Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie są konsekwencje prawne wykorzystania głosu znanego lektora przerobionego przez AI?
- Jakie argumenty przedstawia pozwana firma w procesie o naruszenie dóbr osobistych?
- Dlaczego ten proces jest uważany za precedensowy w kontekście prawa własności intelektualnej?
- Jakie mogą być szersze konsekwencje społeczne i prawne omawianego przypadku?
– Tu i teraz toczy się moja sprawa, ale tak naprawdę chodzi też o to, co może spotkać inne osoby ze świata artystycznego i okołoartystycznego, jeżeli w przyszłości ich wizerunek miałby zostać użyty w tak niekontrolowany sposób, przy zaprzeczeniu wszystkich towarzyszących temu okolicznościom – komentował w rozmowie z dziennikarzami Jarosław Łukomski.
Proces za naruszenie dóbr osobistych wytoczył on spółce dostarczającej rozwiązania m.in. dla branży budowlanej i rolniczej za to, że ta w swoich reklamach na Facebooku, bezprawnie użyć miała jego przerobionego przez system sztucznej inteligencji głosu. Znany lektor domaga się od niej wypłaty wynagrodzenia określonego na podstawie wysokości stawek, jakie obowiązują za jego usługi, a także 50 tys. zł zadośćuczynienia i przeprosin. Proces, który ruszył w piątek przed Sądem Okręgowym w Warszawie i będzie się toczył w wydziale własności intelektualnej – jak zauważył sam sąd – to precedens.
Prezes pozwanej spółki: nie chcieliśmy naruszać niczyich praw, za reklamę odpowiedzialny pracownik, z którym nie ma kontaktu
Pozwana firma odżegnuje się jednak od oskarżeń, jakoby bezprawnie i celowo wykorzystała głos lektora. – Chciałbym jasno podkreślić, że spółka nie miała intencji naruszenia praw jakiejkolwiek osoby – przekonywał w wygłoszonym dla mediów oświadczeniu prezes jej zarządu, Mirosław Majewski. – W spornych materiałach nie wykorzystano danych osobowych ani wizerunku lektora, i nie były one tworzone w celu identyfikacji konkretnej osoby. Miały charakter informacyjno-reklamowy i dotyczyły wyłącznie działalności oraz produktów spółki – zapewniał.
– Pytanie, kto sprawił, że głos lektora już o wiele wcześniej dostępny był na portalach społecznościowych typu YouTube czy Facebook, z których właśnie korzysta i uczy się sztuczna inteligencja – komentował prezes Majewski. I zapewniał: – Byliśmy przekonani, że postępowaliśmy zgodnie z prawem. W tej sytuacji również czujemy się poszkodowani, ale wątpliwości powinny zostać rozstrzygnięte przez sąd – oświadczył i nie odpowiadał na pytania dziennikarzy.