Publicystyka

Niebezpieczne zabawy ojca Wiśniewskiego

Tomasz P. Terlikowski
Fotorzepa/Ryszard Waniek
Jeśli przyjąć, że rozwodników w ponownych związkach trzeba traktować jak osoby uzależnione, to w istocie trzeba uznać, że są oni albo skrajnie niedojrzali, albo tak mocno pogrążeni w zniewoleniu grzechem, że nie potrafią dokonywać wolnych wyborów – pisze publicysta.

Ojciec Ludwik Wiśniewski od jakiegoś czasu prowadzi nasiloną działalność publicystyczną, w ramach której przedstawia zarys nowej teologii i nowego duszpasterstwa, z katolicyzmem mający już coraz mniej wspólnego. I choć robi to w postaci pytań (co nieustannie podkreślają jego apologeci), to nasuwa się wniosek, że są one tak formułowane i tak podawane do wiadomości, by niezbyt biegli w sprawach teologicznych czytelnicy zmuszeni byli odpowiedzieć, że każde inne niż ojca Wiśniewskiego podejście do kwestii Komunii Świętej dla osób w związkach niesakramentalnych nie ma nic wspólnego z Ewangelią, a jest sekciarstwem. Dominikanin proponuje także, by normy moralne Kościoła (także te, które sformułował sam Jezus Chrystus) uznać za niepotrzebne „budowanie płotów oddzielających grzeszników od Kościoła".

Nadgorliwcy i fanatycy?

Kłopot z tymi pytaniami, które w istocie przybierają charakter orzeczeń, jest tylko taki, że sam ojciec Ludwik odrzuca – już przez sam fakt ich wyartykułowania – katolickie nauczanie. I nie chodzi tu o treści sformułowane przez „nadgorliwych teologów" – jak był łaskaw dominikanin określić obrońców ortodoksji – ale o to, co zostało wyrażone zupełnie wprost przez samego Jezusa Chrystusa. Zakaz rozwodów i ponownych małżeństw czy związków rozwiedzionych nie został bowiem wprowadzony do katolickiej moralności przez nadgorliwców i fanatyków, lecz przez Zbawiciela.

„Każdy, kto oddala swoją żonę, a bierze inną, popełnia cudzołóstwo; i kto oddaloną przez męża bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Łk 16,18) – stwierdza zupełnie wprost Jezus. I dokładnie w ten sam sposób sprawę stawia św. Paweł Apostoł: „żona niech nie odchodzi od swego męża! Gdyby zaś odeszła, niech pozostanie samotną albo niech się pojedna ze swym mężem. Mąż również niech nie oddala żony" (1 Kor, 7,10-11).

Od czasów Jezusa, w związku z Jego jednoznacznie brzmiącymi słowami, rozwód i ponowny związek traktowany był jako cudzołóstwo. Kościół katolicki przez wiele wieków opierał się naciskom władzy (najpierw rzymskiej, a później także choćby angielskiej), która chciała od niego akceptacji związków niesakramentalnych. Wielu męczenników (by wymienić tylko św. Jana Chrzciciela i św. Tomasza Morusa) oddało życie w obronie małżeństwa i jego trwałości. Teraz tę trwałość próbuje swoimi populistycznymi pytaniami zanegować ojciec Ludwik Wiśniewski.

Wystawieni na spalenie

I niech nas nie zwiodą zapewnienia dominikanina, że oczywiście taki związek osób rozwiedzionych jest grzechem i że chodzi tylko o to, by pomóc ludziom wyjść z trudnej sytuacji, jaką jest oddzielenie od Boga. Gdyby tak było, to ojciec Wiśniewski nie proponowałby rozwodnikom w związkach cywilnych czy nieformalnych przystępowania do Komunii Świętej. Dlaczego? Bo wiedziałby, że przystąpienie do Komunii Świętej w stanie grzechu ciężkiego (a tym jest cudzołóstwo), gdy nie spełniło się warunków ważnej spowiedzi (a jednym z nich jest postanowienie poprawy, czyli właśnie wyjście z grzesznego związku lub przynajmniej decyzja o życiu w czystości), stanowi świętokradztwo, które zaprowadzić może osoby takie do piekła.

Tak, wiem, że to niepopularne, ale w to właśnie wierzą katolicy: grzech ciężki, świętokradztwo może nas doprowadzić do potępienia. I nie jest to opinia nadgorliwych teologów, ale św. Pawła. „Kto spożywa chleb lub pije kielich Pański niegodnie, winny będzie Ciała i Krwi Pańskiej. Niech przeto człowiek baczy na siebie samego, spożywając ten chleb i pijąc z tego kielicha. Kto bowiem spożywa i pije, nie zważając na Ciało Pańskie, wyrok sobie spożywa i pije" (1 Kor 11, 27-29) – wskazuje Apostoł Narodów.

Od czasów Jezusa, w związku z Jego jednoznacznie brzmiącymi słowami, rozwód i ponowny związek traktowany był jako cudzołóstwo

Uznanie, że cudzołożnicy, którzy nie chcą porzucić swojego grzechu, mogą przystępować do Komunii Świętej, oznacza w istocie albo uznanie, że cudzołóstwo i trwanie w nim nie jest grzechem, albo uznanie, że spowiedź nie wymaga żalu za grzechy i postanowienia poprawy i jest działaniem czysto magicznym, albo że świętokradztwo nie jest obrazą Pana Boga. Nie chcę rozstrzygać, którą z tych opcji (a może wszystkie) wybiera dominikanin, ale trzeba wyraźnie podkreślić, że żadna z nich nie ma nic wspólnego nie tylko z Magisterium Kościoła, ale także z Pismem Świętym. Ukrywanie swoich tez (całkiem jasno wyrażonych) pod płaszczykiem pytań nie może tego zmienić.

Warto też zwrócić uwagę na to, że pod płaszczykiem miłosierdzia kryje się też głęboki brak szacunku dla natury ludzkiej i wolności wyboru (które w innych swoich pracach tak sławi ojciec Wiśniewski). Jeśli bowiem przyjąć, że rozwodników w ponownych związkach trzeba traktować jak osoby uzależnione (sam dominikanin wskazuje tu – per analogiam – onanistów), to w istocie trzeba uznać, że są oni albo skrajnie niedojrzali, albo tak mocno pogrążeni w zniewoleniu grzechem, że nie potrafią dokonywać wolnych wyborów czy liczyć się z konsekwencjami tego, co zrobili.

Sekta dominikanina

Takie myślenie jest nie do pogodzenia z katolicką antropologią i wyznacza drogę, na której w ogóle zniknie grzech, bo za wszystko odpowiadać będą jakieś determinizmy czy zniewolenia, z którymi nie potrafimy sobie poradzić. Kłopot polega na tym, że gdyby tak było, to trzeba by w ogóle zlikwidować konfesjonały, a w ich miejsce ustawić kozetki i, zamiast odpuszczać grzechy, serwować ludziom gadkę o tym, że wszystko jest super, a oni za nic nie odpowiadają. To jednak nie byłoby już chrześcijaństwo, ale jakaś nowa – by posłużyć się terminologią samego ojca Wiśniewskiego – sekta.

Autor jest publicystą, filozofem, redaktorem naczelnym TV Republika

Pisał w "Opiniach"

o. Ludwik Wiśniewski OP

Wystarczy szczera skrucha

19.03.2015

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL