fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Firma

Fałszerze podszywają się pod Urząd Patentowy i wyłudzają opłaty za ochronę znaków i wynalazków

Adobe Stock
Trwa masowy kolportaż podrobionych decyzji o rzekomym udzieleniu praw ochronnych na znaki towarowe i wynalazki oraz wyłudzanie opłat z tego tytułu.

– Takich zgłoszeń odbieramy od kilkunastu do kilkudziesięciu dziennie. Proceder staje się masowy – przyznaje Paweł Kurcman, wiceprezes Polskiej Izby Rzeczników Patentowych, rzecznik patentowy.

W podrobionych pismach oszuści informują osoby, które wystąpiły o ochronę do Urzędu Patentowego, że ta została im przyznana. Podrabiane są zarówno decyzje dotyczące wynalazków, jak i znaków towarowych. Oszuści podają też numer konta, na który trzeba przelać pieniądze z tytułu opłaty za udzielenie ochrony. Nie są to duże kwoty.

– Przestępcy wysyłają pisma masowo, licząc, że kogoś uda się oszukać. Opłata za rejestrację danego towaru w jednej klasie to 400 zł. Zazwyczaj znak towarowy rejestruje się w co najmniej trzech klasach. Jeśli pismo opiewające nawet na 1000 zł trafi do dziesięciu osób, które dadzą się wprowadzić w błąd, robi się z tego niemała suma – wskazuje Joanna Piłka, rzecznik patentowy, szefowa działu znaków towarowych oraz wzorów przemysłowych w kancelarii Patpol.

– To kolejna próba oszustwa po popularnych kilka lat temu wpisach do rejestru przedsiębiorców, które wyglądały na oficjalne. Tym razem sprawcy są jeszcze bardziej bezczelni, gdyż posługują się pełną nazwą, godłem, a nawet adresem urzędu – komentuje adwokat Zbigniew Krüger.

Znają procedury

Skąd przestępcy wiedzą, że dany podmiot czeka na decyzję?

– Bazy zgłoszonych znaków towarowych są ogólnie dostępne. Nie jest więc problemem sprawdzić, kto wystąpił o ochronę. Wszystko wskazuje jednak na to, że fałszerze wiedzą, jak wygląda procedura przed Urzędem Patentowym i w jakim średnim czasie rozpoznaje on patent na wynalazek czy zgłoszenie znaku towarowego – wskazuje Kurcman. I podaje, że na zarejestrowanie wynalazku czeka się zazwyczaj dwa, trzy lata. – Oszuści o tym wiedzą i wysyłają pisma, by idealnie zmieścić się w tym okresie – zaznacza Kurcman.

O problemie szeroko dyskutuje się w środowisku rzeczników patentowych.

– Od kilku miesięcy rzeczywiście masowo wysyłane są sfałszowane decyzje Urzędu Patentowego. Do przedsiębiorców trafiają dokumenty, które wyglądają dokładnie tak jak oficjalne pisma, z pieczęcią urzędową, adresem – opisuje Joanna Piłka. – Druk pozwala odróżnić opłata za udzieloną ochronę, inna od tej z oficjalnej tabeli opłat, i oczywiście numer konta, który nie jest numerem rachunku bankowego Urzędu Patentowego, a także termin na dokonanie czynności – siedem dni zamiast trzech miesięcy – dodaje.

I zaleca wzmożoną czujność, bo pomylić się bardzo łatwo.

– W szczególnie trudnej sytuacji są osoby, które nie mają ustanowionego pełnomocnika. Im ciężko odróżnić falsyfikat od oryginału. A osób, które działają bez udziału specjalisty przed urzędem, nie brakuje – zauważa Joanna Piłka.

Nie ukrywa przy tym, że jej kancelaria wysłała maile do klientów z ostrzeżeniem, by nie padli ofiarą oszustwa. Prawniczka przypomina, że zgodnie z przepisami, gdy dany podmiot przed urzędem reprezentuje profesjonalista, wszelkie dokumenty urzędowe powinny trafiać właśnie do niego, a nie bezpośrednio do zainteresowanej ochroną strony.

To nie pierwsza fala oszukańczych działań.

– Podejście fałszerzy się jednak trochę zmieniło. Wcześniej pod podrobionymi dokumentami figurowały podpisy osób, które faktycznie pracowały w Urzędzie Patentowym. Teraz są to personalia osób niepowiązanych z tym organem – wskazuje Kurcman.

Ziarnko do ziarnka

Co więcej, po raz pierwszy dokumenty są łudząco podobne do oryginalnych decyzji UP.

– Fałszerstwa decyzji o udzieleniu praw ochronnych do znaku towarowego oraz wynalazku to nie tylko nasz problem. Mamy z nim do czynienia zarówno w Unii, jak i w Stanach Zjednoczonych. Dotąd nie udało się skutecznie go rozwiązać – dodaje Joanna Piłka.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA