fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Mieszkaniowe

Spółdzielnia mieszkaniowa czy deweloper?

ROL
Która z tych instytucji lepiej pozwoli realizować marzenia ludzi, którzy nie mają mieszkań, ale którzy chcieliby je wynajmować lub kupić.

Chcieliby poprzez mieszkanie realizować marzenia, czuć się bezpiecznie.

Istota budowania miasta to budowanie mieszkań. Mieszkania to pieniądze, które są ulokowane w określonym miejscu, czyli: teren będący własnością lub w użytkowaniu budującego; budowniczy, który w sposób racjonalny, efektywny i umiejętny potrafi zaprojektować i zrealizować marzenia tych, którzy będą chcieli korzystać z jego wytworów. A więc budowa wymaga zdolności zespolenia trzech czynników: terenu, organizacji z wizją oraz środków finansowych. To jest triada skutecznego budowania.

Ale zespolenie tych trzech składników to już polityka mieszkaniowa. Bo dostęp do terenu, zasady opodatkowania struktury organizacyjnej, zasady finansowania i kredytowania dla tych, którzy będą korzystali z możliwości dostępu do mieszkania – wszystkie one określane są przez władze publiczne.

Mieszkanie jest usługą, chyba że traktujemy je jako inwestycję. Ale zawsze musi pojawić się inwestor, publiczny lub prywatny, więc deweloper lub spółdzielnia mieszkaniowa, może gmina. Najstarsze na ziemiach polskich: Spółdzielnia Bydgoska i Towarzystwo Pomoc – Spółka Budowlana w Poznaniu, powstały ponad 120 lat temu. Był to sprzeciw wobec ówczesnego agresywnego rynku mieszkaniowego realizowanego przez prywatnych właścicieli nieruchomości. Ten sprzeciw, tak powszechny po I wojnie, wobec konieczności odbudowy kraju, gdy ponad 50 proc. zabudowy uległo przecież zniszczeniu, to chęć odejścia od formuły rynku maksymalizującego zysk z nieruchomości. To była główna idea spółdzielczości mieszkaniowej.

Ale to też przywrócenie godności jej mieszkańcom poprzez możliwość decydowania o wspólnych sprawach osiedla. Jak mówił statut Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, to wspólnota mieszkańców działających na rzecz dobra wspólnego, jakim jest wzajemna pomoc, współdziałanie i zamieszkiwanie w dobrych warunkach higienicznych. Nikt nie jest w niej ważniejszy, wszyscy mają równe prawa, wszyscy mają równe obowiązki, a nieruchomość jest wspólna, nie jest podzielona.

Czy była to utopia początku XX wieku? Nie do końca. Przecież spółdzielnie istnieją i dzisiaj. Małe lokalne spółdzielnie mieszkaniowe, odrodzone w 1980 i 1981 roku w ramach sprzeciwu wobec scentralizowanej ówczesnej spółdzielczości państwowej, pozwoliły na realizowanie marzeń swoich członków. Wtedy zaczął się ponownie, tak jak przed wojną, ruch sprzeciwu poprzez budowanie. Oparty na zasadzie wzajemnego zaufania, które jest fundamentem ruchu spółdzielczego.

Ale rynek się rozwija. Pojawia się deweloper, który jest w gruncie rzeczy producentem zespołu mieszkaniowego lub raczej zespołu urbanistycznego, starającym się uzyskać z przestrzeni miejskiej maksimum efektywności ekonomicznej. Kto więc powinien stać na straży wartości wspólnoty miejskiej, kto może postawić bariery maksymalizacji zysku? Tylko władza lokalna poprzez lokalne przepisy urbanistyczne, debatę urbanistyczną, publiczną dyskusję nad projektem.

Ale również poprzez współfinansowanie części wspólnych, tych, z których korzystają wszyscy mieszkańcy miasta. Gdzie więc jest miejsce dla spółdzielni jako instytucji działającej bez zysku? Przecież obecnie spółdzielnie to tylko 2 proc. nowych mieszkań, ale za to aż 16 proc. administrowanych zasobów, a deweloperzy to 48 proc. nowych mieszkań. Czyżby więc krach spółdzielczości w czasach urynkowienia relacji inwestycyjnych? A może w polityce miejskiej dla budowy tanich mieszkań trzeba znaleźć formułę spółek mieszkaniowych bez zysku, jako współczesnej formy organizacji inwestycji mieszkaniowych? Bo wspólnota nastawiona na budowanie mieszkań dla swoich członków bez zysku ma możliwość korzystania z bezprzetargowego zakupu nieruchomości. Nie ma jednak w obecnym systemie prawnym możliwości wspierania inwestycji tanim kredytem, tak jak przed wojną.

Jakie jest zatem miejsce dla spółdzielni mieszkaniowej? Chyba takie same jak dla spółki prawa handlowego, która działa bez zysku, ale powinna być wsparta siłą wspólnoty swoich mieszkańców i członków spółdzielni, którzy z wiarą i zaufaniem, tak jak ci w 1981 roku, będą budowali miejsce życia dla siebie i dla swoich rodzin. ©?

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA