fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

Rosja sowiecka. Złote pociągi Kołczaka

Pojawiły się plotki, że w 1919 r. carskiego złota użyto do założenia praskiego Liegiabanku obsługującego finanse Korpusu Czechosłowackiego
wikipedia
Legenda ogromnych skarbów, zaginionych podczas wojny domowej w Syberii, rozpala wyobraźnię domorosłych poszukiwaczy, ale też całkiem poważnych historyków i jeszcze poważniejszych służb specjalnych.

Bez względu na wszystkie słabości imperium państwo Mikołaja II wprost kąpało się w złocie. Wskutek odkryć na Uralu w 1914 r. stan rosyjskich rezerw wynosił 1311 ton i rósłby nadal, gdyby nie wojna. Wprawdzie Rosja rozrzutnie używała skarbu jako gwarancji brytyjskich pożyczek wojennych i środków na zakup broni, lecz do rewolucji dotrwało wciąż przeszło tysiąc ton złota.

Droga na wschód…

Gdy Niemcy wyhamowali rosyjski walec parowy, los wschodniego frontu stał się mocno niepewny. Ponadto, po utracie dwóch ładunków na morskich polach minowych, Archangielsk stał się zbyt ryzykowną drogą zagranicznych transferów. Ponieważ bliskość linii kolejowej do Pacyfiku miała znaczenie, połowę rezerw przeniesiono jeszcze w 1915 r. w rejon środkowej Rosji. Dzięki temu nienaruszony majątek przetrwał koniec imperium w podziemiach Banku Narodowego w Kazaniu, dokąd depozyty docierały jeszcze po rewolucji lutowej. Był to wszak tylko początek długiej i krwawej podróży, z której wiele carskiego złota nigdy nie wróciło.

O dziwo, skarb przetrwał początki bolszewickiej pożogi, nienaruszony nawet przez rządy Lenina, który też uznał Kazań za bezpieczne schronienie dla złota. Wszystko odmienił błahy wypadek w Czelabińsku, gdy po krwawej awanturze z austro-węgierskimi jeńcami bolszewicy aresztowali kilku czeskich legionistów. Wściekli Czesi nie tylko odbili kolegów, lecz z rozpędu wzięli całe miasto, a kiedy Trocki postanowił rozbroić i uwięzić ich Korpus, zajęli Uljanowsk, Samarę, Perm i Jekaterynburg, przejmując kolej transsyberyjską aż po Władywostok.

Zaskoczeni bolszewicy nie udźwignęli ciężaru ewakuacji, sprowadzając potrzebne parowce dopiero latem 1918 r. Ich sytuację pogorszyły rosyjskie wojska płk. Kappela, wspomagające Czechów w rozbiciu 5. armii czerwonych pod Kazaniem. Nim miasto padło 10 września, bolszewicy zdążyli zabrać skrzynie z niespełna 5 tonami złota.

Do Ufy, gdzie z konstytuanty powstał antybolszewicki rząd tymczasowy, jesienią przybył z Japonii carski kontradmirał Aleksandr Kołczak, który ledwie miesiąc wytrzymał w roli ministra wojny u lewicowych eserowców i mienszewików. Już w listopadzie rozstrzelał znaczną część własnego gabinetu, po czym obwołał się naczelnym dowódcą i samowładnym wielkorządcą Rosji. Ponieważ dyktaturę uznała ententa, Korpus Czechosłowacki pod zwierzchnictwem gen. Janina włączono do armii francuskiej, złoto zaś oddano rządowi Kołczaka w Omsku. Wszakże transport przez blisko 2 tys. km – wpierw parowcami rzecznymi, a potem koleją przez Jekaterynburg – zabrał długie miesiące.

Rzetelną inwentaryzację podjęto w maju 1919 r., przy czym doliczono się około 500 ton złota, co bynajmniej nie odzwierciedla wartości przechwyconego majątku. Prócz sztab była tam spora ilość obcych walut, w tym głównie marek niemieckich, choć nie brakło numizmatów bardziej egzotycznych. Osobną część skarbu stanowiła trudna do wyceny złota biżuteria, a nawet cesarskie regalia, zabytkowe przedmioty liturgiczne, relikwiarze i temu podobne. Pod wrażeniem liczb dotyczących złota rzadko mowa o zbliżonej ilości srebra i skrzyniach z platyną.

Rezerwy carskiego złota w banku w Kazaniu. Większości do dziś nie odnaleziono
wikipedia

…i z powrotem

Jednak carskiemu złotu nie dane było obrastać kurzem. Nim zaksięgowano wartość sztab i monet, bolszewicy zdążyli się wzmocnić i skierować na Ural regularną armię. Ponieważ Czechów interesowała tylko ewakuacja z Syberii, Tuchaczewski zmusił osłabionego Kołczaka do odwrotu. Wraz z cofającą się białą armią w podróż koleją transsyberyjską wyruszyły też trzy pociągi ze złotem – na które składało się 40 wagonów towarowych wypełnionych drewnianymi skrzyniami i żołnierzami ochrony.

Kawalkada wlokła się do Irkucka przez dwa miesiące, choć przed wojną podróż zajmowała dwa dni. Po przepełnionych torach pociągi jechały niemal bufor w bufor, co powodowało liczne wypadki. Podczas najgroźniejszego pociąg z amunicją uderzył w tył pociągu ze złotem, powodując śmierć 15 żołnierzy. Podczas wyjątkowo wczesnej zimy zamarzały tory i lokomotywy, a na pustych stacjach brakowało obsługi, ponieważ pracownikom nikt nie płacił od wielu miesięcy.

Gdy odwrót zmagał się z awariami i wypadkami, od zachodu spieszył pościg bolszewickiej armii, a na wschodzie czyhały partyzanckie zasadzki, akty sabotażu, strajki i bunty miejscowej ludności, dla której terror oficerów Kołczaka nie stanowił alternatywy dla bolszewickiej tyranii.

Kiedy w grudniu wielkorządca Rosji dotarł do Niżnieudinska, ententa i mienszewicko-eserowski bunt w Irkucku wymusiły jego abdykację na rzecz Denikina. Parę dni później ochronę admirała i jego złota powierzono Czechom, co było ledwo zawoalowanym aresztem. Rozpoczęto naciski za pośrednictwem Janina, by złoto przekazać państwom ententy, lecz urażony Kołczak odparł, że prędzej odda je bolszewikom.

Tak też się stało, gdy zwalczający Lenina eserowcy z Irkucka niespodziewanie się z nim sprzymierzyli. Aby wydostać się z matni, w zamian za wydanie Kołczaka i jego pociągów ze złotem, Czesi wynegocjowali rozejm i trzydzieści wagonów z węglem do lokomotyw. Gdy po miesiącu admirał stanął przed plutonem egzekucyjnym, złoto ruszyło w podróż powrotną do Kazania.

Dopiero nad Wołgą bolszewicy przeprowadzili gruntowny remanent, który znacznie ostudził radość z sukcesu. W skrzyniach często zalegały tylko cegły i kamienie, przy czym sami czekiści zawieruszyli w transporcie co najmniej 9 ton kruszcu. Ogólny bilans ujawnił brak 182 ton złota, czyli aż jednej trzeciej stanu z 1918 r. Tak powstał mit zagubionego w syberyjskiej głuszy złota Kołczaka, rodząc wciąż żywe spekulacje, teorie spiskowe i bliskie obsesji marzenia.

Co stało się ze srebrem, do dziś nie wiadomo. Nawet się o nim nie wspomina po opuszczeniu Kazania. Wedle opinii gen. Janina w ogólnym bałaganie i atmosferze paniki cenne wagony przetoczono na boczne tory, gdzie utknęły wśród dziesiątków identycznych pociągów, i słuch o nich zaginął.

Aleksandr Wasiljewicz Kołczak (1874–1920)
wikipedia

Do Czech i Japonii

Za głównych podejrzanych zawsze uchodzili Czesi, ponieważ mieli sposobność, niezbędne środki transportu i władzę na torach do Władywostoku. Byli też poza wszelką kontrolą – zarówno białych, jak i bolszewików.

Czesi na Syberii rzeczywiście szastali pieniędzmi, ubierając trzy dywizje w sorty mundurowe własnego wzoru, zamówione w Japonii, a nawet kupili 28 amerykańskich samolotów wojskowych – inna rzecz, że po nieudanych próbach z dużym zyskiem odsprzedali je Kołczakowi. W istocie Czesi zmienili wojskową karawanę w świetnie prosperujące przedsiębiorstwo handlowe. Pojawiły się plotki, że w 1919 r. carskiego złota użyto do założenia praskiego Liegiabanku obsługującego finanse Korpusu Czechosłowackiego. Także koncern przemysłowy Zbrojovka Brno, który powstał w 1924 r., miał być ufundowany na skarbach wywiezionych z Rosji, choć nie ma na to żadnego dowodu.

Po drugiej wojnie światowej w zakamarkach czeskiego MSZ odkryto tajną korespondencję Benesza z dowódcą Korpusu Janem Syrovým, która sugeruje chęć pozyskania nieznanej ilości rosyjskiego złota, jednak nic nie wiadomo, by coś z tego wynikło. Najbardziej prawdopodobne wydają się informacje, że Czechosłowacja wypłaciła sobie 4 tony złota tytułem prowizji za transport i ochronę. Przy tym nikt nie kwestionuje, że Praga w międzywojniu łożyła spore kwoty na pomoc rosyjskim uchodźcom.

Część skarbu przejął grasujący za Bajkałem kozacki ataman Siemionow, kiedy pod Czitą zdobył pociąg z depozytem, wiezionym zapewne do japońskich banków. Nieznanej wartości złoto zamknięte było w 55 skrzyniach, lecz jego dalszy los pozostaje nieznany. Można przypuszczać, że większość wydano na organizację zbrojnej awantury barona von Ungern-Sternberga w Mongolii, gdzie Siemionow chciał przetrwać upadek kontrrewolucji i odbudować armię. Wszelako w 1920 r. część złota trafiła do banku Yokohama Shokin Ginko, po czym sam Siemionow uzyskał azyl w Japonii.

Ciekawsza wydaje się droga złota, które uratowało życie pułkownika Pawła Pietrowa i jego podwładnych. Zdesperowany oficer uciekł pociągiem przed Siemionowem i bolszewikami do stacjonujących w Mandżurii wojsk japońskich, które za ochronę zażądały złożenia broni i wydania ładunku. Pułkownik Rokuro Izome potwierdził przejęcie 22 skrzyń złota odręcznym pokwitowaniem, spisanym na skrawku papieru z pieczątką pułku.

Skrzynie popłynęły do Japonii, lecz rząd w Tokio nic o nich nie wiedział. Niezaksięgowane złoto trafiło do koszar 59. pułku w Utsunomiya, służąc prywatnym i politycznym ambicjom reakcyjnych oficerów, skupionych wokół Shizuichi Tanaki oraz spiskom wojskowego wywiadu. Kiedy nasilające się plotki groziły politycznym skandalem, magazyny koszar spłonęły w dziwnych okolicznościach.

Także Pietrow wygodnie żył w Yokohamie, póki w latach 30. nie wytoczył Japonii procesu o zwrot depozytu. Chociaż sąd uznał roszczenia za bezzasadne, ponieważ były oficer nie reprezentował państwa rosyjskiego, to atmosfera zaczęła gęstnieć, Pietrow wyjechał więc do Kalifornii.

Tropem pieniędzy

Wśród poszukiwaczy skarbów dominuje opinia, że podczas odwrotu złoto partiami ukrywano w tajdze, jednak ze względów technicznych nigdy zbyt daleko od torów. Jakkolwiek wysiłki sowieckiego wywiadu nie doprowadziły do żadnego odkrycia – NKWD kopało w rejonie Tiumenia, Tobolska i Tomska do 1933 r., a śledztwo kontynuowano jeszcze po II wojnie światowej – wiara zazwyczaj umiera ostatnia.

Sugeruje się, że świadom klęski Kołczak złoto nie tyle ukrywał, ile usiłował je zniszczyć, by nigdy nie wpadło w ręce bolszewików. Dlatego nie zostawiał śladów ani żadnych wskazówek. Były białogwardyjski oficer Wiaczesław Bogdanow twierdził, że uczestniczył w ukrywaniu skrzyń pod fundamentem zrujnowanej kaplicy cmentarnej, lecz dla zatarcia śladów większość wyznaczonych do akcji żołnierzy rozstrzelano z karabinu maszynowego. Niestety, nie umiał wskazać miejsca, w którym rzecz się zdarzyła.

Wedle rosyjskich źródeł istnieje polski ślad – w postaci walczącego po stronie białogwardzistów Konstantego Wieteski, który przed śmiercią mówił o 500 skrzyniach ukrytych w jakimś wąwozie. Gdy po II wojnie Polska znalazła się w sferze sowieckich wpływów, agenci KGB mieli indagować jego potomków.

Nadzieję, że zaginiony skarb wciąż znajduje się na Syberii, podtrzymało skazanie na osiem lat łagru pewnej wieśniaczki, która wykopała na polu, po czym ukryła, złotą biżuterię – zapewne należącą do carskiej rodziny – w tym broszkę ze stukaratowym brylantem i inne artefakty. Jednak złoto nie musiało pochodzić z pociągu Kołczaka, ponieważ uciekająca arystokracja masowo wymieniała klejnoty na żywność. Poza tym specjaliści twierdzą, że w zmarzlinie trudno ręcznie wykopać doły wielkości kolejowego wagonu.

Najrzadziej wymienia się racjonalne wyjaśnienia zagadki. Choć brzmi to mało efektownie, najpewniej zaginione złoto Kołczaka popłynęło za granicę, a pieniądze wydano. Kolejne partie rosyjskich rezerw były deponowane w zagranicznych bankach – jako zabezpieczenie pożyczek, jak w amerykańskim Kidder, Peabody & Co lub brytyjskim Baring Banku, a głównie instytucjach finansowych Japonii.

Część złota wprost wymieniono na waluty, by kupić broń, mundury i zaopatrzenie. Póki białogwardziści płacili żywą gotówką i złotem, Zachód chętnie wspierał kontrrewolucję, sprzedając uzbrojenie po mocno zawyżonych cenach. Kołczak kupował tak np. amerykańską broń Remingtona i karabiny maszynowe Colta. Minister finansów Paweł A. Buryszkin wysłał za granicę via Władywostok co najmniej siedem ładunków złota, choć nie o wszystkich pewnie wiadomo.

Operacje miały wydźwięk propagandowy, sugerując krajom Zachodu, że bolszewicy nie są poważnymi kontrahentami, gdyż nie mają pieniędzy i nigdy ich nie zdobędą. Dzięki zagranicznym transferom Kołczaka złoto na zagranicznych kontach służyło jeszcze wojskom Wrangla na Krymie, choć część środków ulotniła się z dymem spalonych czterech milionów dolarów. Walutę kupiono dla ustabilizowania sytuacji monetarnej, lecz koszt przechowywania pieniędzy przerósł możliwe korzyści.

Większość z wywiezionych środków trafiła na prywatne konta zaufanych Rosjan, co jednak nie oznacza defraudacji z niskich pobudek. Istniała realna groźba, że państwa zachodnie uznają rządy bolszewików, a tym samym ich prawa do rosyjskich kont państwowych. Dotyczące transakcji dokumenty zniszczono lub utajniono, a gdy Francja zaakceptowała władzę sowiecką dotychczasowy ambasador Rosji zabrał rachunki ze sobą.

Jedynie Japonia oficjalnie przyznała, że nierozliczone środki znajdują się w banku Tokyo-Mitsubishi, lecz wobec upadku cara odrzucono sowieckie roszczenia. Najbardziej transparentna jest historia pół miliona rubli ulokowanych w Funduszu Narodowym, który wspierał rosyjską emigrację aż do lat 60. zeszłego wieku.

Sądząc z dokumentów, zagadka dotyczy jeszcze losu 27 ton złota, choć jej rozwiązania rozsądniej szukać w pilnie strzeżonych tajemnicach bankowych niż w ostępach tajgi lub na dnie Bajkału.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA