Historia

Strategia i taktyka: sowiecka pięść pancerna u schyłku wojny

Na przełomie 1944 i 1945 roku siły pancerne Armii Czerwonej stanowiły już sprawne narzędzie ofensywne, zdolne do podejmowania działań operacyjnych na szerokim froncie.
Ogromne postępy, jakie Sowieci poczynili od czasu pierwszych klęsk w 1941 roku, dostrzegli zarówno taktycy Wehrmachtu, jak i sztabowcy aliantów zachodnich. W powojennym raporcie „Taktyka w kampanii rosyjskiej” niemieckiego podpułkownika – już Bundeswehry – Eike Middeldorfa znajdziemy wyrazy uznania dla sowieckiej strategii w końcowym okresie wojny. Autor zauważa, że podczas dwóch ostatnich ofensyw w 1945 roku sowieckie siły pancerne „stały na wysokim poziomie tak pod względem operacyjnym, jak i taktycznym”. Wyraźnie poprawiło się współdziałanie czołgów z piechotą, którą coraz trudniej było odseparować od pojazdów pancernych: „Dowództwo sowieckie prowadziło wspólne natarcie czołgów i piechoty w pięciu rzutach – dwóch pancernych i trzech piechoty”.
Wozy bojowe wspierające nacierających czerwonoarmistów zagrażały zwłaszcza niemieckiej piechocie. Gdy żołnierzom Wehrmachtu coraz bardziej brakowało wsparcia ciężkiej broni przeciwpancernej, sowieckie czołgi i działa samobieżne „zwalczały (...) z dużej i bezpiecznej odległości środki ogniowe [przeciwnika] jeden po drugim ogniem na wprost, wykorzystując zręcznie zasłony terenowe, szybko pojawiając się i znowu znikając”. Taka taktyka była kopią niemieckich sposobów wykorzystania dział samobieżnych Sturmgeschütz, których załogi pochodzące ze szkół artylerii były specjalnie szkolone do współdziałania z piechotą. Z kolei na flankach sowieckich korpusów pancernych coraz częściej można było natrafić na oddziały dział przeciwpancernych, które w razie niemieckiego kontrataku były gotowe do osłony skrzydeł własnych formacji.
Spostrzeżenia Middeldorfa potwierdzają opracowania wywiadowcze aliantów zachodnich powstałe zaledwie rok po wojnie. W jednym z nich autorzy zauważyli, że sowiecka taktyka użycia czołgów w natarciu „różni się nieco od naszej”. Gdy brytyjskie lub amerykańskie oddziały pancerne napotkały na flankach silny ogień przeciwpancerny, najczęściej wzywały wsparcie innych czołgów, tymczasem w Armii Czerwonej wprowadzano do walki artylerię samobieżną, która niszczyła wrogie działa i punkty oporu. Było to możliwe, ponieważ „baterie dział samobieżnych posuwały się skokami na skrzydłach zgrupowania czołgów, część z nich zaś towarzyszyła czołgom w pierwszej fali”.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL