fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Koronawirus SARS-CoV-2

Koronawirus nie daje za wygraną w USA

Nowy Jork
AFP
Pandemia SARS-CoV-2 po raz kolejny wymyka się Ameryce spod kontroli. W tym tygodniu odnotowano tu rekordowe liczby zachorowań.

W całym kraju w piątek odnotowano ponad 45 tysięcy nowych zakażeń – prawie 10 tysięcy więcej niż pod koniec kwietnia, czyli w pierwszej fazie pandemii, gdy epicentrum zachorowań znajdowało się w Nowym Jorku.

Piątek był trzecim dniem z kolei, gdy dobowe liczby zachorowań szły drastycznie w górę, bijąc rekordy na południu kraju - od Karoliny Południowej poprzez Florydę, Georgię, Arizonę, Teksas po Kalifornię oraz na zachodzie aż po Waszyngton. W sumie w 33 stanach wirus zbiera coraz większe żniwo.


Większość stanów południowych uniknęła katastrofy w pierwszej fazie pandemii, szybko zluzowała restrykcje otwierając sklepy, bary, salony piękności, kina, siłownie i inne punkty usługowe, pozwalając na gromadzenie się z okazji Dnia Pamięci pod koniec maja i nie wymagając noszenia masek, albo – tak jak to było w Teksasie i Arizonie – zabraniając wprowadzania zbyt surowych ograniczeń związanych z pandemią. Potem przyszła fala protestów, w ramach których tysiące osób w całym kraju wyszło na ulice.


W rezultacie w stanach południowych i zachodnich do szpitali zgłasza się coraz więcej pacjentów z poważnymi powikłaniami związanymi z COVID-19 oraz rośnie procent testów pozytywnych, a amerykańscy epidemiolodzy mówią o drugiej fazie pandemii w USA.


Najgorzej sytuacja wygląda m.in. w Arizonie, Karolinie Południowej, Teksasie, Florydzie i Georgii. W Arizonie, gdzie od tygodni ludzie tłumnie gromadzili się w barach i restauracjach, w ciągu ostatniego miesiąca liczba zachorowań zwiększyła się czterokrotnie, a liczba pacjentów z Covid-19 w szpitalach podwoiła się. We wtorek odnotowano tam prawie 500 nowych zachorowań na milion mieszkańców – więcej niż w stanie Nowy Jork w najgorszym momencie pandemii.


W Karolinie Południowej dobowa liczba zachorowań zwiększyła się siedmiokrotnie od połowy maja. Rekordy zarażeń odnotowywane są też w Idaho, Tennessee i Utah.

Teksas i Floryda – dwa stany, które Donald Trump chwalił za to, że jako pierwsze zaczęły znosić restrykcje związane z pandemią i nie wymagały noszenia masek, w piątek zostały zmuszone do zrobienia kroku w tył. Lokalne władze nakazały ponowne zamknięcie barów i wprowadziły inne ograniczenia, np. co do liczby osób w restauracjach. W Miami rozważane jest zamknięcie plaży na okres zbliżającego się długiego weekendu z okazji Dnia Niepodległości.
Na Florydzie w piątek odnotowano prawie 9000 nowych zakażeń. Był to 19 dzień wzrostów zachorowań w tym stanie, który wyłania się jako epicentrum pandemii na południu kraju.


W Teksasie co dziesiąty mieszkaniec ma wirusa, a szpitale w Austin, Dallas, Houston i San Antonio nie mają już wolnych łóżek na oddziałach intensywnej terapii. – Biorąc pod uwagę tempo rozwoju sytuacji, nasze szpitale będą przepełnione za dwa tygodnie – powiedział burmistrz Austin Steve Adler.

 
Według ekspertów wysoka liczba zachorowań w tym stanie to wynik ostatnich tygodni – zgromadzeń z okazji długiego weekendu pod koniec maja, letnich aktywności i otwierania gospodarki, która zarządzeniem gubernatora Grega Abbotta rozpoczęła się 1 maja, wbrew epidemiologom, którzy ostrzegali, że decyzja o otwieraniu sklepów, centrów handlowych, kin, barów, kościołów, restauracji, salonów piękności i innych punktów usługowych została podjęta zbyt wcześnie.

– To, co się teraz dzieje w Teksasie i innych południowych stanach, było do przewidzenia patrząc na to, jak szybko stany te znosiły restrykcje i ograniczenia, pozwalając mieszkańcom zapomnieć o środkach bezpieczeństwa – mówią eksperci.

Dziewięć innych stanów, w tym Arkansas, Idaho, Luizjana i Nevada, ogłosiło w piątek, że opóźnia kolejną fazę otwierania się. Krok w tył w powrocie “do normalności” zrobiła też Kalifornia. Stan ten, o największej populacji w kraju, w pierwszej fazie pandemii całkiem dobrze sobie poradził z kontrolą wirusa i jako pierwszy zarządził lockdown, potem  władze Kalifornii bardzo ostrożnie podeszły do otwierania gospodarki. Mimo wszystko, w tym tygodniu dzienna liczba zachorowań przekroczyła tam 6 tysięcy. Gubernator Gavin Newsom wprowadził zakaz wychodzenia z domu w Imperial County, gdzie sytuacja najbardziej wymyka się spod kontroli. W kilku innych rejonach opóźniono kolejne fazy otwierania.

Przedstawiciele Nowego Jorku, którzy w kwietniu błagali o ratujące życie respiratory i inne sprzęty medyczne, zaczęli oferować pomoc innym stanom, gdzie wirus teraz zbiera największe żniwo. – Jesteśmy w stanie przesłać sprzęt, respiratory, ludzi, nasze doświadczenie, wiedzę, cokolwiek potrzebują – powiedział nowojorski gubernator Andrew Cuomo, dodając, że będzie to gest wdzięczności za pomoc, jaką Nowy Jork uzyskał w kwietniu, gdy dobowa liczba zakażeń w tym stanie mocno przekraczała 10 tysięcy.

Ameryka prowadzi w świecie, jeśli chodzi o liczbę zachorowań i zgonów. Od początku pandemii, w całym kraju odnotowano ponad 2,4 miliona zachorowań oraz ponad 125 tysięcy zgonów. Centrum Kontroli i Zapobiegania (CDC) chorób szacuje jednak, że dziesięć razy tyle osób zostało zakażonych wirusem, na co wskazują testy na obecność przeciwciał. – Ponad 20 milionów ludzi mogło się zarazić, większość nawet nie wiedząc o tym – powiedział dr Robert Redfield, dyrektor CDC.

Dr Anthony Fauci, główny epidemiolog kraju apeluje do Amerykanów, aby “wrócili do podstaw walki z pandemią”. – Za wszelką cenę unikajcie tłumów i noście maski. To podstawa. Nieprzestrzeganie tego to recepta na katastrofę – powiedział w wywiadzie dla telewizji CNBC, ostrzegając, że ogniska zachorowań na południu i zachodzie kraju mogą rozprzestrzenić się na cały kraj.

– To bardzo niebezpieczny moment. To co dzieje się na Florydzie i w Teksasie i wielu innych stanach powinno być ostrzeżeniem dla wszystkich – powiedział gubernator Ohio Mike DeWine.

Tymczasem Biały Dom wydaje się nie przyjmować do wiadomości tego, że połowa kraju podąża w stronę katastrofy. Donald Trump, który konsekwentnie odmawia noszenia maski, twierdzi, że wyższa liczba przypadków to wynik intensywniejszego testowania populacji. – Jeżeli będziemy mniej badań przeprowadzać, mniej będziemy odnotowywać przypadków  zachorowań – powiedział prezydent.

Wiceprezydent Mike Pence, który w piątek poprowadził pierwszą od dwóch miesięcy konferencję prasową poświęconą koronawirusowi, próbował przekonywać, że “kraj zrobił ogromny postęp w walce z wirusem” i chwalił prezydenta Trumpa za to, jak sobie poradził z pandemią. – Dzisiaj wszystkie 50 stanów w całym kraju otwierają swoje gospodarki w sposób bezpieczny i odpowiedzialny – powiedział Pence, który nie przedstawił żadnej nowej strategii walki z wirusem wymykającym się spod kontroli i nie odpowiedział na pytanie, czy jego zdaniem należy nosić maski w miejscach publicznych, tak jak sugerują rządowe agencje zajmujące się kwestiami zdrowia.

Argumentował, że większość nowych przypadków pojawiających się w rekordowych liczbach na południu kraju dotyczy ludzi młodych, poniżej 35 roku życia, co jego zdaniem jest “budującą wiadomością”, bo ta grupa wiekowa rzadziej cierpi na poważne komplikacje spowodowane Covid-19.

"Ta konferencja prasowa to kolejny sposób Pence’a i Trumpa odwrócenia uwagi od tego, że pod ich okiem Stany Zjednoczone nie zatrzymały rozprzestrzeniania się wirusa, który – jak powtarzał prezydent – szybko miał zniknąć" pisze “Washington Post”.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA