Reklama

Europejski test Baracka Obamy

To pierwsza poważna dyplomatyczna próba Obamy i test dla całego NATO. – Ameryka się zmienia, ale nie może się zmieniać tylko ona – powiedział Obama podczas piątkowego wystąpienia we Francji.

Aktualizacja: 03.04.2009 21:46 Publikacja: 03.04.2009 21:30

[b][link=http://blog.rp.pl/gillert/2009/04/03/europejski-test-baracka-obamy/]Skomentuj na blogu[/link][/b]

Euforia, jaka zapanowała w Europie po wyborczym zwycięstwie demokraty, powoli ustępuje miejsca świadomości, że nowy lokator Białego Domu wcale nie zamierza dostosowywać swej polityki do oczekiwań przyjaciół zza Atlantyku.

Dopóki prezydentem był Bush, Berlin, Paryż i parę innych europejskich stolic mogło się zasłaniać niemożnością współpracy z „teksańskim kowbojem”, który mówił, „kto nie z nami, ten przeciw nam”.

Teraz, gdy z Air Force One wysiada głoszący chęć słuchania innych i angażowania przeciwników umiarkowany liberał – do tego uwielbiany przez europejską opinię publiczną – Berlin, Paryż i reszta nie mogą się odwrócić do niego plecami.

Tymczasem zasypując swych zachodnioeuropejskich partnerów komplementami i wyrazami najwyższego szacunku, Obama wyjątkowo otwartym tekstem mówi im przy okazji twardą prawdę: oczekuje, iż wezmą na siebie znacznie większy niż dotąd ciężar – tak w Afganistanie, jak i w transatlantyckich strukturach obronnych w ogóle. Zapowiada próby porozumienia się z Teheranem w sprawie jego programu nuklearnego, ale jednocześnie mówi sojusznikom: musimy zakreślić wyraźną linię, której Iranowi nie wolno przekroczyć. Ogłasza „nowy początek” w relacjach z Moskwą i gotowość przemyślenia decyzji o rozmieszczeniu bazy tarczy w Polsce, ale jednocześnie jasno stwierdza, że oczekuje od Rosjan konkretnej współpracy, wymiernych wyników w wywieraniu presji na Iran oraz zmiany zachowania na arenie międzynarodo- wej. – Wysyłamy Rosjanom bardzo wyraźny sygnał: chcemy z nimi współpracować, ale nie możemy zgodzić się na to, co było dotąd – mówił w piątek Obama.

Reklama
Reklama

Zmienił się ton i styl amerykańskiej dyplomacji, ale oczekiwania USA wobec europejskich sojuszników zmieniły się niewiele. Stosunek do fundamentalnych kwestii bezpieczeństwa pozostał w zasadzie taki sam, jak za Busha, szczególnie w jego drugiej kadencji. Nowa administracja ma za to, przynajmniej na razie, znacznie większy autorytet i uznanie na arenie międzynarodowej.

Gdy piszę tę słowa, szczyt NATO dopiero się zaczyna, ale z wypowiedzi Obamy podczas jego europejskiego tournée można wywnioskować, że nie zamierza on porzucać sojuszniczych zobowiązań Ameryki. Wręcz przeciwnie, mówi głośno rzeczy, z których powinniśmy się cieszyć, bo utwierdzają nas w naszym spojrzeniu na strategiczne interesy Polski. Mówi, że NATO to filar bezpieczeństwa Ameryki, że Afganistan to wielka próba dla trwałości sojuszu, że współpraca z Rosją musi być oparta na zmianie jej własnego podejścia do kwestii bezpieczeństwa w Europie. Co na to nasi zachodnioeuropejscy sojusznicy? – Prawdziwym problemem są Niemcy – mówi się po cichu w Waszyngtonie. Niemcy i ich niechęć do angażowania się w działania wojskowe oraz tradycyjna fas- cynacja Rosją. To właśnie jest prawdziwa próba, jaką przechodzi NATO w 60. rocznicę swego istnienia: test Obamy, wyzwanie, jakie rzuca swym zachodnioeuropejskim partnerom.

Komentarze
Michał Szułdrzyński: Kongres Grzegorza Brauna, czyli głos Władimira Putina w twoim domu
Komentarze
Bogusław Chrabota: Problemy Polski 2050. O czym świadczy post Szymona Hołowni z kapeluszem?
Komentarze
Michał Szułdrzyński: Gra o tron. Prezydent Karol Nawrocki chce udowodnić, że jest szefem wszystkich szefów
Komentarze
Bogusław Chrabota: Polska 2050 nad przepaścią
Komentarze
Marek Kozubal: Exenologia stosowana blisko pierwszej linii frontu
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama