– Nie ma podziału uczniów na zaszczepionych przeciw Covid-19 i na niezaszczepionych w przypadku skierowania uczniów na naukę zdalną. Nie pozwalam na to – podkreślił minister edukacji i nauki Przemysław Czarnek na ostatniej konferencji prasowej.

Okazuje się jednak, że po wykryciu pierwszych zachorowań na koronawirusa pojawiły się trudności. I to nie tylko po stronie dyrektorów szkół, ale i sanepidu. Zdarzały się bowiem przypadki, że na nauczanie zdalne kierowani byli tylko uczniowie niezaszczepieni.

– 7 i 8 września w jednej z klas Zespołu Szkół Budowlanych i Ogólnokształcących w Biłgoraju, uczniowie zaszczepieni uczyli się stacjonarnie w szkole, uczniowie zaś niezaszczepieni brali udział w lekcjach transmitowanych przez internet – mówi Eugeniusz Pelak, wicekurator oświaty w Lublinie. I dodaje, że decyzja ta została podjęta przez dyrektora szkoły w uzgodnieniu z sanepidem. Od czwartku wszyscy uczniowie z tej klasy uczą się z domu.

Czytaj więcej

Resort Czarnka: bez segregacji sanitarnej w szkołach

Nagroda za zastrzyk

Dlaczego do domu trafiają wszyscy?

– Osoby zaszczepione też mogą roznosić koronawirusa. Uczniowie zaszczepieni, którzy mieli kontakt z uczniem zakażonym koronawirusem, przejdą więc na zdalne nauczanie – wyjaśnia Marek Pleśniar z Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty.

Szkoły nie mają nawet prawa wymagać od uczniów podania informacji, czy są zaszczepieni czy nie. Za niezaszczepienie nie może ich więc spotkać żadna negatywna konsekwencja poza tą najgorszą – ciężkim zachorowaniem na koronawirusa.

Nikt nie zabroni jednak premiować uczniów zaszczepionych, jeśli informację o szczepieniu podadzą dobrowolnie.

Autopromocja
CFO Strategy & Innovation Summit 2021

To już IV edycja kongresu dla liderów świata finansów

WEŹ UDZIAŁ

Dlatego dyrekcja i rada rodziców jednego z zielonogórskich liceów chce nagrodzić finansowo klasę, w której zaszczepi się najwięcej uczniów. Dostaną 5 tys. zł, które będzie można przeznaczyć np. na wycieczkę szkolną. Klasa, która zajmie drugie miejsce, dostanie trzy tysiące, a klasa z trzecim wynikiem – dwa tysiące.

– Uczniowie informacje o szczepieniu przedstawiają tylko pielęgniarce szkolnej. Nagrody to pomysł rady rodziców, która po zapoznaniu się z wynikami próbnych matur, chce ustrzec uczniów przed konsekwencjami zdalnego nauczania – mówi Zbigniew Kościk, dyrektor III LO w Zielonej Górze. I dodaje, że akcja jest skuteczna, bo są już klasy w których zaszczepiło się około 80 proc uczniów.

Szczepienia przeciw Covid-19 są dobrowolne. Informację o tym, czy przyjęli preparat, uczniowie mogą podać tylko dobrowolnie. Eksperci mają jednak wątpliwości, czy w zielonogórskim liceum presja na uczniów nie spowoduje, że o dobrowolności nie będzie można mówić.

– Jeśli wejście do szkoły byłoby uzależnione od okazania certyfikatu zaszczepienia, sytuacja byłaby jasna. Nie byłoby dobrowolności. W przypadku konkursu na najlepiej wyszczepioną klasę, trudno jednoznacznie stwierdzić, czy zgoda rzeczywiście jest dobrowolna – ocenia Wojciech Klicki z Fundacji Panoptykon.

O to, by w zielonogórskim liceum presji nie było, zadbali przeciwnicy szczepień. Zbierają pieniądze na nagrodę dla klasy, w której będzie najmniej zaszczepionych uczniów. Na portalu zrzutka.pl wpłacono już ponad 13 tys. zł. Nie jest jednak jasne, w jaki sposób przeciwnicy szczepień wyłonią zwycięzców.

Czytaj więcej

Od września szczepienia uczniów w szkołach

Pomysły rządu

Zielonogórska szkoła idzie śladami rządu, który organizuje Loterię Narodowego Programu Szczepień. Każdy zaszczepiony, który wyrazi chęć udziału w loterii, może wygrać pieniądze – od 200 zł do 100 tys. zł. lub samochód. Rząd premiuje też samorządy, w których najwięcej osób się zaszczepi. Rywalizacja obejmuje trzy konkursy: Rosnąca Odporność (dla gmin z największym wzrostem poziomu zaszczepienia po 1 sierpnia), Najbardziej Odporna Gmina (z najwyższym odsetkiem zaszczepionych mieszkańców), Gmina na Medal #SzczepimySię (pierwsze 500 gmin w Polsce, w których poziom wyszczepienia mieszkańców osiągnie minimum 67 proc., wygrywa 100 tys. zł).

Do szczepień miała też zachęcić akcja promocyjna w szkołach. Przeprowadzono już lekcje o zdrowiu i spotkania z rodzicami. Na szkolnych korytarzach wywieszano nadesłane przez Ministerstwo Edukacji plakaty. Szkoły mają organizować punkty szczepień u siebie lub zorganizować wyjścia do punktu powszechnego. Okazuje się, że chętnych nie ma wielu.

– Te osoby, które miały się zaszczepić, już to zrobiły. Z możliwości przyjęcia szczepionki w trakcie szkolnej akcji skorzystają jednostki – mówi Dorota Klucznik, dyrektor Zespołu Szkół nr 3 w Skierniewicach.

– Z nieoficjalnych informacji wynika, że większość naszych uczniów przyjęła już szczepionkę. Zapotrzebowanie na szczepienie zgłosiło więc zaledwie kilka osób na 18 klas. Szczepienia będą więc organizowane poza szkołą – mówi Mariusz Łagocki, dyrektor XIX LO im. Powstańców Warszawy w Warszawie.

Bardziej niż szkolne akcje informacyjne do szczepień przekonały wyjazdy.

– Najwięcej zaszczepionych uczniów jest wśród osób, które wyjeżdżały na zagraniczne wakacje – mówi Dorota Klucznik.

Do 18. urodzin o zaszczepieniu decydują rodzice, choć wystarczy podpis jednego z nich. Okazuje się, że wielu uczniów niezaszczepionych jest wśród pełnoletnich. Ich szkolna akcja informacyjna raczej nie przekona.

– Mają ugruntowane poglądy na ten temat – mówi Dorota Klucznik.

Nie ma chętnych do punktów w szkołach

Ze względu na brak chętnych, ale też i możliwości lokalowe, szkoły nie zorganizują szczepień na swoim terenie.

– Nie słyszałem jeszcze o żadnym dyrektorze, który zorganizuje u siebie punkt szczepień – mówi Marek Pleśniar.

– Szkoły najczęściej usytuowane są w centrum miejscowości, blisko ośrodka zdrowia. Lepiej więc zorganizować wycieczkę szczepienną niż punkt u siebie. Tym bardziej że uczestników takiej wycieczki będzie niewielu – podkreśla Leszek Świętalski, ze Związku Gmin Wiejskich RP.

Dyrektorzy liczą mimo wszystko na to, że szczepienia uratują szkoły przed dłuższym zamknięciem.

– Mam nadzieję, że jeśli nauka hybrydowa lub zdalna zostanie wprowadzona, to na krótko – mówi Mariusz Łagocki.