Pierwsze tygodnie roku to także czas podsumowań poprzednich 12 miesięcy. Jaki był 2025 r. w sektorze usług HR? Czy pojawiły się jakieś zaskakujące zjawiska mające duży wpływ na branżę?
Mogę wymienić dwa takie zjawiska. Pierwszym, które miało bardzo duży wpływ także na nasz rynek była niepewność – zarówno geopolityczna, jak i ekonomiczna. Pamiętam, że w styczniu 2025, podczas forum w Davos, nastroje były bardzo optymistyczne. Wszyscy liczyli, że Donald Trump rozwiąże największe problemy, uzdrowi gospodarkę USA, zakończy wojnę w Ukrainie. Jednak kilka miesięcy później ten początkowy optymizm przerodził się w niepewność i ostrożność. Do pewnego stopnia było to zaskoczeniem, które miało duży wpływ na decyzje firm. Wiadomo, że niepewność nie pomaga w prowadzeniu biznesu, nie zachęca do inwestycji ani w infrastrukturę, ani w maszyny, ani w nowe produkty, co z kolei ogranicza inwestycje w talenty.
Drugim bardzo ważnym tematem w 2025 r. była oczywiście sztuczna inteligencja, która pozostanie nim również w 2026 r., a także w kolejnych latach. Powiedziałbym, że ubiegły rok był szczytem gorączki AI, choć możliwe, że ten szczyt zobaczymy jednak w obecnym roku, bo na razie wszyscy są bardzo podekscytowani rozwojem AI. Ja również jestem przekonany, że AI będzie miała ogromny wpływ na biznes, choć sądzę, że może on nie być aż tak duży, ani tak szybki, jak czasem sądzą ludzie. Zdecydowanie nie nastąpi to w ciągu najbliższych dwóch, trzech lat.
O ile wiem, pan dość optymistycznie ocenia wpływ AI na rynek pracy, nie przewidując masowego bezrobocia?
Mogę się tu powołać na niedawną analizę banku Goldman Sachs, według której AI nie wywoła apokalipsy na rynku pracy. W USA w okresie przejściowym może mieć negatywny wpływ na ok. 6-7 proc. obecnych miejsc pracy. Część z nich zostanie połączonych, inne będą zlikwidowane, lecz jednocześnie powstanie wiele nowych stanowisk. W rezultacie wzrost bezrobocia w okresie transformacji AI nie przekroczy w USA 1-2 pkt proc. Tym bardziej, że zatrudnienie może wzrastać nie tylko w nowych zawodach. Uzyskana dzięki AI poprawa efektywności firm może zwiększyć dostępność ich produktów czy usług, co z kolei przełoży się na wzrost popytu. Porównuję to do rynkowego efektu pojawienia się tanich linii lotniczych w latach 80. XX wieku. Silny spadek cen biletów lotniczych wywołał gwałtowny wzrost liczby pasażerów i szybki rozwój branży lotniczej, który przełożył się tam na wzrost zatrudnienia. Sądzę, że również teraz możemy się spodziewać podobnego efektu, a także rozwoju nowych usług, szczególnie tych związanych z opieką zdrowotną w starzejącym się społeczeństwie, transformacją energetyczną czy z rzemiosłem.
Jednak nie każdy ze zwalnianych będzie mógł i będzie chciał się przekwalifikować. Do tego dochodzi kwestia kosztów. Kto zapłaci za ten masowy reskilling?
Jestem przekonany, że jeśli firmom będą potrzebni pracownicy, to znajdą się środki na ich przekwalifikowanie. Na podstawie doświadczeń Randstad mogę też zapewnić, że ludzie są gotowi na reskilling, jeśli wiedzą, że dzięki temu dostaną pracę, która zapewni im wyższe wynagrodzenie, lepsze benefity lub lepsze warunki zatrudnienia, albo jest bardziej interesująca. Sądzę, że głównym wyzwaniem w przekwalifikowaniu jest powiązanie go jak najściślej z możliwościami pracy dla poszczególnych osób. Widzieliśmy to np. w okresie Covid, gdy wszystkim pracownikom udostępniliśmy naszą bibliotekę szkoleń online. Jednak skorzystało z nich niewiele osób. Większość ludzi nie ma potrzeby, ani czasu, by szkolić się dla samych siebie. Co innego, gdy powiążemy szkolenie z konkretną obietnicą – jeśli np. powiemy pracownikowi magazynu, że po ukończeniu kursu na operatora wózka widłowego zapewnimy mu pracę, w której zarobi np. 30 proc. więcej niż obecnie. Wtedy ludzie będą bardziej niż chętni do nauki.
W tym roku po raz kolejny uczestniczył pan w forum w Davos, gdzie wśród tematów przewodnich ponownie znalazł się ten związany z inwestycjami w ludzi, a konkretnie pytanie, jak możemy w nich lepiej inwestować. Jaki przekaz pan przywiózł do Davos?
Ten, że inwestycje w ludzi muszą być powiązane z możliwościami pracy. Na pewno łatwiej się o tym mówi niż to robi, gdyż chodzi tu o powiązanie konkretnej osoby z konkretną pracą w konkretnym miejscu. Nie da się zapewnić tego powiązania z Warszawy dla całej Polski.