fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Najważniejsze o najważniejszym terroryście świata

AFP
Dokładnie dziesięć lat temu zginął w wyniku operacji amerykańskich sił specjalnych Osama bin Laden. Przez poprzednią dekadę był najbardziej poszukiwanym człowiekiem na świecie.

Świat poznał go po zamachach na Amerykę z 11 września 2001. Wcześniej wiedzieli o nim specjaliści, a jako bezpośrednie zagrożenie dla największego mocarstwa postrzegała tylko niewielka grupa amerykańskich agentów służb specjalnych. 

Droga

Do najbardziej spektakularnego ataku na Zachód, niespecjalnie niepokojony, szykował się prawie dwie dekady. Wielką nienawiścią do Stanów Zjednoczonych zapałał w 1982 roku. Wtedy  „pozwoliły Izraelczykom napaść na Liban, a pomogła im w tym VI Flota USA. Gdy patrzyłem na zniszczone libańskie wieżowce, przyszło mi do głowy, że powinniśmy odpłacić ciemiężcy pięknym za nadobne i w podobny sposób zniszczyć wieżowce w Ameryce, żeby jej obywatele posmakowali choć trochę tego, co nam zgotowali”. Tak przynajmniej twierdził sam Osama bin Laden, co przywołuje Lawrence Wright w swojej świetnej książce „Wyniosłe wieże. Al-Kaida i atak na Amerykę” (tłum. Agnieszka Wilga; wyd. Czarne). W tamtych czasach jednak jego działania nie miały wiele wspólnego z deklaracjami, pośrednio nawet wyrażał wdzięczność Amerykanom za wsparcie mudżahedinów walczących z Sowietami w Afganistanie. Przeciw USA zwrócił się na dobre, gdy upadł komunizm.

Zdjęcie

1 maja 2011 roku, 16.05 czasu waszyngtońskiego, w Pakistanie zaczął się już 2 maja. Wtedy w Białym Domu w Situation Room (sali dowodzenia), powstało jedno z najważniejszych zdjęć w historii, wykonał je prezydencki fotograf Peter Souza.

Jest na nim prezydent Barack Obama wraz z najbliższymi współpracownikami od spraw bezpieczeństwa. Patrzą na niewidoczny na fotografii ekran, na którym docierają do nich na żywo szczegóły operacji Neptune Spear (Włócznia, czy lepiej - Trójząb Neptuna). W jej wyniku kilkadziesiąt minut (38 lub 40, różnie to potem opisywali uczestnicy) później zginie Osama bin Laden.

Po prawej stronie skupionego Obamy siedzi wiceprezydent Joe Biden, po lewej jeden z dowodzących operacjami specjalnymi generał Marshall B. Webb, jedyny człowiek w mundurze, oraz nerwowo zakrywająca usta dłonią sekretarz stanu Hillary Clinton i sekretarz obrony Robert Gates. Za ich plecami stoi kilku osób z najbliższego otoczenia prezydenta.

Clinton i nie tylko ona mówiła potem, że oczekiwanie na śmierć Bin Ladena to były najbardziej intensywne minuty w jej życiu. To pokazuje, kim był dla Ameryki, a skoro dla Ameryki, to dla połowy świata.

Zginął od strzałów w głowę i pierś w swoim domu w Abbottabadzie, malowniczo położonym pakistańskim kurorcie, 65 kilometrów w linii prostej od stolicy, Islamabadu.

Tropienie

Mało jest śledztw służb specjalnych, które są tak dobrze znane opinii publicznej, jak poszukiwania, które doprowadziły do zabicia Osamy bin Laden. Przypomnę krótko: do Abbottabadu amerykańskich agentów wywiadu już w 2009 roku doprowadził osobisty kurier Bin Ladena (który od dawna unikał korzystania z telefonów satelitarnych i komórkowych), a o jego istnieniu dowiedzieli się podczas przesłuchań więźniów w Guantanamo.

Sprawdzanie, czy w dużej posesji na przedmieściach Abbottabadu, naprawdę mieszka najbardziej poszukiwany człowiek świata, zajęło wiele miesięcy. A posłużono się w nim - wzbudzającą kontrowersje i niejasne, czy niezbędną - fałszywą akcją szczepień przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby typu B. Dzięki niej miano pobrać próbki DNA od mieszkających tam dzieci i porównać z próbką od zmarłej w USA siostry Osamy bin Ladena.

Począek

Al-Kaida, którą dowodził, inspirował i finansował Bin Laden, stała się najważniejszą terrorystyczną organizacją świata. I wzorem dla terroryzmu islamskiego i dżihadyzmu - przeżywających ostatnio gorsze chwile, co może być przejściowe.

Powstała w 1986 roku w pakistańskim Peszawarze, niedaleko granicy z Afganistanem, do którego przemierzały setki bojowników arabskich, by wesprzeć walczących z Sowietami mudżahedinów.

Nabrała kształtów, jak pisał w „Wyniosłych wieżach” Lawrence Wright, podczas spotkania o przyszłości dżihadu, w którym uczestniczyło oprócz Bin Ladena (Saudyjczyka) kilku Egipcjan, Palestyńczyk, iracki Kurd i jeszcze jeden Saudyjczyk.

„Al-Kaida” to po arabsku „baza”, „podstawa”. Na solidnym fundamencie miało powstać nowe islamskie społeczeństwo, nowe, ale naśladujące to sprzed kilkunastu wieków. Al-Kaida jako organizacja bojowa miała zaś spowodować, że świat się zbliży ku Bogu, „a Jego religia zwycięży”. Ten cel był bardzo odległy. Założyciele byli tego świadomi, zwłaszcza, że mieli mało pieniędzy, choć bin Laden miał bardzo bogatego ojca, i brakowało im doświadczonych bojowników. Wszyscy zebrani na spotkaniu od początku wiedzieli, że na przywódcę takiej organizacji nadaje się tylko charyzmatyczny Osama bin Laden.

Przed początkiem

Biografia urodzonego pod koniec lat 50. Osamy bin Ladena jest nietypowa. Nietypowa także jak na terrorystę islamskiego. Z jednej strony znał luksus z czasów saudyjskiej młodości, miał własne konie (nawet 20) i szybkie auta, jeździł na safari do Kenii. Ale z drugiej - gdy sam decydował o losie na uchodźstwie, w Sudanie czy Pakistanie, swojej licznej rodziny (kilka żon i gromadka dzieci) oraz najbliższych współpracowników i wyznawców, narzucał im skromne warunki.  

Jego ojciec, Mohamed, był niepiśmiennym geniuszem biznesu, pochodzącym z Jemenu. Ojciec sam zbudował firmę, której rodzina królewska powierzała najważniejsze budowy w Arabii Saudyjskiej, najbardziej skomplikowanych dróg czy odnowy najważniejszego meczetu - w Mekce. Prowadził działalność w wielu krajach, przedsiębiorstw z nazwiskiem bin Laden w nazwie było mnóstwo. Trudno powiedzieć, czy Mohamed wyczuwał wyjątkowość Osamy, był wszakże jednym z jego prawie sześćdziesięciorga dzieci. Choć serial Netflixa „Szpieg” (o izraelskim superagencie Elim Cohenie), rozgrywający się w Syrii w pierwszej połowie lat 60., to sugeruje. Tam mały Osama towarzyszy ojcu w robieniu biznesów w Damaszku. Ale to raczej tylko pomysł scenarzystów, dowodzący jednak, jakie piętno odcisnął na historii współczesnej szef Al-Kaidy.

Mohamed szybko rozwiódł się z matką Osamy, pięciolatek zamieszkał z wyznaczonym przez ojca ojczymem, kierownikiem w jego przedsiębiorstwie. Nie skończył w przeciwieństwie do wielu braci prestiżowych szkół na Zachodzie. To, że nie poznał dobrze Zachodu, odróżnia go zresztą od wielu innych terrorystów z Al-Kaidy - oni, pochodzący zazwyczaj z szanowanych, nieźle sytuowanych w swoich arabskich krajach rodzin, studiowali w USA czy Europie. Miał jednak wielu wpływowych znajomych. Zanim nie uznano go za zagrożenie dla porządku w Arabii Saudyjskiej, był przyjmowany przez najważniejszych synów króla.

Arabska krew

Osama bin Laden rzucił wyzwanie nie tylko Zachodowi, ale i władcom, monarchom i dyktatorom, krajów arabskich. Ci monarchowie i dyktatorzy szybciej niż zachodnie służby zorientowali się, jakie stanowi dla nich zagrożenie, dlatego musiał szukać schronienia poza ich zasięgiem - w Sudanie czy na pograniczu afgańsko-pakistańskim.

Nie znaczy to, że nie miał poparcia społecznego. W styczniu 2010 roku byłem w Adenie, drugim co do wielkości mieście i głównym porcie Jemenu. Chodziłem tam do palarni fajek wodnych, gdzie pewnego dnia dnia usłyszałem: (to fragment reportażu).

– Szczerze mówiąc, to ja popieram Al-Kaidę. Ona podniosła nas, Arabów, z kolan, wydobyła z bagna upodlenia, dała nam poczucie siły – nieoczekiwanie zaczął do mnie mówić dobrą angielszczyzną starszy elegancki mężczyzna. Jak się później okazało, Jordańczyk, inżynier z międzynarodowej firmy z centralą w Szkocji, który przyjeżdża regularnie do miejscowej fabryki prowadzić szkolenia: – Arabska krew była wcześniej nic nie warta, co zawdzięczamy naszym przywódcom, którzy przymilali się Amerykanom, Brytyjczykom albo komunistom z Moskwy. A teraz widać, ile znaczy ta arabska krew. Każdy arabski zamachowiec-samobójca wstrząsa waszą cywilizacją. I tak myśli wielu Arabów, w tym Jemeńczyków – podkreślił, przyglądając mi się z ironicznym uśmiechem. Zaraz potwierdzili to pozostali palacze, Jemeńczycy, i dobroduszny pan o ciemnej skórze roznoszący rozżarzony węgiel do fajek. Zaczęli wychwalać zamachowców z 11 września 2001 roku, którzy uderzyli w serce Ameryki. Twarze im promieniały.

– No, oczywiście słabą stroną al Kaidy jest to, że morduje cywilów. Ale bez jej zamachów Arabowie czuliby się coraz gorzej. A tak czujemy się jeszcze bardziej zjednoczeni, Arabowie z różnych krajów, Jordańczycy, Saudyjczycy, Jemeńczycy, Libańczycy – mówił jordański inżynier. – Najlepiej jest oczywiście, jak się atakuje żołnierzy wroga, tak jak było właśnie tu, w Adenie.

Miał na myśli zamach Al-Kaidy na amerykański okręt USS „Cole”, do którego doszło w październiku 2000 roku, rok przed atakiem na Amerykę. – To było wspaniałe – mówił Jordańczyk. Miejsce zamachu w porcie adeńskim pokazują obcokrajowcom młodzi Jemeńczycy. Pokazują je z dumą.

Potem

Ciało zastrzelonego przez amerykańskich komandosów Osamy bin Ladena wrzucono z helikoptera gdzieś w wody Morza Arabskiego. Nie oznaczało to końca Al-Kaidy ani tym bardziej terroryzmu islamistycznego.

Al-Kaida mutowała, pojawiały się nowe organizacje alkajdopodobne, z najbardziej znanym tzw. Państwem Islamskim (ISIS) na czele, które wymordowało tysiące ludzi, zorganizowało wiele zamachów w Europie, na Bliskim Wschodzie, Afryce i Azji. Panowało nad dziesiątkami tysięcy kilometrów terytoriów zamieszkanymi przez miliony, nawet nad skrawkami nadal panuje.

Nadal też słyszymy o atakach, dokonywanych przez terrorystów, często działających w pojedynkę. Przejmują ponure dzieło zastraszania znienawidzonego świata i krzycząc „Allahu akbar!” zabijają przypadkowych ludzi, jak kilka dni temu we Francji czy w listopadzie zeszłego roku w Austrii.

Idea jest podobna. Wciąż też wykorzystywany jest prosty przepis Al-Kaidy na zamachy: atakuj tym, co masz pod ręką; weź nóż, maczetę, kałasznikowa; wsiądź do samochodu i rozjedź nim, jak najwięcej przypadkowych przechodniów; usiądź za ster samolotu czy motorówki i zabijaj niewiernych, ilu się da; zrób bombę z tego, co twoja mama ma w kuchni.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA