Mimo że nikt, łącznie z Brytyjczykami, nie ma dzisiaj wątpliwości co do negatywnych skutków brexitu, politycy w Polsce coraz częściej stawiają pytanie, czy aby opłaca się nam uczestnictwo w Unii Europejskiej.
Dyskusję na ten temat zastępują wracaniem w kółko do porównywania wielkości transferów z Unii ze składkami, które płacimy. Czasem, choć raczej rzadko, dodawane są do tego jeszcze opowieści o rozkwicie gospodarki po uwolnieniu jej z więzów unijnych regulacji. Dekada po brexicie dobitnie pokazała, ile jest prawdy w tych opowieściach.
Wprawdzie zwolennicy pozostania Wielkiej Brytanii w UE przegrali w 2016 r. referendum w części dlatego, że odwoływali się wyłącznie do argumentów racjonalnych, podczas gdy zwolennicy brexitu rozpalali głównie emocje, to i tak ograniczmy się w krótkim tekście do przypomnienia samej tylko ekonomicznej irracjonalności zamiaru wyjścia Polski z UE, przypominając wcześniej konsekwencje brexitu.
Dochód narodowy Wielkiej Brytanii był w 2025 r. niższy o 6-8 proc., a inwestycje mniejsze o 12-18 proc. niż gdyby brexitu nie było
Ekonomiści mieli rację ostrzegając przed brexitem
Ekonomiści od początku uważali, że na wyjściu z UE Wielka Brytania może tylko stracić. Jaki bowiem mógł być skutek tego, że kraj mający średniej wielkości otwartą gospodarkę zdecydował się przywrócić w swoim handlu zagranicznym szereg barier – utrudniając w ten sposób funkcjonowanie wielu brytyjskich przedsiębiorstw? W stwierdzeniu o utrudnieniu życia tysiącom przedsiębiorstw nie ma żadnej przesady, ponieważ większość dzisiejszych obrotów handlowych nie dotyczy dóbr finalnych, lecz dóbr pośrednich, wytwarzanych jednocześnie w wielu przedsiębiorstwach mieszczących się w wielu różnych krajach.