fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Szułdrzyński: Oczy wszystkich na próg wyborczy

Michał Szułdrzyński
Fotorzepa/Maciej Zienkiewicz
Dawno już w polskiej polityce los tak wielu nie zależał tak bardzo od formacji tak małych.

Ostatnie sondaże zdają się wskazywać, że od początku kampanii przed wyborami do europarlamentu niewiele się zmieniło. PiS prowadzi, drugie miejsce ma Koalicja Obywatelska. Ale to złudzenie, że nic się nie dzieje – dystans między dwiema największymi siłami się zmniejsza. Dlatego nie można wykluczyć, że w dniu głosowania kolejność się odwróci.

Rezultaty i znaczenie wyborów w najbliższą niedzielę nie będą jednak zależały wyłącznie od poparcia dla dwóch największych sił. Spory ruch widać bowiem po stronie ugrupowań mniejszych. Jeśli 5-proc. próg wyborczy przekroczą Wiosna, Konfederacja i Kukiz'15, wynik głosowania może się znacznie spłaszczyć.

W ostatnich dniach wyraźnie silniejsza wydaje się Konfederacja. To ona zyskuje w prawicowym elektoracie na zwiększającym się napięciu w relacjach polsko-izraelskich czy polsko-żydowskich. Widząc to, obóz rządzący również postanowił dołączyć sprawę tzw. ustawy 447 do politycznej agendy. Paradoksalnie wzmocnił tym tylko środowiska narodowe, które triumfują: a nie mówiliśmy, temat jest ważny, gdyby nie nasz nacisk, rząd wciąż próbowałby zamieść go pod dywan. A im wyższy będzie wynik Konfederacji, tym niższy może się okazać rezultat PiS.

Z kolei Paweł Kukiz walczy o przetrwanie. Przekroczenie progu wyborczego jest dla jego ugrupowania kwestią politycznego życia lub śmierci. Warto jednak pamiętać, że wbrew tym, którzy po odejściu kolejnych posłów z parlamentarnego klubu Kukiz'15 składali tę formację do grobu, okazuje ona zaskakującą żywotność.

Wiosna Roberta Biedronia nie wytrzymała tempa kampanii wyborczej. Nie potrafiła wykorzystać wygodnych dla siebie tematów, takich jak podniesienie problemu karty LGBT czy pedofilii w polskim Kościele. Dziś Biedroń powinien wyciąć i wkleić sobie do pamiętnika sondaże sprzed kilku tygodni, które dawały mu kilkanaście procent poparcia, bo być może taka sytuacja się już nigdy nie powtórzy, a jego partia pójdzie drogą Nowoczesnej Ryszarda Petru, która roztrwoniła swój polityczny kapitał. Wiosna walczy o dobry wynik, by później wylicytować jak najwyższą cenę od Grzegorza Schetyny, który jesienią będzie znów montował szeroką koalicję antypisowską.

Im więcej partii przekroczy próg wyborczy, tym mniej posłów wprowadzą do Parlamentu Europejskiego PiS i Koalicja Obywatelska – bo pulę mandatów będzie się dzielić pomiędzy większą liczbę list. W przypadku PO będzie to oznaczać kłopot wewnątrz koalicji – albo rozczarowani brakiem mandatu, który zdawał się być na wyciągnięcie ręki, będą politycy Platformy, albo SLD, albo PSL, albo po trochu ze wszystkich partii. Dla PiS to też byłaby zła wiadomość. Mniejsza reprezentacja może przekreślić szanse na to, by to partia Jarosława Kaczyńskiego była rozgrywającym we frakcyjnych układankach po prawej stronie nowego Parlamentu Europejskiego. Dlatego to wynik mniejszych ugrupowań może być najważniejszym czynnikiem decydującym o politycznej wadze niedzielnego głosowania.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA