fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Przywróćmy tożsamość ofiarom rzezi Woli

fot. Bundesarchiv
Z Katarzyną Utracką, historyk z Muzeum Powstania Warszawskiego, rozmawia Katarzyna Płachta.

Mija 75 lat od jednego z najtragiczniejszych wydarzeń, Powstania Warszawskiego – 5 sierpnia 1944 r. rozpoczęła się rzeź Woli. Dlaczego doszło do tej zbrodni?

Głównie przez rozkaz wydany przez Adolfa Hitlera i szefa SS Heinricha Himmlera na wieść o wybuchu walk w Warszawie. Niemcy dostali jasne przesłanie – zabijać wszystkich, również kobiety i dzieci, nikogo nie brać do niewoli. Taki rozkaz był realizowany już od 1 sierpnia, natomiast apogeum zabijania przypadło na 5 sierpnia.

Jak wyglądała tamta „czarna sobota"?

Niemcy stosowali taktykę spalonej ziemi. Oczyszczali teren, tak aby nie pozostawiać na swoich tyłach wroga, więc mordowali wszystkich po kolei. Całe rodziny spędzano na podwórka kamienic. Dochodziło do masowych egzekucji, gdzie w jednym miejscu, w jednej godzinie ginęło kilkaset, czasami kilka tysięcy osób. Były takie miejsca, gdzie zginęło ich nawet 12 tys. Ci, których Niemcy nie mogli wypędzić z domów, bo byli chorzy albo nie mogli się poruszać, ginęli od wrzucanych przez okna granatów. Domy podpalano. Niemcy raportowali, że tego dnia zginęło 10 tys. osób. Badania historyczne wskazują natomiast, że tylko tego dnia zamordowano 20 tys. ludzi. Ta liczba jest ogromna, a przecież zbrodni dokonywano także w kolejnych dniach.

Dlaczego akurat Wola?

Zbrodnie miały miejsce w całej Warszawie, ale Wola ucierpiała najbardziej. Niemcy ściągali tu posiłki, które grupowały się na przedmieściach dzielnicy i właśnie 5 sierpnia ruszyło natarcie. W godzinach porannych Niemcy przedzierali się w stronę placu Piłsudskiego, wówczas Adolf-Hitler-Platz, gdzie rezydował komendant Warszawy gen. Reiner Stahel. Jego oddziały zostały okrążone przez powstańców i celem tego natarcia było przebicie się najpierw do niemieckiej dzielnicy rządowej, a następnie do brzegu Wisły, bo przecież ze wschodu zbliżała się też Armia Czerwona. To była bardzo ważna droga dla Niemców, ale stanęli na niej powstańcy.

Kanadyjska historyk Alexandra Richie przekonuje, że masowe mordy w Warszawie miały być też ostrzeżeniem dla innych europejskich miast, by nie próbowały się buntować.

To rzeczywiście była przestroga dla całej okupowanej Europy: zobaczcie, co was spotka, jeżeli sprzeciwicie się potędze Wehrmachtu. Na szczęście nigdzie tego później nie powtórzono.

Jak te wydarzenia przebijały się do świadomości społeczeństwa?

Pierwsze opracowania i wspomnienia z powstania były publikowane tuż po wojnie. Także Główna Komisja Badania Zbrodni Niemieckich w Polsce zbierała relacje świadków i były próby zbadania wydarzeń na Woli. Jednak później nastąpiło wyciszenie tematu Powstania Warszawskiego, a siłą rzeczy także mordów na Woli. Dla komunistów był to temat niewygodny i starali się go wyprzeć ze świadomości Polaków.

To pokutuje do dziś, ponieważ cały czas brakuje kompleksowej publikacji o losach ludności cywilnej w Powstaniu Warszawskim i o tym, jak wyglądało życie na zapleczu frontu.

Wydarzenia na Woli nadal czekają na swojego historyka, bo wiele pytań pozostaje bez odpowiedzi – chociażby liczba ofiar. Niektórzy podają, że zginęło wówczas 40 tys. osób, inni – że 60 tys. Nadal w większości są to ofiary bezimienne, figurujące w bazach jako NN. Naszym zadaniem jest więc przywrócenie im imion i nazwisk, a tym samym pamięci.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA