wszystkie te kampanie łączy jedno: czas do wyborów wynosił od czterech do sześciu miesięcy. To była już de facto kampania wyborcza. Dziś do wyborów jest 20 miesięcy i tu widzę ryzyko – kandydatura może się spalić. Przez półtora roku będzie narażona na ataki innych partii. Bez ochrony, jaką daje prawdziwa kampania. Rozumiem logikę PiS: chcą przykuć uwagę, pokazać, że mają pomysł, jak wyjść z defensywy ostatnich tygodni. Ale utrzymanie zainteresowania przez 20 miesięcy to zupełnie inne wyzwanie niż kampania sześciomiesięczna – mówi „Rzeczpospolitej” Krzysztof Łapiński, były rzecznik prezydenta Andrzeja Dudy.

Ale to nie wszystko. – Skoro mowa o personalizacji polityki, to ważna będzie sama osoba kandydata. Jakie ma predyspozycje, talent medialny, czy będzie potrafiła czarować wyborców. Mówiąc po boksersku: czy ustanie w ringu ten wielomiesięczny pojedynek z mediami, obozem władzy, a także wewnętrzne intrygi – dodaje Łapiński. 

 PiS dwukrotnie, a może i trzykrotnie z powodzeniem stosował tę samą taktykę: wystawiał osoby mniej znane, które właśnie dlatego łatwiej było wypromować.

Krzysztof Łapiński, sztabowiec i uczestnik kampanii PiS w latach 2005–2015

Kogo PiS wskaże w sobotę jako kandydata na premiera?

Dziennikarze od kilku tygodni bez skutku próbują odpowiedzieć na dwa pytania. Pierwsze to pytanie o to, kto w sobotę zostanie ogłoszony kandydatem PiS na premiera. Najczęściej przewijają się dwa nazwiska: Przemysław Czarnek i Lucjusz Nadbereżny. Z naszych rozmów z różnymi frakcjami PiS wynika, że sami działacze nie mają żadnej pewności. „Pewniaki” zmieniają się średnio co kilkadziesiąt godzin. To zresztą najlepsza manifestacja tego, że Kaczyński osiągnął swój cel taktyczny: przykuł uwagę do tego, co zrobi w sobotę. Tak na zewnątrz, jak i w samej partii. 

Drugie pytanie dotyczy Mateusza Morawieckiego. W PiS szeroko komentowane jest jego środowe spotkanie z prezesem Kaczyńskim. Wpisywane w znany schemat „prezes się zdenerwował, wezwał Morawieckiego na dywanik, bo wszystko psuje swoimi działaniami”. W praktyce jednak ze strony tzw. harcerzy, czyli środowiska skupionego wokół byłego premiera, płyną sygnały, że spotkanie było umówione już znacznie wcześniej. Miało trwać kilka godzin i w partii, która jest mocno wyczulona na spotkania lidera, wybuchły po nim spekulacje, że Morawiecki do czegoś Kaczyńskiego przekonał, może nawet do konkretnego kandydata na premiera.

Czytaj więcej

Michał Szułdrzyński: PiS chce uciec do przodu. Ale wojna USA z Iranem zmienia układ sił
Reklama
Reklama

Duże emocje w PiS wzbudza także wydarzenie zaplanowane na piątek, gdy dzień przed ogłoszeniem kandydata PiS Mateusz Morawiecki ogłosi program gospodarczy pod hasłem „Powered by Poland”, a w dyskusji wezmą udział m.in. była posłanka partii Razem Paulina Matysiak. I znów: rozmówcy z otoczenia premiera przekonują, że ten program był przygotowywany dużo wcześniej, a jego ogłoszenie zostało zaplanowane przed tym, jak Kaczyński wcisnął guzik z napisem „Hala Sokoła”. Tak samo jak spotkanie w środę z samym Kaczyńskim.

Ale wszystko to rodzi pytanie, czy PiS pomieści zarazem nowego kandydata na premiera i ambicje byłego premiera Mateusza Morawieckiego? W styczniu „Rzeczpospolita” informowała, że Kaczyński na zamkniętym posiedzeniu klubu przekonywał, że PiS ma być partią wielonurtową i nie może ścigać się z konkurencją na prawicy na radykalizację. W ten sposób ustanowił – ponownie – logikę partyjnego systemu na kolejne miesiące i lata. Frakcyjna wojna, a nawet rozłam w tej logice też się mieści. Bo rozłamy w PiS już były, a potem były też powroty, jak ten Zbigniewa Ziobry.

Czytaj więcej

Weteran kampanii wyborczych Kaczyńskiego w rozmowie z „Rzeczpospolitą”: PiS musi przestać być „pipi prawicą”

W tym tygodniu w Mikołajkach premier Mateusz Morawiecki miał ponownie zapewniać, że nigdzie się z PiS nie wybiera, że chce budować w partii silne skrzydło. Jednak po sobocie, gdy poznamy kandydata na premiera, napięcie w PiS będzie jeszcze większe. Pewne jest jedno: Kraków, gdzie prezydent Aleksander Miszalski z KO jest w defensywie ze względu na rozkręcającą się kampanię, która przyniosła już ponad 100 tys. podpisów pod wnioskiem o referendum w sprawie jego odwołania, będzie w sobotę znowu (polityczną) stolicą Polski. Przynajmniej na chwilę. 

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Materiał Promocyjny
Bezpieczeństwo to nie dodatek. To fundament systemu płatności
Polityka
Była prezydent Warszawy zachęca do pracy w Brukseli. „Taka okazja zdarza się raz na 7 lat”
Polityka
PiS z najwyższym wzrostem poparcia w nowym sondażu partyjnym
Polityka
Bronisław Komorowski: Prezydenckie weto do ustawy o SAFE byłoby zdradą stanu
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama