Prawo dla Ciebie

Polska nie rezygnuje z roszczeń wobec Niemiec

Narodowe Archiwum Cyfrowe
Odszkodowania za straty z czasów drugiej wojny światowej to sprawa niezakończona – nie tylko u nas.

Za sprawą wystąpienia Jarosława Kaczyńskiego na sobotniej konwencji Zjednoczonej Prawicy odżył temat odszkodowań za straty wojenne. Kaczyński powiedział, w kontekście rozliczeń finansowych w Unii, że Polska nigdy się ich nie zrzekła. Kwestia ta co jakiś czas wraca, i nie tylko w Polsce.

Pozwy Włochów

Od zakończenia wojny minęły już 72 lata, ale prawo publiczne międzynarodowe nie zna właściwie przedawnienia w znaczeniu prawa cywilnego. Ponadto te kwestie ustala się w traktacie pokojowym, a takiego Niemcy nie zawarli. Czy można zatem teraz skutecznie żądać odszkodowań za wojnę?

We włoskich sądach przybywa ostatnio indywidualnych pozwów z żądaniami odszkodowawczymi pod adresem Niemiec za zbrodnie niemieckich sił w czasie drugiej wojny światowej na terenie Włoch. To konsekwencja orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego tego kraju sprzed trzech lat. Uznał on, że osoby prywatne poszkodowane przez Trzecią Rzeszę mogą się ubiegać o odszkodowania od państwa niemieckiego.

Podobną drogą kroczy w Polsce mecenas Roman Nowosielski. W imieniu Benedykta Wietrzykowskiego z Gdyni domaga się przed polskimi sądami odszkodowania od Niemiec za bezprawne wysiedlenie w 1939 r.

Do tej pory uważano, że roszczenia wojenne przynależą tylko państwu, a Polska się ich zrzekła w 1953 r., w deklaracji Rady Państwa PRL z 23 sierpnia 1953 r. o zrzeczeniu się reparacji od Niemiec.

Nie pytali Polaków

Zdaniem Włodzimierza Cimoszewicza, byłego premiera i specjalisty od prawa międzynarodowego, Polska zrzekła się odszkodowań za straty wojenne, choć stało się to w czasie, kiedy nie była w pełni niezależna. Cimoszewicz przyznał, że Związek Radziecki na to naciskał. Jego zdaniem jednak ani PRL, ani III RP nie podnosiły tego tematu, w związku z czym sytuacja prawnomiędzynarodowa jest taka, że żadne odszkodowania nam nie przysługują. Jego zdaniem więc Jarosław Kaczyński ignoruje fakty historyczne.

Wielu polskich prawników wskazuje jednak, że użyte w deklaracji z 1953 r. pojęcie „Niemcy" należy odnosić do Niemieckiej Republiki Demokratycznej. Zrzeczenie się praw dotyczyło więc tylko NRD, wobec czego kwestia reparacji należnych Polsce pozostała otwarta. Tego stanowiska nie zmieniły ani układ z 1970 r. o normalizacji stosunków między PRL a RFN, w wyniku którego wyjechało na stałe do RFN ponad 150 tys. osób, ani powstanie w 1991 r. Fundacji Polsko-Niemieckie Pojednanie – przekazano jej 500 mln marek dla ofiar nazistów. Napięcie w stosunkach polsko-niemieckich złagodził dopiero układ między RFN a RP o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy z 1991 r., potwierdzający polskie prawo do Ziem Odzyskanych. Niemcy stały wówczas na stanowisku, że tzw. traktat 2+4 przyjęty w 1990 r. przez szczyt Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Paryżu w formie deklaracji zamknął generalnie sprawę reparacji. A nie zamknął.

Z dyskusji w Sejmie w latach 2004–2005 i powstałego wówczas poselskiego projektu uznania deklaracji z 23 sierpnia 1953 r. za nieważną, z wystąpień Jarosława Kaczyńskiego także w 2015 r. wynika, że polskie państwo wcale z reparacji nie zrezygnowało.

Zdaniem Stefana Hambury, polsko-niemieckiego adwokata, Niemcy nie zawarły traktatu pokojowego, aby uniknąć właśnie niewygodnego i kosztownego dla nich obowiązku odszkodowań wojennych. A chodzi o ogromne sumy. Tylko szkody wojenne w Warszawie wyniosły 54 mld USD. Warto też pamiętać, że Niemcy wypłaciły ogromne odszkodowania Izraelowi i zaczęły to czynić już w latach 50.

– Uważam, że żądania reparacji od Niemiec po ćwierć wieku od odzyskania wolności może mieć nikłe szanse – mówi mec. Nowosielski. – Państwo polskie nie ma natomiast prawa rezygnować z roszczeń indywidualnych poszkodowanych na ciele czy zdrowiu bądź ich bliskich, jeśli z tego powodu z rąk Niemiec ucierpieli.

Długa historia

Jeżeli popatrzeć na sprawę historycznie, nie można pominąć konferencji jałtańskiej z 1943 r., podczas której ustalano nowy podział świata, a przede wszystkim konferencji poczdamskiej. To tu w 1945 r. uzgodniono, że Niemcy zapłacą 20 mld dolarów reparacji wojennych. Połowa tej kwoty miała przypaść Związkowi Radzieckiemu, a ten 15 proc. z niej, czyli 1,5 mld USD, miał wypłacić Polsce. Wkrótce okazało się, że nie jest to gotówka, zredukowana zresztą do 7,5 proc. i do niekorzystnej dla naszego kraju wymiany towarowej, w ramach której Polska miała dostarczać do ZSRR od 8 do 13 mln ton węgla rocznie po 10 proc. cen światowych. Węglowy haracz stał się istotnym elementem późniejszego oświadczenia polskiego rządu o zrzeczeniu się przez Polskę reperacji wojennych. W lutym 1953 r. mocarstwa zachodnie, władające trzema z czterech stref okupacyjnych Niemiec, zrzekły się reparacji. Tak samo postanowił ZSRR w umowie międzypaństwowej ZSRR–NRD, a Polska poświadczyła ją deklaracją z 23 sierpnia 1953 r. o zrzeczeniu się reparacji. Ceną za to miała być rezygnacja z kontyngentów węglowych – piszą polscy prawnicy w opublikowanych w 2005 r. „Tezach do stanowiska doktryny polskiej w sprawie uznania deklaracji z 23 sierpnia 1953 r. za nieobowiązującą". Ich zdaniem użyte w deklaracji pojęcie „Niemcy" należy odnosić tylko do NRD.

Ta długa historia potwierdza, że sprawy odszkodowań wojennych są prawnie skomplikowane, a odkąd jesteśmy w UE, mogą wywołać też reperkusje nie tylko w stosunkach z Niemcami, ale i wewnątrz UE.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL