fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

Operacja "Maskarada": Czy marszałek Żukow ocalił Odessę?

Marszałek Żukow, gdy po wojnie popadł w niełaskę u Stalina, w gruncie rzeczy do odeskiego okręgu wojskowego został zesłany.
ROL
Jedna ze słynnych legend Odessy głosi, że gdy w 1946 r. mieszkańców terroryzowali kryminaliści, na pomoc przybył marszałek Żukow i krwawo rozprawił się z bandytami. Ile jest prawdy w tym miejskim micie?

Odessa kojarzy się z piękną architekturą, pełną zaułków i malowniczych uliczek, pod którymi ciągną się tajemnicze korytarze kamieniołomów. To także wielki port – okno rosyjskiego imperium na Morze Czarne – w którym rodziły się i bankrutowały miliardowe interesy. Odessa nieraz padała łupem zdobywców, od białych i czerwonych w okresie wojny domowej po armie III Rzeszy i jej rumuńskiego satelity.

Magia Odessy

Ale to miasto jest przede wszystkim jedynym miejscem na świecie dla niezwykłych mieszkańców – Ukraińców, Rosjan, Żydów, Polaków, słowem, wieloetnicznej mieszanki charakterów. To społeczność znana ze specyficznych relacji międzyludzkich opartych na równie specyficznym kodeksie. Nic dziwnego, że oryginalna była także miejscowa przestępczość, bo bogata metropolia jak magnes przyciągała wszelkiego rodzaju hochsztaplerów i awanturników, a głośne afery kryminalne mieszały się z wielką polityką. Właśnie w takim klimacie rodziły się miejskie legendy Odessy. Do jednej z najbardziej znanych należy historia operacji „Maskarada", uwieczniona we współczesnym rosyjskim serialu „Likwidacja" (2007 r., czarno-biały). A oto fabuła w telegraficznym skrócie. Jest rok 1946, Odessa z trudem podnosi się z wojennej pożogi, ale dzięki charakterystycznemu dla miasta układowi pomiędzy szefem milicji kryminalnej Dawidem Gocmanem a kryminalnym bractwem stan bezpieczeństwa ku obopólnemu zadowoleniu nie wymyka się spod kontroli. W mieście pojawiają się jednak obcy bandyci, którzy, próbując narzucić swój styl prowadzenia interesów, burzą odwieczną równowagę. W tym samym czasie do Odessy przyjeżdża Gieorgij Żukow, aby objąć dowództwo miejscowego okręgu wojskowego. Marszałek jest w niełasce u Stalina, zazdrosnego o jego wojenne talenty, i nowe stanowisko jest formą zesłania. A w mieście zaczynają dominować brutalne porachunki, rabunki pieniędzy i zabójstwa, głównie powracających z frontu żołnierzy. Słowem, chaos i ogólna panika, na które reaguje Żukow. Znany ze swojej brutalności strateg błyskotliwie rozprawia się z bandytyzmem.

Dlaczego akcja nosi kryptonim „Maskarada"? Ponieważ biorą w niej udział oficerowie Smiersza (kontrwywiadu) i wywiadu wojskowego ucharakteryzowani na zamożnych obywateli. Patrole przebierańców chadzają nocami po ulicach Odessy i przy pierwszym podejrzeniu otwierają ogień do napastników. W ten sposób w kilka nocy przeprowadzają planową eksterminację bandyckiego podziemia. Żukow „frontowymi" metodami przywraca długo oczekiwany spokój, a Dawid Gocman, który ich nie pochwala (i ratuje z opresji odeskich kryminalistów), wykorzystuje operację do likwidacji niemieckiej agentury grożącej miastu krwawymi dywersjami. Szkopuł w tym, że nie jest to tylko jedna z legend, bo Odessa wierzy, że operacja naprawdę miała miejsce i odbywała się dokładnie według zarysowanej fabuły. Co jest zatem prawdą, a co fikcją?

Erupcja bandytyzmu

Prawdą jest, że w latach 1945–1947 ZSRR zalał istny potop bandytyzmu. Współcześni socjologowie, szukając historycznych analogii, porównują ówczesne emocje obywateli radzieckich do stanu umysłów ludności jakobińskiej Francji. Oczywiście w obu przypadkach dominującym uczuciem był paniczny strach przed ulicznym terrorem, z tym że w Związku Radzieckim był on wywołany tsunami pospolitej przestępczości. Naukowcy, którzy badali do niedawna tajne materiały zachowane w archiwum państwowym Rosji, obliczyli, że tzw. bytowy (socjalny) bandytyzm, czyli przemoc wywołana skrajnymi warunkami życia, wzrósł o 547 proc. w porównaniu z 1940 r. Ilość grabieży z użyciem broni i zabójstw podniosła się odpowiednio o 300 proc. Skala codziennej przemocy była z pewnością dużo większa, bo w powojennym chaosie migracji i zsyłek milicja celowo zaniżała statystyki przestępczości, podnosząc w ten sposób własną skuteczność.

Zresztą oddajmy głos samym mieszkańcom ZSRR, których skargi do różnych instancji państwowych i partyjnych zachowały się do dziś. Mieszkańcy podmoskiewskiego Podolska alarmowali w liście do dziennika „Prawda": „Bezczelne bandy grabią, zabijają i rozbierają spokojnych obywateli nie tylko nocą, na peryferiach, ale na głównych ulicach. I to w biały dzień. Aktyw partyjny boi się uczestniczyć w popołudniowych zebraniach komitetu rejonowego, bo bandyci czają się pod budynkiem. Ludzie chodzą tylko grupami, bojąc się napadów w drodze z pracy do domów". Z kolei mieszkanka innego podmoskiewskiego miasta – Zagorska (Siergiejew Posad), pisała w liście: „Nie daje się już normalnie żyć. Znajomego, który otrzymał za prace budowlane kilkaset rubli, bandyci nie tylko ograbili i zamordowali, a pocięli na części tak, że głowa leżała kilka ulic od miejsca zbrodni". Mieszkanka centrum przemysłu tekstylnego w Iwanowie skarżyła się: „Wczoraj bandyci napadli w pociągu podmiejskim na cała rodzinę, terroryzując jej członków nożami przystawionymi do gardeł. Boję się, bo pracuję na drugiej zmianie do godz. 22 i wracam do domu przez ciemny bazar, gdzie wczoraj bandyci zaatakowali moją koleżankę. Rozebrali ją i zgwałcili. Wszyscy żyjemy w strachu i wielkim napięciu nerwowym". Jakie były przyczyny tego niebezpiecznego zjawiska?

Różni badacze wskazują oczywiście na odmienne czynniki, ale ogólna sytuacja przedstawiała się następująco: po pierwsze, bandytyzm dotykał w największym stopniu terenów okupowanych przez III Rzeszę, a więc obszarów nie tylko najbardziej wyniszczonych, ale także charakteryzujących się wysokim stopniem anarchii społecznej. Po drugie, decydującym czynnikiem była demobilizacja wielomilionowej armii. Do domów wracali mężczyźni zdemoralizowani wojną i frontowym stylem życia. Zamiast odpoczynku i wymarzonego dostatku zastawali kraj w ruinie, bez szans na stabilizację. Dotykało to szczególnie młodzieży, która została powołana do wojska prosto ze szkolnej ławy i po demobilizacji nie miała dokąd wracać. Młodzi ludzie nie byli po prostu „wbudowani" w społeczeństwo. Kolejnym elementem układanki stała się z pewnością stalinowska amnestia 1945 r. uchwalona ku czci wojennego triumfu. Na mocy jej postanowień z łagrów zwolniono wyłącznie „element bliski socjalnie" komunistycznej władzy, czyli... kilkaset tysięcy kryminalistów. Jednak wszystkie wymienione przyczyny nie dałyby skumulowanego efektu śnieżnej kuli, gdyby nie głód, jaki zapanował tuż po wojnie.

Z analiz sytuacji materialnej ludności byłego ZSRR wynika, że podstawową przyczyną wzrostu przestępczości był katastrofalny niedostatek artykułów pierwszej potrzeby, przeradzający się po zakończeniu wojny w regularny głód. Rezerwy żywności wyczerpano na potrzeby frontu, a ze względu na ogromne straty ludzkie pól nie miał kto obsiewać. Zniszczeniu uległ sprzęt rolny, a dzieła dokończyły wojska niemieckie i własne, które wybiły trzodę chlewną i stada bydła. Morderstw i grabieży dokonywali zatem ludzie, którym w oczy zajrzało widmo śmierci głodowej. Wprowadzony w czasie wojny system kartkowy stał się po jej zakończeniu niewydolny, ponieważ mocarstwa zachodnie zakończyły „dokarmianie" ZSRR, a realna sytuacja żywnościowa wywoływała wśród ludności strach daleko większy niż policyjny terror.

O skali zjawiska świadczy fakt, że przez Ukrainę, która była głównym spichlerzem ZSRR, w latach 1946–1947 przetoczyła się fala głodu porównywalna z ludobójstwem lat 30. Przyczyny były zresztą te same – przymusowe kontrybucje zboża i zwierząt niezbędne do wykarmienia wielkich miast i innych regionów kraju. Głód nie tylko popychał ludzi na ścieżkę rozboju, ale na terenach siłą przyłączonych do imperium, takich jak zachodnia Ukraina, Białoruś, państwa bałtyckie i Besarabia, wywoływał zbrojny opór przeciw komunistycznym okupantom. W odwecie władze sięgały po nieludzkie rozwiązania, przywracając np. ustawodawstwo karne lat przedwojennych, w tym słynną ustawę „o trzech kłosach", która karała więzieniem lub śmiercią za najmniejszą kradzież żywności. Tylko w 1946 r. i tylko na Ukrainie jej działaniem objęto ponad 60 tys. osób, z czego 16 tys. rozstrzelano. Odessa nie była wyjątkiem. Co prawda, funkcjonował tam równoległy wolny rynek, na którym można było oficjalnie kupić każdy towar, w tym żywność. Z tym że kilogramowy bochenek chleba kosztował 100 rubli, czyli miesięczny zarobek radzieckiego robotnika. Czy w Odessie sięgnięto zatem po równie drastyczne metody, by uspokoić sytuację? Czy miał w nich swój udział marszałek Żukow?

„Maskaradę" czas zacząć

Równocześnie z ekipą kręcącą serial „Likwidacja" w mieście pojawił się zespół rosyjskich dokumentalistów pod kierownictwem Maksima Fajtelberga, który szukał śladów rzekomej operacji. Próba badań w archiwach Ukrainy i Rosji zakończyła się niepowodzeniem, ponieważ materiały KGB noszą nadal gryf tajności i zarówno miejscowa Służba Bezpieczeństwa, jak i FSB odmówiły udostępnienia danych. Dlatego Fajtelberg przez dwa lata rozmawiał z mieszkańcami Odessy pamiętającymi ten okres historii, a rezultatem dziennikarskiego śledztwa był wniosek, że legenda o operacji „Maskarada" nie wzięła się znikąd, bo Odessę, podobnie jak inne regiony kraju, opanowała przestępcza anarchia. Cała milicja kryminalna liczyła 70 funkcjonariuszy, a każdej nocy dochodziło do 100 napadów, pobić i morderstw.

W takiej atmosferze Żukow, człowiek obcy w skomplikowanym miejskim układzie, mógł skutecznie naruszyć równowagę. W kryminalnym podziale stref wpływów odznaczali się bowiem zarówno zdemobilizowani, jak i służący w armii żołnierze. Nieraz instancje partyjne Odessy zwracały się do dowódcy okręgu wojskowego o przywrócenie porządku w podległych jednostkach. Znane były fakty powstawania koszarowych band maruderów, które nocą z bronią w ręku dokonywały napadów i morderstw. Dochodziło także do sytuacji, w których głodni wojskowi dokonywali nalotów na cywilne transporty żywności. Zresztą napady dotyczyły często byłych towarzyszy broni, bo Odessa była nie tylko wielkim węzłem komunikacyjnym, ale także centrum demobilizacji. Dlatego wśród licznych ofiar znajdowali się ograbieni i zamordowani „frontowicy" powracający do domów. Na drugą stronę barykady, aby wzmocnić siły porządkowe, skierowano wielu oficerów zwiadu, którzy zasilili milicję kryminalną. Jak mówi miejscowy historyk Wiktor Sawczenko, w codziennej praktyce zawodowej najpierw strzelali, a potem pytali: „Kto idzie?". Zresztą decyzją Żukowa w działaniach milicyjnych uczestniczyła kompania alarmowa garnizonu, która wspierała obławy i zasadzki. Ponadto w peryferyjnych rejonach miasta broń wydano także aktywowi partyjnemu oraz robotnikom strzegącym swoich zakładów pracy. W Odessie miał więc kto strzelać i nocami faktycznie dochodziło do regularnych starć, w których każdy walczył z każdym.

Co do udziału Żukowa w walce z bandytyzmem, nie można zapominać o okolicznościach, w jakich pojawił się w Odessie. Marszałek popadł w niełaskę u Stalina z powodu własnej pychy. W uchwale Biura Politycznego partii, która dymisjonowała Żukowa ze stanowiska dowódcy wojsk lądowych, można przeczytać, że przypisywał sobie niezasłużenie wojenne zasługi, tj. planowanie i przeprowadzenie strategicznych operacji, w których faktycznie nie uczestniczył. Nie ulega wątpliwości, że Stalin był zazdrosny o popularność Żukowa, któremu naród przypisywał zwycięstwo nad III Rzeszą. Jednak w tym samym czasie Smiersz prowadził wobec marszałka i powiązanych z nim wysokich oficerów śledztwo kryminalne dotyczące rabunku dóbr poniemieckich na ogromną skalę. Do dziś w dokumentach można przeczytać o zatrzymaniu na granicy trofeów wojennych Żukowa (w tym m.in.: 4 tys. metrów jedwabiu, 17 sztucerów myśliwskich, 80 obrazów, 50 dywanów i gobelinów oraz kilkuset wyrobów ze złota i kamieni szlachetnych). Jakkolwiek prawem silniejszego kradło całe dowództwo radzieckiej armii, a nawet Smiersza, bo wśród namierzonych przez własnych podwładnych znalazł się osławiony Iwan Sierow pełniący w sztabie Żukowa funkcję szefa wojskowej bezpieki, to przestępstwa kryminalne były dla Stalina tylko pretekstem. Celem dyktatora była profilaktyczna czystka wśród generalicji, której europejski sukces na tyle zawrócił w głowie, że zaczynała szukać winnego klęski 1941 r. Czy w takiej sytuacji Żukow zdecydowałby się na drastyczne, a więc niekonsultowane z Moskwą, kroki przywracające bezpieczeństwo podległemu mu okręgowi wojskowemu? Na pewno nie wydał żadnego oficjalnego rozkazu nakazującego przeprowadzenie operacji „Maskarada". Jednocześnie bardzo prawdopodobne są polecenia operacyjnego rozpracowania bandyckiego podziemia przez podległe mu struktury kontrwywiadu i wywiadu. W jednym z pokornych listów do Stalina marszałek donosił, że nie szczędzi sił i pracuje ciężko, aby odzyskać zaufanie towarzysza Stalina i całej partii. Jeśli tak, to uporządkowanie Odessy nie przyniosło zakładanych rezultatów.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA