fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Postępowanie podatkowe

Jacek Brolik: Interpretacje podatkowe nie dają gwarancji bezpieczeństwa

Jacek Brolik
Fotorzepa, Robert Gardziński
Czy nadal warto występować o interpretacje podatkowe, kiedy fiskusowi wolno odmówić ich wydania i czy w zwykłych ludzkich sprawach może zarzucać unikanie opodatkowania – mówi sędzia Naczelnego Sądu Administracyjnego Jacek Brolik w rozmowie z Aleksandrą Tarką.

Rz: Czy dziś jest sens występować o interpretację podatkową w indywidualnej sprawie?

Jacek Brolik: Tak, ale pod warunkiem, że organ interpretacyjny załatwi wniosek szybko, a sąd administracyjny będzie mógł szybko ocenić, czy wykładnia i ocena możliwości zastosowania przepisów odpowiadają prawu. Niekiedy zaskarżenie interpretacji do sądu może wydawać się mniej sensowne, bo czas oczekiwania na załatwienie sprawy w praktyce w wielu przypadkach może prowadzić do jej bezprzedmiotowości. W tym sensie, że podatnik może zyskać wiedzę, ale nie będzie mógł już z niej skorzystać.

To może nie warto skarżyć interpretacji?!

Mam pewne wątpliwości co do poddania interpretacji indywidualnych kontroli sądowej. Skoro odległość czasowa między wydaniem takiej interpretacji a ostatecznym wyrokiem Naczelnego Sądu Administracyjnego, czy jego wykonaniem może być taka, że będzie ona nieaktualna. Niemniej dzięki kontroli sądowej podatnik ma możliwość doprowadzenia do tego, że interpretacja będzie w stosunku od niego korzystna.

Pod warunkiem że fiskus w ogóle ją wyda. Obecnie powszechną praktyką urzędników skarbówki jest odmawianie interpretacji z powołaniem się na tzw. klauzulę nadużycia prawa podatkowego.

W literaturze, jak i w orzecznictwie podkreśla się, że interpretacje oraz opinie zabezpieczające, które mogą być wydawane w związku z wprowadzeniem do ordynacji podatkowej nowej, specjalnej instytucji nadużycia prawa, nazwanej klauzulą przeciwko unikaniu opodatkowania, to dwie odrębne procedury. Z tym, że opinie są postacią interpretacji. Opinie są charakterystyczne z dwóch powodów. Po pierwsze, dotyczą kwestii związanych z nadużyciem prawa, czyli działań, które mają na celu osiągnięcie korzyści podatkowej. Po drugie dlatego, że opinie zabezpieczające wydają inne organy. Czyli co do zasady urzędnicy, którzy wydają opinie zabezpieczające, nie mogą przejąć sprawy dotyczącej interpretacji. Bo to jest niezgodne z prawem.

Ale urzędnicy wydający interpretacje chętnie odsyłają podatników do tych wydających opinie...

Jest przepis dotyczący interpretacji, zgodnie z którym w razie uzasadnionego podejrzenia, że wniosek może dotyczyć nadużycia prawa, czyli w sprawie może mieć zastosowanie klauzula, organ wydaje postanowienie, które unicestwia skuteczność takiego wniosku o interpretację. Naczelny Sąd Administracyjny wydał już wyroki w takich sprawach.

Co wynika z tych orzeczeń?

Dotyczą one takich sytuacji, gdy do organu interpretacyjnego wpływał wniosek podatnika, ten się zastanawiał, po czym występował do ministra o opinię, czy sprawa może dotyczyć klauzuli. Gdy odpowiedź była pozytywna, organ interpretacyjny odmawiał wszczęcia postępowania interpretacyjnego. To samo w sobie wydłużało czas oczekiwania na rozstrzygnięcie. NSA uznał taką praktykę za nieprawidłową, bo nie można wydać postanowienia o odmowie wszczęcia postępowania, które się już toczy. Sąd wskazał, że w takiej sytuacji urzędnicy powinni wydać postanowienie o odmowie wydania interpretacji.

Dla zwykłego podatnika wychodzi na to samo.

Skutki są jednak zupełnie inne. To postanowienie o odmowie wydania interpretacji definitywnie kończy postępowanie. W konsekwencji służy na nie bezpośrednia skarga do wojewódzkiego sądu administracyjnego. Już przez samo to podatnik zyskuje na czasie. Ponadto można odmówić interpretacji, gdy istnieje uzasadnione podejrzenie, że w sprawie może mieć zastosowanie klauzula. Fiskus musi to wykazać. Tu rola sądów jest bardzo ważna, bo jeśli okaże się, że te podejrzenia były nieuzasadnione, sprawa wraca do urzędników i muszą oni wydać interpretację.

A w jakim zakresie sąd sprawdza, czy te podejrzenia fiskusa były zasadne?

Tu pojawia się poważny problem. Ordynacja podatkowa uzależnia zastosowanie klauzuli obejścia prawa od wartości korzyści podatkowej. Inaczej mówiąc, nie każda korzyść uzyskana przez podatnika przy zastosowaniu tego czy innego rozwiązania będzie uznana za obejście prawa. Ustawodawca wprowadził limit, od którego można o nim mówić. Wynosi on 100 tys. zł.

Problem w tym, że fiskus odmawia wydawania interpretacji nawet wtedy, gdy z wniosku wyraźnie wynika, że ten próg korzyści nie zostanie przekroczony! Inaczej mówiąc, nawet gdyby fiskus dopatrzył się, że podatnik przez dane rozwiązanie chce osiągnąć korzyść, to i tak nie można mu zarzucić obejścia prawa ze względu na limit.

Sprawa nie jest taka prosta. Podatnik może napisać we wniosku o interpretację, że korzyść podatkowa nie przekroczy 100 tys. zł. Ale co może zrobić z tym fiskus? Teoretycznie mógłby badać ten wątek sprawy, ale nie ma do tego narzędzi. W postępowaniu interpretacyjnym zgodnie z prawem nie przeprowadza się żadnego postępowania dowodowego. Z drugiej strony, jeśli urzędnicy przyjęliby na wiarę, że korzyść podatkowa nie przekroczy limitu, organ mógłby wydać interpretację. Problem tylko w tym, że wydanie interpretacji nie chroni przed wszczęciem w sprawie postępowania kontrolnego czy podatkowego. Jeśli zostanie ono wszczęte i okaże się, że ta wartość przekraczała limit 100 tys. zł, to wydana wcześniej interpretacja nie da jakiejkolwiek ochrony, bo nie powinna zostać wydana.

Może to powinno być już ryzykiem podatnika?

Interpretacje zostały wymyślone po to, żeby dawać podatnikom, którzy nie wiedzą, jak stosować prawo, ochronę. Interpretacja, która jej nie daje, staje się tylko nośnikiem wiedzy. A nie taki był cel ustawodawcy. Nie chodziło o to, żeby poprzez wnioski interpretacyjne budować jakiś zasób wiedzy: jak fiskus i sądy ocenią różne – często karkołomne – sposoby optymalizacyjne. Tymczasem wydaje się, że dla wielu kolegów prawników interpretacje tym właśnie się stały. Uważam, że skoro fiskus nie ma możliwości zweryfikowania tego, czy limit korzyści rzeczywiście zostanie przekroczony, to może odmówić wydania interpretacji. Moim zadaniem w tym kierunku pójdzie też orzecznictwo sądów administracyjnych, choć nie mogę wykluczyć przyjęcia jakichś innych pomysłów. Czy to dobre czy złe – nie wiem. Jednak uznanie za słuszne przyjmowania na wiarę tego, co podatnik deklaruje we wniosku w zakresie limitu korzyści, prowadziłoby do tego, że te wszystkie bezkrytycznie wydane interpretacje mogłyby nie dawać żadnej ochrony.

Rozumiem, że jeśli podatnik od razu zdecyduje się na opinię zabezpieczającą, będzie w lepszej sytuacji, choć zapłaci dużo więcej niż za interpretację.

Niestety, niekoniecznie. Procedura wydawania opinii zabezpieczających przewiduje co prawda postępowanie dowodowe, ale jest ono bardzo okrojone. W postępowaniu w przedmiocie opinii można przeprowadzić tylko dowód z dokumentów, które przedstawi strona, i z biegłego. Również w tym przypadku może się zdarzyć, że na podstawie wniosku i tych dowodów nie można będzie określić czy zweryfikować niektórych elementów stanu faktycznego, np. wartości granicznej, od której zależy stosowanie klauzuli. Wówczas organ, znów ze względu na brak możliwości weryfikacji, odmówi wydania opinii zabezpieczającej.

Czyli kwadratura koła, bo choć teoretycznie ustawodawca przewidział dwie procedury, które mogą uchronić podatnika przed poważnymi konsekwencjami niejasnych, skomplikowanych przepisów, w praktyce w wielu przypadkach nie da się z nich skorzystać.

Tak, to może być sytuacja trudna dla podatników. Moim zdaniem wynika to z tego, że przepisy klauzulowe zostały napisane dla postępowania wymiarowego, podatkowego. A jednocześnie ustawodawca, wprowadzając to nowe rozwiązanie, musiał uwzględnić inne regulacje, przewidujące m.in. interpretacje.

To może trzeba było wyposażyć urzędników w dodatkowe narzędzia, żeby mogli sprawdzić m.in. ten limit korzyści?

Tylko jaki byłby tego skutek? Taki, że postępowanie interpretacyjne lub opiniowe zamieniłoby się w zwykłe postępowanie, podobne do podatkowego. Dochodziłoby do czasochłonnego przeprowadzania i powielania czynności postępowania interpretacyjnego i wymiarowego.

To może należało inaczej rozwiązać ten problem. Zostawić postępowanie interpretacyjne i zabezpieczające, pozostawić podatnikowi wybór, czy chce zapłacić 40 zł, czy stać go na opinię za 20 tys. zł, przyjmując dobrą wiarę. A jeśli później okazałoby się, że podatnik wprowadził fiskusa w błąd, traciłby ochronę.

To też nie rozwiązuje problemu, bo co podatnik mógłby zyskać, otrzymując potwierdzenie, że nadużycia prawa nie ma, podczas gdy w rzeczywistości by było? Też wprowadzałoby to w błąd. To wszystko wynika z błędnego przeświadczenia, że interpretacja daje absolutna ochronę. Tymczasem tak nie jest, żadna interpretacja obecnie nie daje bezkarności ani stuprocentowo pewnej ochrony. Dziś interpretacje nie są formalnie bezwzględnie wiążące. Podatnik musi pamiętać, że interpretacja daje mu pewną tylko dozę uzasadnionego przypuszczenia, że postępuje prawidłowo. Im lepsza, tym większą. Nie daje jednak nigdy gwarancji, że jest bezpieczny, bo organ zawsze może zweryfikować i podważyć w postępowaniu podatkowym opisany we wniosku o interpretację stan faktyczny. Nie ma przepisu, który chroni podatnika, który uzyskał interpretację, przed późniejszym postępowaniem kontrolnym.

A może powinno być tak, że fiskus nie może odmawiać interpretacji z powołaniem się na klauzulę w przypadku zwykłych podatników, przysłowiowych Kowalskich, którzy pytają o spadki, darowizny, najem prywatny itp.?

Prawo w demokratycznym państwie nie może odróżniać podatników „zwykłych od niezwykłych". Niemniej w zwykłych czynnościach dnia codziennego trudno wyobrazić sobie, by np. zapytanie o zakup samochodu na własne potrzeby mogło rodzić uzasadnione podejrzenie działania w celu osiągnięcia korzyści podatkowej. Oczywiście nie. Jeśli organ podatkowy w każdej sprawie dotyczącej zwykłych życiowych czynności będzie powoływał się na klauzulę, będzie to nadużycie. Nie ma zakazu działania takiego, które ma na celu zaoszczędzenie na podatkach czy prowadzenia racjonalnej gospodarki także w zakresie opodatkowania. Zakaz wynikający z klauzuli dotyczy takich sztucznych działań, które mają na celu wyłącznie bądź przede wszystkim osiągnięcie korzyści podatkowej. A to, jak np. układa swoje stosunki majątkowe rodzina, jak gospodaruje swoimi pieniędzmi, nie powinno mieć znaczenia. W przypadku prywatnego obrotu – kupna, sprzedaży, spadku czy darowizny – trudno i rzadko można racjonalnie dopatrzyć się sztucznego mnożenia działań, by wyłudzić podatek. Jeśli fiskus będzie się tego doszukiwał w sprawach dotyczących zwykłych spraw życia codziennego, sądy szybko to zweryfikują.

Interpretacje nie są doskonałe, ale dla wielu zwykłych podatników bardzo pomocne. Może przydałoby się w procedurze podatkowej wyodrębnienie z nich dwóch kategorii?

Można wyobrazić sobie inną procedurę wydawania interpretacji dla zwykłych, życiowych sytuacji, a odrębną np. dla przedsiębiorców czy szeroko rozumianego profesjonalnego obrotu gospodarczego. Być może dobrym rozwiązaniem byłoby wtedy zróżnicowanie opłat za wnioski o interpretację. Dziś wiele firm za niewielkie pieniądze angażuje sądy administracyjne w czysto teoretyczne, bardzo skomplikowane spory podatkowe. A bardzo wielu innych podatników czeka na interpretacje. To pomysł wart przemyślenia. ©?

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA