fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Firma

Samozatrudniony z prawem do urlopu i pensją w czasie choroby

Adobe Stock
Przedsiębiorca dyspozycyjny od 9 do 17, z prawem do urlopu i pensją w czasie choroby? To możliwe.

Skarbówka wydała interpretację, która ucieszy wszystkich samozatrudnionych. Czyli osoby, które formalnie prowadzą działalność gospodarczą, ale są ściśle związane z jednym kontrahentem, a ich prawa i obowiązki są podobne do pracowniczych. Fiskus zgadza się, że mogą rozliczać się tak jak przedsiębiorcy i płacić liniowy PIT.

Czytaj także: Samozatrudnienie: rząd jednak zweryfikuje jednoosobowe firmy

Jakie to daje korzyści?

– Lepiej zarabiający (mający przynajmniej 100 tys. zł dochodu rocznie) płacą 19-proc. liniowy podatek zamiast 32- proc. na skali. Działalność gospodarcza to także możliwość odliczenia wielu związanych z nią wydatków: na telefon, siedzibę w mieszkaniu, samochód czy komputer. Dzięki temu mamy niższy dochód i w efekcie odprowadzamy mniejszą daninę – tłumaczy doradca podatkowy Szymon Krawczyk.

Test odwołany

Podatkowe benefity kuszą wiele osób, które przechodzą z etatu na własną działalność. Oszczędzają na tym też pracodawcy, współpraca z przedsiębiorcą jest dla nich łatwiejsza i tańsza niż zatrudnianie pracownika.

Podatników zelektryzowały jednak plany Ministerstwa Finansów, które w marcu zapowiedziało wprowadzenie testu przedsiębiorcy pozwalającego oddzielić prawdziwych biznesmenów od fikcyjnych. Rząd później wycofał się z tego pomysłu, pozostały jednak obawy, że urzędnicy mogą na inne sposoby weryfikować zasady prowadzenia działalności przez samozatrudnionych.

Pozytywna interpretacja

Ostatnia interpretacja daje jednak nadzieję, że skarbówka nie będzie kwestionować ich rozliczeń. Nawet wtedy, gdy bardzo ściśle współpracują z kontrahentem, podporządkowując się panującym u niego regułom.

Wystąpił o nią mężczyzna, który zajmuje się doradztwem gospodarczym. Robi raporty finansowe, analizy zyskowności projektów, opracowania procedur rachunkowości. Zamierza założyć własną firmę i podpisać umowę o współpracy ze spółką. Co w niej znajdziemy? Między innymi to, że ma być dyspozycyjny od godz. 9 do 17. Może być też zobowiązany do wykonywania usług w dodatkowym czasie. Dostanie zwrot wydatków poniesionych w trakcie współpracy, np. służbowych podróży, telefonu, internetu czy samochodu. Ma też prawo do dni wolnych. A jeśli nie wykorzysta limitu, dostanie ekwiwalent. Doradcy przysługuje także wynagrodzenie za czas choroby (przez sześć miesięcy).

– Takie zapisy przypominają umowę o pracę – mówi Szymon Krawczyk.

Fiskusowi to jednak nie przeszkadzało. Zgodził się, że doradca może rozliczać się tak jak przedsiębiorca i płacić liniowy PIT (interpretacja nr 0114-KDIP3-1.4011.239. 2019.2.MJ).

Ryzyko i usługi poza biurem

Skarbówkę przekonało to, że doradca ponosi ryzyko gospodarcze. Argumentował bowiem, że działając po godzinach, nie dostanie dodatkowego wynagrodzenia, a poza tym sam odpowiada za jego rozliczenie. Istotne było też, że doradca może świadczyć usługi w domu lub w innym miejscu (byle był dostępny w określonych godzinach).

– Ustawa o PIT wymienia warunki przesądzające o tym, czy dana osoba prowadzi działalność gospodarczą, czy też nie. Na ich podstawie fiskus ocenia, kto faktycznie jest przedsiębiorcą – przypomina Szymon Krawczyk.

Zgodnie z art. 5b ustawy o PIT warunki są trzy:

– odpowiedzialność wobec osób trzecich ma ponosić zlecający usługę,

– świadczenia muszą być wykonywane pod kierownictwem oraz w miejscu i czasie wyznaczonym przez zlecającego,

– wykonujący czynności nie ponosi ryzyka gospodarczego.

Jeśli wszystkie te warunki są spełnione, skarbówka może uznać, że dana osoba nie prowadzi działalności gospodarczej i powinna rozliczać się jak etatowiec.

Przypomnijmy, że fiskus zgadzał się na korzystne rozliczenie samozatrudnionych także we wcześniejszych interpretacjach (pisaliśmy o tym w „Rzeczpospolitej” z 22 maja).

Joanna Narkiewicz-Tarłowska doradca podatkowy, dyrektor w PwC 

Fiskus ma możliwość weryfikacji, czy samozatrudniony to bardziej przedsiębiorca czy etatowiec. Przede wszystkim przeanalizuje umowę o współpracy z kontrahentem. Może też sprawdzić, czy jest prawdziwa. Przykładowo, przesłuchując (pod odpowiedzialnością karną) świadków, czyli osoby pracujące w firmie, dla której samozatrudniony wykonuje usługi. Na razie jednak nie jest to priorytetowa sprawa dla urzędników. Przekwalifikowanie przedsiębiorcy na etat jest ciężkim zadaniem, a korzyści z tego dla budżetu państwa nieduże. Oczywiście nie znaczy to, że zasady współpracyz kontrahentem mają być kalką umowy o pracę. Może się to skończyć problemami dla kontrahenta (który powinien wypełniać obowiązki płatnika), a także dopłatą podatku przez samozatrudnionego.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA