fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawo karne

Chęć odwetu uskrzydla sprawcę - były szef więziennictwa o zabójstwie Pawła Adamowicza

Paweł Moczydłowski
JAN KUCHARZYK/DDTVN/EAST NEWS
W zachowaniu Stefana W. widać było coś energetycznego, co najpierw niosło go na scenę, a po ataku kazało dokończyć przedstawienie – mówi Paweł Moczydłowski, socjolog, kryminolog, psycholog, były szef więziennictwa.

Stefan W. odsiedział w więzieniu ponad pięć lat. Wyszedł i śmiertelnie ugodził nożem. Jak to jest z tą resocjalizacją w polskich więzieniach? Sprawca trafił za kraty za drobniejsze przestępstwa, a po wyjściu dopuszcza się najcięższego...

Wygląda na to, że sprawca ma ze sobą poważne problemy. Jak znam dziś polskie więziennictwo, poszło ono raczej w kierunku represyjnym. A w ten sposób takich problemów, jakie ma sprawca napadu z Gdańska, nie da się rozwiązać. Nie ceni się teraz niestety finezyjnych metod terapeutycznych. Metod dostosowywanych do indywidualnych skazanych. Na to potrzeba czasu, chęci i kwalifikacji. Wszystkiego dziś brakuje. Więźniów często pozostawia się samym sobie. A w izolacji czy samotności nierozwiązywane problemy rosną: potrzeba rewanżu, chorej zemsty.

Czy zachowanie Stefana W. może być wynikiem izolacji w więzieniu? Złego traktowania przez współwięźniów? Wyglądało to na odwet. Sprawca zresztą o tym publicznie mówił, a właściwie wykrzyczał tysiącom ludzi...

Nie, jest pochodną problemów jego głęboko zaburzonej osobowości. Docierają do nas pierwsze informacje o tym, jak zachowywał się w więzieniu, jakich czynów się dopuszczał.

Był dobrze przygotowany do tej zbrodni?

Z tego, co można zaobserwować w materiałach telewizyjnych, widać, że sprawca ma chorą potrzebę pokazywania się. Chciał, by czyn, którego się dopuścił, wyglądał jak widowisko. Wiedział, jaki wziąć nóż, kogo nim uderzać i jak to zrobić skutecznie. W jego zachowaniu było coś energetycznego i to coś najpierw niosło go na scenę, a po tragicznym zajściu kazało dokończyć przedstawienie. Myślał szybciej niż pozostali. Nie uciekał.

Nie bał się konsekwencji?

Nawet jeśli o tym myślał, to czyn, którego się dopuścił, był dla niego ważniejszy. Z pewnością przechodziło mu przez myśl, że nie ujdzie mu to na sucho, ale konsekwencje lekceważył. Smak dopadnięcia ofiary i upublicznienie tego zwycięstwa są ważniejsze. A kiedy w dodatku dzieje się to na oczach milionów ludzi, to ranga emocjonalna takiej zemsty jest wyższa.

Wszyscy powoli poznajemy historię sprawcy. Dowiadujemy się o jego zachowaniach, życiu. Coraz częściej słychać, że może on mieć problemy psychiczne. Czy w związku z tym uniknie odpowiedzialności karnej?

Kiedy się okaże, że jest niepoczytalny, to uniknie takiej odpowiedzialności. Nie ma winy, nie ma przestępstwa i nie ma kary. Nie wyjdzie jednak na wolność, trafi do zakładu psychiatrycznego, gdzie będzie leczony.

Może się okazać, że gra na chorobę psychiczną i niepoczytalność może być dobrą linia obrony dla sprawcy?

Takiej choroby nie da się udawać. Choć niepokoi mnie, kiedy po raz kolejny słyszę o takiej ewentualności z ust osób ze struktur władzy, niebędących profesjonalistami w tej dziedzinie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA