fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wybory do PE

Po wyborach do PE: Szybko znaleźć nowych szefów

Polski premier powiedział, że dla Polski priorytetem są: swoboda świadczenia usług na rynku wewnętrznym oraz przyszły budżet UE
AFP
Mateusz Morawiecki postuluje konsensus w sprawie obsady najwyższych stanowisk w Unii Europejskiej.

Przywódcy państw UE zebrali się we wtorek wieczorem w Brukseli, by wstępnie przedyskutować dyskusję o nominacjach na wysokie stanowiska w UE na kolejną kadencję. Decyzji się nie spodziewano, te powinny zapaść na szczycie za cztery tygodnie w czerwcu. Ale już pojawiają się pierwsze nazwiska i trwają gorączkowe konsultacje między frakcjami partyjnymi w Parlamencie Europejskim z jednej strony, a premierami i prezydentami w Radzie Europejskiej z drugiej strony.

Manewry i kryteria

Kluczowa jest obsada szefa Komisji Europejskiej: to ta instytucja ma inicjatywę ustawodawczą, proponuje wszystkie unijne prawa, a następnie kontroluje ich wdrażanie i przestrzeganie przez państwa członkowskie. Obecny przewodniczący Jean-Claude Juncker mógłby kandydować na drugą pięcioletnią kadencję, ale nie chce. O schedę po nim walczą trzy siły polityczne: chadecy, socjaliści i liberałowie.

Żadna z nich w pojedynkę nie ma potrzebnej większości ani w Parlamencie Europejskim, ani w Radzie Europejskiej. Tej większości nie mają nawet dwie partie razem wzięte. Ale każda z nich pojedynczo ma mniejszość blokującą. Dlatego do uzgodnienia nominacji potrzebne jest w praktyce porozumienie tych trzech sił, co może nastąpić tylko wtedy, gdy kluczowe stanowiska zostaną przyznane wszystkim partiom, według satysfakcjonującego je klucza. Na te manewry partyjne nakładają się kryteria geograficzne.

– Musi być zachowana równowaga geograficzna: Wschód–Zachód, Północ–Południe –powiedział premier Holandii Mark Rutte. Do tego przynajmniej jedno z najwyższych stanowisk, najlepiej szefa KE lub Rady Europejskiej, powinna objąć kobieta.

Polskie priorytety

Polska nie jest aktywnym graczem w uzgodnieniach partyjnych, bo rządzący PiS należy do mniejszej grupy Europejskich Konserwatystów i Reformatorów. Nie tylko liczba ich głosów w PE – tylko 59 na 751 – nie czyni ich atrakcyjnym partnerem w negocjacjach. Bo EKR jest dopiero piątą co do liczebności grupą w Parlamencie. Ale też przez innych partnerów jest uznawana za frakcję eurosceptyczną. Można z nią działać razem w konkretnych sprawach legislacyjnych, ale żadna z dużych grup na razie nie wymienia EKR jako partnera dla stałej większości.

Polska ma głos w Radzie Europejskiej, które te nominacje na najwyższe stanowiska musi zatwierdzić.

Ale tutaj też obowiązuje zasada większości, można by się zatem obyć bez poparcia Polski. Premier Morawiecki przed spotkaniem przywódców podkreślił jednak, że Polska chce aktywnie w procesie nominacji uczestniczyć i chciałaby uniknąć decyzji o nominacjach w głosowaniu większościowym.

– Zasada konsensusu jest bardzo ważna w ramach dyskusji między państwami członkowskimi – powiedział premier Morawiecki, jak wszyscy inni przywódcy, podkreślał, że najpierw trzeba ustalić priorytety, a potem dopasować do nich kandydatów. Przy czym o ile inni, np. Emmanuel Macron czy Mark Rutte, za priorytety uważają zmianę klimatyczną czy politykę imigracyjną, to Polak na pierwszym miejscu wymienia swobodę świadczenia usług na rynku wewnętrznym oraz przyszły budżet UE.

Polska może zaproponować wspólnego kandydata w ramach Grupy Wyszehradzkiej, w tym kontekście pojawia się nazwisko Maroša Šefčovicia, słowackiego socjalisty, wiceprzewodniczącego Komisji Europejskiej. – Šefčovič jest jednym z rozpatrywanych kandydatów na różne stanowiska. Zawsze fair wobec Polski, w trudnym portfolio energetyki zachowywał się w porządku. Ale to nie znaczy, że jest jedynym kandydatem – podkreślał Morawiecki. I zaznaczył, że może nawet ważniejszy niż kandydat Grupy Wyszehradzkiej byłby kandydat całej Europy Środkowej. A jeszcze ważniejsze, jego zdaniem, jest, jakie odpowiedzi ma potencjalny kandydat na pytania, które stawia Polska.

Parę nazwisk

Najwięcej głosów w wyborach do PE uzyskała Europejska Partia Ludowa i uważa, że jej kandydat wiodący – Manfred Weber – powinien zostać szefem Komisji Europejskiej. Innego zdania jest druga grupa Socjalistów i Demokratów. –Nasz kandydat Frans Timmermans ma coraz większe poparcie w PE – uważa Udo Bullmann, lider SD w Parlamencie.

Liberałowie z kolei stawiają na swoją kandydatkę Margrethe Vestager, duńską komisarz ds. konkurencji. Dodatkowo pojawia się nazwisko Francuza Michela Barniera, negocjatora ds. brexitu. Na pewno decyzja zapadnie w pakiecie, który obejmuje pięć stanowisk: szefa Komisji Europejskiej, Rady Europejskiej, Parlamentu Europejskiego, Europejskiego Banku Centralnego oraz wysokiego przedstawiciela UE ds. polityki zagranicznej i bezpieczeństwa.

Na razie Weber, niemiecki chadek, ma poparcie Angeli Merkel. Ale czeka ona, czy jest on w stanie zbudować dla siebie większościową koalicję poparcia w PE. Jeśli nie da rady, a na razie stoi to pod dużym znakiem zapytania, wtedy niemiecka kanclerz otworzy się na inne kandydatury. Pierwotnie przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk planował, że decyzje personalne zapadną w czerwcu. To o miesiąc szybciej niż w 2014 roku, gdy o nominacjach, w tym tej dla Tuska, zdecydował nadzwyczajny szczyt w lipcu.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA