fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

#RZECZoPOLITYCE: Kamiński, Janas i Lew-Starowicz

rp.pl
Emilian Kamiński, Zbigniew Janas i Zbigniew Lew-Starowicz byli gośćmi wtorkowego programu #RZECZoPOLITYCE. Program poprowadził Jacek Nizinkiewicz.

Z Emilianem Kamińskim, dyrektorem Teatru Kamienica, autorem słynnego monologu "Bluzg na Jaruzelskiego", porozmawiliśmy o rocznicy 13 XII oraz premierze spektaklu "Teatr Domowy" dotyczącego wydarzeń sprzed 35 lat.

Ze Zbigniewem Janasem, byłym działaczem opozycji w PRL, byłym posłem, porozmawialiśmy o obchodach 13 grudnia i sprawie posła Stanisława Piotrowicza.

Ze Zbigniewem Lwem-Starowiczem, psychologiem, psychoterapeutą, porozmawialiśmy o książce "Polska na kozetce", której jest współautorem.

Kamiński: Bóg osądzi Kiszczaka i Jaruzelskiego

- O rany, ile ci Amerykanie mają kasy, żeby wynająć całą Warszawę na film wojenny. Taka myśl mi przyszła - mówił o początku stanu wojennego w programie #RZECZOPOLITYCE Emilian Kamiński, dyrektor Teatru Kamienica, autor słynnego monologu "Bluzg na Jaruzelskiego".

Kamiński mówił jaki był jego odbiór wydarzeń, gdy wprowadzono stan wojenny. Początkowo aktor nie wiedział co się dzieje. - O rany, ile ci Amerykanie mają kasy, żeby wynająć całą Warszawę na film wojenny. Taka myśl mi przyszła – mówił o pierwszej myśli, gdy zobaczył na ulicach czołgi. - Rano się dowiedziałem, że został wprowadzony stan wojenny.

Jak pan wspomina, ocenia gen. Wojciecha Jaruzelskiego? - Jako człowieka, który wykonywał rozkazy radzieckich braci. Był zupełnie im podporządkowany – oceniał Kamiński. - Było mi przykro, jak był jego pogrzeb i dowiedziałem się, że to był mąż stanu – nie zgadzał się z taką opinią Kamiński. Dodał, że gdyby mu przyszło pojechać do szpitala i umyć schorowanego generała, to by to zrobił, ale nie zmienia to jego oceny.

Kamiński mówił, że niektórzy ludzie oceniali pozytywnie PRL, ale on nie. - Ja muszę mieć wolną duszę, muszę być w wolnym kraju. Dobrobyt czy stan konta nie jest miarą wolności dla mnie – mówił gość. - Kiedyś napisałem piosenkę: Przy okrągłym stole, podzielili sobie dole – dodał twierdząc, że może lepiej, iż nie polała się krew, tylko „rewolucja była aksamitna”.

Kamiński mówił, że najważniejszą osobą dla niego był ks. Jerzy Popiełuszko, za którego śmierć odpowiadają bezpośrednio gen. Czesław Kiszczak i gen. Jaruzelski. - Bóg albo historia ich osądzi. Ci dwaj panowie bezpośrednio odpowiadają za śmierć tego wielkiego kapłana.

Emilian Kamiński nie chciał oceniać opozycji, która weźmie dziś udział w manifestacji przeciwko władzy. - Nie mnie to oceniać. Nie należę do żadnej partii, moją partią jest Teatr Kamienica. Jeśli ktoś chce zapoznać się z programem mojej partii, to proszę, żeby przyszedł, kupił bilet i zobaczył, co się tam dzieje – przekonywał Kamiński.

Dziś odbędzie się premiera sztuki związanej z 35. rocznicą wprowadzenia stanu wojennego: Teatr Domowy. – To bardzo skromne przedstawienie, kierowane w dużej mierze do młodych ludzi, w przystępnej dla nich formie, po to, żeby pamiętali o tym – powiedział Kamiński.

- Mój teatr jest dzięki ks. Jerzemu Popiełuszce, dzięki niemu miałem siłę – mówił Kamiński. Jak dodał, nie dostawał dotacji z budżetu państwa w porównaniu do innych, mniejszych teatrów. - Raz dostałem 300 tys. i dwa razy po 250 tys. zł. Czasem udaje się wystartować w konkursie i coś wygrać – mówił Kamiński. - Teraz wspomógł mnie PKN Orlen - dodał.

Janas: Duda to nie był i nigdy nie będzie Lech Kaczyński

Lecha Kaczyńskiego zawsze szanowałem, to była osobowość. Mam duże problemy z Andrzejem Dudą - powiedział w programie #RZECZoPOLITYCE Zbigniew Janas, były działacz opozycji w PRL i były poseł.

Zbigniew Janas powiedział w programie #RZECZoPOLITYCE, że Lech Kaczyński był osobowością. - Zawsze go szanowałem, przyjąłem od niego order. Powiedziałem mu, że na niego nie głosowałem, ale był moim prezydentem - powiedział były działacz opozycji w PRL.

- Mam duże problemy z Andrzejem Dudą - przyznał Zbigniew Janas. Podkreślił, że próbował "przełamać lody" z obecnym prezydentem. - Raz poszedłem do Pałacu Prezydenckiego, wbrew mojemu środowisku, ale dla mnie było to ważne - powiedział Janas. - Poszedłem, bo po tym haniebnym przemówieniu podczas pogrzebu Inki. Prezydent Duda miał potem bardzo dobre przemówienie w Sali BHP. Zasygnalizowąło mi to, że być może coś z tego zrozumiał, co nawygadywał. Poszedłem do Pałacu, gdzie było jego wystąpienie na temat KOR-u. Mówił nie tylko o faktach związanych z KOR, ale o filozofii KOR-u. Jak tylko powstrzyma się z nakładaniem na historię politycznych zabiegów, będzie dobrze. On jednak robi to z pełną świadomością, cynicznie. To jest coś, czego ja prezydentowi nie daruję - powiedział Zbigniew Janas.

Były działacz opozycji podkreślił, że "Andrzej Duda to nie jest i nigdy nie będzie Lech Kaczyński". - Potrafił pójść wbrew swojemu środowisku, a nawet wbrew bratu. Ale to trzeba mieć osobowość - powiedział Zbigniew Janas o Lechu Kaczyńskim.

Były działacz opozycji w PRL powiedział, że nie weźmie udziału w dzisiejszej manifestacji. - Wyszedłbym wtedy, gdyby władza ograniczyła prawo do manifestacji. Jak policja będzie na nas szła z pałami, wyjdę na ulicę - powiedział Zbigniew Janas.

Dodał, że był przeciwny manifestacjom organizowanym przez PiS z okazji 13 grudnia. - Jestem też przeciwny tej dzisiejszej demonstracji. Powinniśmy ten dzień inaczej wspominać. Ta data powinna dziś łączyć, a demonstracje są używaniem wyjątkowego dnia - bo przecież tam wtedy zginęli ludzie - do bieżącej walki politycznej - ocenił Janas.

Pytany o historię, Zbigniew Janas powiedział, że zdaje sobie sprawę z tego, że Magdalenka politycznie oceniana jest jako zdrada. - W Magdalence doszło do układu, a nie zdrady, bo efektem tego była wolna Polska. Siedliśmy z naszymi oprawcami do okrągłego stołu - powiedział były działacz opozycji w PRL.

- Mieliśmy świadomość, jak bardzo jest to ryzykowne. Podejmowaliśmy bardzo ryzykowne decyzje, w ryzykownym otoczeniu – mieliśmy tu armię sowiecką i bomby atomowe, a my byliśmy bezbronni - powiedział Zbigniew Janas. Dodał, że młodzi ludzie ocenią historię na nowo - bez emocji negatywnej czy walki politycznej.

 

Lew-Starowicz: Żyję w dwóch państwach, to są dwa narody

- Mam poczucie jakbym był w dwóch państwach, to są dwa różne narody. Jedni na prawo, drudzy na lewo - mówił w programie #RZECZoPOLITYCE Zbigniew Lew-Starowicz, psycholog, psychoterapeuta, współautor książki „Polska na kozetce”.

Zbigniew Lew-Starowicz mówił, że tytuł jego książki to metafora, choć obecnie nie praktykuje się rozmów z pacjentami leżącymi na kozetce. - Psychoterapia kojarzy się z Sigmundem Freudem i kozetką – mówił psychoterapeuta. - Teraz kozetka odeszła w zapomnienie i siedzimy z pacjentami normalnie, tak jak z panem, choć w trochę większej odległości – dodał.

Lew-Starowicz ubolewał nad tym, co obecnie dzieje się w Polsce, która jest pełna podziałów, z wyraźnym podziałem na dwa obozy. - Mam poczucie jakbym był w dwóch państwach, to są dwa różne narody. Jedni na prawo, drudzy na lewo – mówił gość Jacka Nizinkiewicza. - Polska to jest rozbite małżeństwo - dodał.

- Nie widzę chętnych, żeby to połączyć. Obie strony nakręcają tę spiralę – mówił psychoterapeuta.

W dalszej części rozmowy Zbigniew Lew-Starowicz mówił, że zastanawiało go dlaczego różnice światopoglądowe nie dzielą par. - Zawsze się zastanawiałem dlaczego sprawy światopoglądowe, polityka, nie dzieli w związkach – mówił Lew-Starowicz. - Większość par łączy się z podobnymi poglądami – wyjaśniał. 

- Para może przyjść do mnie twierdząc, że nie dogadują się przez poglądy, ale po kilkunastu minutach wiadomo, że nie to chodzi, tylko o walkę o władzę w związku – powiedział Lew-Starowicz.

Na koniec rozmowa zeszła na wydarzenia z okresu stanu wojennego. Lew-Starowicz opowiadał, że gdy przyjmował w swoim gabinecie pacjentów, to był swego rodzaju azyl. - Jest stan wojenny, a ja przyjmuję w gabinecie na pl. Trzech Krzyży. Rozmawiam z pacjentem, który mówi, że w poczekalni jest ubek i jak on teraz ma stąd się wydostać, skoro jest jedno wyjście – opowiadał psychoterapeuta. – Potem do gabinetu wszedł ten ubek i mówił, że wie kto u mnie był, ale nic się nie stało.

Gość mówił, że to nie jedyna taka sytuacja z minionych czasów. - To był azyl. Z jednej strony przyszedł człowiek, który przekazał mi informację, gdzie jest ks. Jerzy Popiełuszko, bo się przyjaźniliśmy; żebym wiedział, że jest bezpieczny. A z drugiej strony przychodził człowiek, który wylewał na księdza jad – mówił Lew-Starowicz.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA