- Jestem przekonany, że także w dłuższym horyzoncie czasowym nie ma zagrożenia dla nauki stacjonarnej. Wracamy do normalności w szkołach - mówił w środę minister edukacji i nauki. W czwartek Przemysław Czarnek był w Radiu Wrocław pytany, jakie powinny być priorytety nauczycieli w najbliższych miesiącach.

- Myślę, że realizacja narodowego programu wsparcia dzieci po covidzie i realizacja godzin wspomagających, na które przeznaczyliśmy 187 mln zł - odparł.

Szef resortu edukacji i nauki zaznaczył, że "w zanadrzu" jest jeszcze 40 mln zł i zaapelował o zgłaszanie się po środki do nauczycieli ze szkół, które tego jeszcze nie zrobiły.

Czytaj więcej

Hołownia: Zalewska, COVID-19, Czarnek. Kolejne plagi spotykają uczniów

- Musimy nadrabiać zaległości z nauki zdalnej, ale to nadrobienie musi być rozsądne, nie może być przeładowania dzieci i młodzieży zbyt dużą ilością materiału dodatkowego w szkołach, więc na dziesięć tygodni to rozłożyliśmy - podkreślił Czarnek. Zadeklarował, że jeśli będzie zapotrzebowanie, to budżet na kolejne godziny dodatkowe będzie powiększany.

187 mln zł

tyle według danych rządowych przeznaczono na program uzupełniający edukację z czasu nauki zdalnej

Do priorytetów w sytuacji po okresie nauki zdalnej i hybrydowej minister edukacji i nauki zaliczył również odbudowę kondycji fizycznej uczniów oraz zapewnienie im wsparcia psychologicznego. Mówił, że trzeba "wracać do normalności i odbudowywać wspólnotę".

Czytaj więcej

Nowy rok szkolny. Minister Czarnek: Wracamy do normalności w szkołach

W środę w TVP Info Przemysław Czarnek powiedział, że "szkoły powinna cechować akceptacja i tolerancja dla większości chrześcijańskiej, a nie próba wprowadzenia dyktatury ateistycznej". W Radiu Wrocław zadeklarował, że marzy o szkole "otwartej, tolerancyjnej". Podkreślił, że tolerancja to "sposób zachowania, który idzie w dwie strony - zarówno ze strony większości do mniejszości, jak i ze strony mniejszości do większości".

Autopromocja
Ranking Samorządów

Poznaj najlepsze samorządy w Polsce

WEŹ UDZIAŁ

Zastrzegł, że zdanie z TVP Info jest wyjęte z kontekstu.

- Kontekst był taki, że byłem zapytany o narzekania niektórych redakcji na to, że 4 czy 5 pozycji więcej w wielkim kanonie lektur się pojawiło autorstwa Jana Pawła II i że to jest coś, co by np. zagrażało osobom, które są niewierzące, które nie życzą sobie tego typu lektur w szkołach - zaznaczył.

Musimy nadrabiać zaległości z nauki zdalnej, ale to nadrobienie musi być rozsądne.

Przemysław Czarnek

- Pragnę przypomnieć, że są również w Polsce osoby wierzące, pragnę przypomnieć, że my, chrześcijanie, też mamy swoje dzieci w szkołach publicznych i też żyjemy w tym kraju, więc tolerancja to jest takie zachowanie dwustronne, dwubiegunowe - mówił minister edukacji i nauki.

- My tolerujemy i akceptujemy absolutnie ateistów i to są nasi przyjaciele, prosimy o takie samo zachowanie w stosunku do nas - oświadczył.

Czytaj więcej

Mówił o "cnotach niewieścich". Został rektorem

Minister był również pytany o kwestię krzyży w salach szkolnych. - Neutralność to nie znaczy, że w salach ma nie być krzyży - ocenił.

- Gdybyśmy zlikwidowali wszystkie elementy życia religijnego w przestrzeni publicznej i w ogóle przestali mówić o chrześcijaństwie i Panu Bogu, to byłoby sprzeczne nawet z preambułą do prawa oświatowego, to poza wszystkim, to wtedy mielibyśmy dyktaturę ateizmu, mielibyśmy promowanie jednego tylko światopoglądu, ateistycznego - a neutralność polega na tym, że nie promujemy żadnego - powiedział Przemysław Czarnek.

Pragnę przypomnieć, że my, chrześcijanie, też mamy swoje dzieci w szkołach publicznych i też żyjemy w tym kraju.

Przemysław Czarnek

Wspomniał, że w 2011 r. w związku ze sprawą z Włoch Europejski Trybunał Praw Człowieka "stwierdził, że krzyż nie jest elementem indoktrynacji i sama jego obecność na ścianie nie jest żadną indoktrynacją i nie jest żadną dyskryminacją osób niewierzących".

Według Czarnka, osoba niewierząca nie ma żadnych emocji w związku z obecnością krzyża.

- Tolerancja na tym własnie polega, na akceptacji również w przestrzeni publicznej symboli religijnych, które dla ateisty nie powinny mieć żadnego znaczenia, bo niby dlaczego miałoby mieć jakieś znaczenie, skoro jest niewierzący - mówił szef Ministerstwa Edukacji i Nauki.