Zaskakująco mało drwin wywołało niedzielne wystąpienie Jarosława Kaczyńskiego. To znak, że kryzys kończy erę radosnego marketingu w polityce.
Z pewnością nie jest tak dobrze, że naszą stabloidyzowaną politykę zastąpi teraz merytoryczna dyskusja o szukaniu rozwiązań. Zamiast zarządzania opinią publiczną za pomocą drwin i ośmieszania, będzie zarządzanie za pomocą lęków przed kryzysem i utratą tej reszty materii, której nie zdążyła pożreć nam gospodarcza dekoniunktura. Ta druga metoda wymaga jednak powagi i choćby pozornego odnoszenia się do realiów.