fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Nieruchomości

Tykająca bomba ekologiczna w pofabrycznej ziemi

Wciąż dużym problemem jest skażenie gruntu, które jest niebezpieczne dla zdrowia ludzi
shutterstock
Włodarze wielu miast zrobili niewiele, by zidentyfikować historyczne skażenia ziemi oraz je usunąć.

Najwyższa Izba Kontroli (NIK) sprawdziła, jak władze samorządowe radzą sobie z usuwaniem historycznych zanieczyszczeń gruntów. Dziś są to często tereny budowlane, na których powstają osiedla. A przed laty znajdowały się na nich fabryki. Po niektórych pozostały w ziemi toksyczne substancje.

Pod lupę NIK trafiło 18 samorządów, m.in. w Płocku, Bydgoszczy, Katowicach, Bytomiu, Dąbrowie Górniczej, Warszawie oraz trzech stołecznych dzielnicach: Białołęce, Woli i Bielanach.

Wyniki kontroli NIK nie są najlepsze. Okazuje się, że w latach 2014–2018 w 28,6 proc. badanych starostw oraz urzędów miast w ogóle nie zidentyfikowano potencjalnych historycznych zanieczyszczeń.

Natomiast w 50 proc. urzędów, gdzie wiedziano o skażeniu, podjęto nawet działania, ale były one nierzetelne. Skażonych terenów nie uwzględniano bowiem m.in. w wykazach potencjalnych historycznych zanieczyszczeń. Ponadto w 35,7 proc. kontrolowanych jednostek nie sporządzono tego typu wykazu.

Zdarza się więc, że na skażonych terenach lokalizowano inwestycje mieszkaniowe oraz użyteczności publicznej. A prowadzone prace budowlane powodowały zagrożenie dla zdrowia ludzi. Do takiej sytuacji doszło m.in. w Warszawie.

Ponadto NIK stwierdziła dwa przypadki prowadzenia inwestycji na terenach zanieczyszczonych, chociaż w urzędach wiedziano o skażeniu, ale nie przeprowadzono wcześniej remediacji.

NIK nie zostawiła też suchej nitki na wykazie generalnego dyrektora ochrony środowiska. Chodzi o rejestr historycznych zanieczyszczeń ziemi utworzony w 2016 r.

Zdaniem NIK nie odzwierciedlał on stanu faktycznego. 5 września 2018 r. było w nim 398 wpisów obejmujących łącznie 3 857,2198 ha. Stanowiło to zaledwie 0,012 proc. całkowitej powierzchni kraju.

Taki stan rzeczy był skutkiem nierzetelnych wpisów oraz braku uzupełniania i aktualizacji wykazu przez regionalnych dyrektorów. Ponadto w przypadku 42,5 proc. wpisów w tym wykazie brakowało danych wymaganych przepisami. Utrudniło to zainteresowanym podmiotom uzyskanie rzetelnych informacji o terenach zanieczyszczonych.

W badanym okresie sześciu regionalnych dyrektorów wydało łącznie 277 decyzji w zakresie historycznych zanieczyszczeń powierzchni ziemi, z czego 205 ustalających plany remediacji (tj. 74 proc.). Regionalni dyrektorzy, poza jednym przypadkiem, nie korzystali w procesie wydawania decyzji z wyników prac naukowo-badawczych, nie zlecali dodatkowych ekspertyz, analiz itp.

NIK stwierdziła również, że usuwanie historycznych zanieczyszczeń powierzchni ziemi po zlikwidowanych zakładach Skarbu Państwa było nieskuteczne.

Zdaniem Izby wynikało to z licznych przeszkód formalnoprawnych związanych m.in. z niemożliwością usunięcia odpadów z terenu przez inny podmiot niż władający tym terenem, pozyskania na ten cel niezbędnych środków finansowych czy z przekazaniem zanieczyszczonych gruntów osobom prywatnym. Barierą była m.in. zasada „zanieczyszczający płaci", co oznacza np. trudności dla tzw. wykonania zastępczego.

Z powodu braku zainteresowania beneficjentów żaden z sześciu badanych wojewódzkich funduszy ochrony środowiska i gospodarki wodnej nie utworzył odrębnych programów dla finansowania likwidacji historycznych zanieczyszczeń powierzchni ziemi.

W Narodowym Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej taki program funkcjonował zaledwie pół roku. Przewidywał możliwość finansowania łącznego badań ziemi oraz remediacji. Nie mówił o finansowaniu badań mających na celu potwierdzenie zanieczyszczenia i określenie jego skali, co zdaniem Najwyższej Izby Kontroli utrudnia identyfikację terenów zanieczyszczonych.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA