fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Finanse

Pieniądze Gdyni na lotnisko po unijnej interwencji

123RF
Gdynia nie rezygnuje z lotniska Gdynia-Kosakowo, tym bardziej że Sąd Unii Europejskiej unieważnił decyzję Komisji Europejskiej nakazującą zwrot 91 mln zł, jakie samorządy wydatkowały na tę inwestycję.

Z powodu decyzji KE spółka komunalna zarządzająca lotniskiem nie prowadzi tam obecnie i prowadzić nie może działalności lotniczej, popadła więc w upadłość.

Wprawdzie pojawiły się w prasie kąśliwe uwagi, że wyrok w Luksemburgu zapadł wyłącznie z powodów proceduralnych i nie przesądza, że decyzja Komisji była błędna, ale Katarzyna Gruszecka-Spychała, wiceprezydent Gdyni, stanowczo temu zaprzecza. Jak powiedziała „Rzeczpospolitej", orzeczenia stwierdzające nieważność decyzji KE są jednakowo ważne, jeśli prowadzą do celu. A celem miasta jest zbudowanie drugiego na Pomorzu lotniska cywilnego, które jest znakomicie położone i może pełnić funkcję lotniska rezerwowego dla portu lotniczego Gdańsk-Rębiechowo.

Mecenas Przemysław Kamil Rosiak, pełnomocnik spółki lotniskowej, wskazuje, że zarzutów wobec decyzji KE było więcej. Podstawowy to ten, że nakłady miasta w lwiej części nie szły na bieżącą działalność portu, ale na majątek państwa – infrastrukturę lotniska.

Spór w tej sprawie jest długi: list intencyjny dotyczący adaptacji bazy lotniczej Marynarki Wojennej na potrzeby lotnictwa cywilnego Gdynia z gminą Kosakowo, na której leży większa część lotniska, podpisała w kwietniu 2005 r. Chodziło o to, aby wykorzystać ustawę pozwalającą na przekształcanie lotnisk wojskowych w cywilne i uratować lotniczą infrastrukturę. W tym celu gminy powołały komunalną spółkę Port Lotniczy Gdynia-Kosakowo, zawarł porozumienie z MON, a uruchomienie lotniska planowano na 2013 r. Pieniądze, ponad 100 mln zł, wyłożyła Gdynia, m.in. na budowę terminalu, strażnicy, renowację płyty, instalację świateł nawigacyjnych, a druga gmina wniosła korzyści związane z gruntem, którego jest użytkownikiem.

Tuż przed uzyskaniem certyfikatu i przystąpieniem do organizacji lotów Komisja Europejska wszczęła postępowania i w lutym 2014 r. nakazała zwrócenie miastu pieniędzy wydatkowanych na lotnisko, uznając, że stanowiły niedozwoloną pomoc publiczną od gmin dla spółki. Obie gminy nie miały wyjścia i zażądały ich zwrotu, ale spółka nie mogła tego uczynić, gdyż nakłady związane z państwowym gruntem nie są jej własnością. Musiała zgłosić własną upadłość (na szczęście postępowanie jeszcze się nie zakończyło).

Gdynia i Kosakowo odwołały się do Sądu Unii Europejskiej, a pod koniec postępowania wsparł je rząd polski. Wygrały, choć orzeczenie nie jest prawomocne, a Komisja może do sprawy jeszcze wrócić.

Rozmowa na ten temat z prof. Michałem Romanowskim w wersji elektronicznej.

Pieniądze Gdyni na lotnisko, unijna interwencja

Miasto Gdynia nie rezygnuje z lotniska Gdynia – Kosakowo, tym bardziej, że Sąd Komisji Europejskiej unieważnił decyzję Komisji Europejskiej nakazującą zwrot 91 mln zł jakie samorządy wydatkowały na tę inwestycję.

Z powody tej decyzji KE spółka zarządzająca lotniskiem spółka komunalna nie prowadzi tam obecnie (i prowadzić nie może) działalności lotniczej, i jest w upadłości.

Punk dla Gdyni

Wprawdzie pojawiły się w prasie kąśliwe uwagi, że wyrok w Luksemburgu zapadł wyłącznie z powodów proceduralnych i nie przesądza, że decyzja Komisji była błędna, ale Katarzyna Gruszecka-Spychała, wiceprezydent Gdyni ostro temu oponuje, wskazując, i jak powiedziała „Rzeczpospolitej", orzeczenia stwierdzające nieważność decyzji, tutaj KE, są jednakowe, o ile prowadzą do celu. A celem miasta jest zbudowanie drugiego na Pomorzu lotniska cywilnego, które jest znakomicie położone i może też pełnić także rolę lotniska rezerowowego dla Portu lotniczego Gdańsk-Rębiechowo. Mec. Przemysł Kamil Rosiak, pełnomocnik spółki lotniskowej, zarzutów wobec decyzji KE było więcej, podstawowy to ten, że nakłady miasta w lwiej części nie szły na bieżącą działalność lotnika, ale w majątek państwa — infrastrukturę lotniska.

A spór jest długi: list intencyjny w sprawie adaptacji bazy lotniczej Marynarki Wojennej na potrzeby lotnictwa cywilnego Gdynia z gminą Kosakowo na której leży lwia część lotniska podpisała w kwietnia 2005 r., aby wykorzystać ustawę pozwalającą na przekształcanie lotnisk wojskowych w cywilne i uratowanie lotniczej infrastruktury. W tym celu powołały komunalną spółkę „Port Lotniczy Gdynia – Kosakowo", zawarł porozumienie z MON, a uruchomienie lotniska planowano na 2013 r. Pieniadze — ponad 100 mln zł wyłożyła Gdynia m.in. na budowę terminalu, strażnicy, renowację płyty, instalację świateł nawigacyjnych, a druga gmina wniosła korzyści z gruntu, którego jest użytkownikiem.

Komisja UE wkracza

Tuż przed uzyskaniem certyfikatu i przystąpienia do organizacji lotów Komisja Europejska wszczęła postępowania i w lutym 2014 r. nakazała zwrócenie miastu pieniędzy wydatkowanych na lotnisko, uznając, że stanowiły niedozwoloną pomoc publiczną od gmin dla spółki. Obie gminu nie miały wyjścia i zażądały ich zwrotu, ale spółka nie mogła tego uczynić, gdyż nakłady związane z państwowym gruntem nie są jej własnością i musiała zgłosić własną upadłość (na szczęście postępowania jeszcze się nie zakończyło). Gdynia i Kosakowo odwołały się do Sądu Unii Europejskiej, a pod koniec postępowania wsparł je rząd polski i wygrały, choć orzeczenie nie jest prawomocne a Komisja może do sprawy jeszcze wrócić.

Miasto Gdynia nie rezygnuje z lotniska Gdynia – Kosakowo, tym bardziej, że Sąd Komisji Europejskiej unieważnił decyzję Komisji Europejskiej nakazującą zwrot 91 mln zł jakie samorządy wydatkowały na tę inwestycję. Z powody tej decyzji KE spółka zarządzająca lotniskiem spółka komunalna nie prowadzi tam obecnie (i prowadzić nie może) działalności lotniczej, i jest w upadłości. Wprawdzie pojawiły się w prasie kąśliwe uwagi, że wyrok w Luksemburgu zapadł wyłącznie z powodów proceduralnych i nie przesądza, że decyzja Komisji była błędna, ale Katarzyna Gruszecka-Spychała, wiceprezydent Gdyni ostro temu oponuje, wskazując, i jak powiedziała „Rzeczpospolitej", orzeczenia stwierdzające nieważność decyzji, tutaj KE, są jednakowe, o ile prowadzą do celu. A celem miasta jest zbudowanie drugiego na Pomorzu lotniska cywilnego, które jest znakomicie położone i może też pełnić także rolę lotniska rezerowowego dla Portu lotniczego Gdańsk-Rębiechowo. Mec. Przemysł Kamil Rosiak, pełnomocnik spółki lotniskowej, zarzutów wobec decyzji KE było więcej, podstawowy to ten, że nakłady miasta w lwiej części nie szły na bieżącą działalność lotnika, ale w majątek państwa — infrastrukturę lotniska. A spór jest długi: list intencyjny w sprawie adaptacji bazy lotniczej Marynarki Wojennej na potrzeby lotnictwa cywilnego Gdynia z gminą Kosakowo na której leży lwia część lotniska podpisała w kwietnia 2005 r., aby wykorzystać ustawę pozwalającą na przekształcanie lotnisk wojskowych w cywilne i uratowanie lotniczej infrastruktury. W tym celu powołały komunalną spółkę „Port Lotniczy Gdynia – Kosakowo", zawarł porozumienie z MON, a uruchomienie lotniska planowano na 2013 r. Pieniadze — ponad 100 mln zł wyłożyła Gdynia m.in. na budowę terminalu, strażnicy, renowację płyty, instalację świateł nawigacyjnych, a druga gmina wniosła korzyści z gruntu, którego jest użytkownikiem. Tuż przed uzyskaniem certyfikatu i przystąpienia do organizacji lotów Komisja Europejska wszczęła postępowania i w lutym 2014 r. nakazała zwrócenie miastu pieniędzy wydatkowanych na lotnisko, uznając, że stanowiły niedozwoloną pomoc publiczną od gmin dla spółki. Obie gminu nie miały wyjścia i zażądały ich zwrotu, ale spółka nie mogła tego uczynić, gdyż nakłady związane z państwowym gruntem nie są jej własnością i musiała zgłosić własną upadłość (na szczęście postępowania jeszcze się nie zakończyło). Gdynia i Kosakowo odwołały się do Sądu Unii Europejskiej, a pod koniec postępowania wsparł je rząd polski i wygrały, choć orzeczenie nie jest prawomocne a Komisja może do sprawy jeszcze wrócić.

Prof. Michała Romanowskiego, Uniwersytet Warszawski, kancelaria Romanowski i Współnicy

Komisja Europejska ma obowiązek działania w granicach prawa

- Po korzystnym dla Gdyni wyroku w Luksemburgu dotyczącym blokady przez Komisje Europejską miejskiej dotacji na jej lotnisko pojawiły się kąśliwe uwagi, że wyrok w Luksemburgu zapadł wyłącznie z powodów proceduralnych. Jak je oceniać panie profesorze?

- Wygrana lub przegrana w procesie jest kwestią względną, która nie poddaje się regule zero jedynkowej. Można wygrać uzyskując Pyrrusowe zwycięstwo albo przegrać formalnie wygrywając biznesowo. W tym stanie faktycznym wydaje się, że Gdynia ma powody do satysfakcji, a Komisja Europejska do poważnej refleksji. Decyzja Komisji Europejskiej – przed wyrokiem sądu unijnego – doprowadziła bowiem do upadłości spółki PLGK.

Jakie rygory, standardy obowiązują Komisję?

- Komisja Europejska ma bezwzględny obowiązek działania na podstawie i w granicach prawa, co stanowi gwarancję ochrony państw członkowskich przed nadużyciem prawa przez Komisję Europejską. Nie ma domniemanie legalności działania Komisji Europejskiej tak jak nie ma domniemania legalności działania rządów państw członkowskich. Biorąc pod zakres władzy Komisji Europejskiej w szczególności podlega ona prawu. Skoro decyzje Komisji Europejskiej mogą prowadzić do uśmiercenia spółki, to formalny aspekt podejmowania jej decyzji powinien odpowiadać wymaganiu bycia „świętszym od Papieża". Nie należy lekceważyć znaczenia unieważnienia decyzji Komisji Europejskiej z przyczyn formalnych, ponieważ jest to czerwona kartka dla Komisji Europejskiej wystawiona przez sąd unijny.

- W sądzie cywilnym takie orzeczenie mogłoby znaczyć koniec sprawy, wygraną miasta, a jakie ma tutaj znaczenie, chyba nie kończy sprawy.

- To ciekawa kwestią, czy Komisja Europejska może naprawić rażący błąd proceduralny, doprowadzając do ostatecznego ustalenia, że w badanym stanie faktycznym doszło do udzielenia niedozwolonej pomocy publicznej. Jak się wydaje, sąd unijny pozostawił tę kwestę otwartą, ponieważ nie badał jej z powodu rażącego formalnego naruszenia prawa przez Komisję Europejską. Póki co, prawnym i moralnym zwycięzcą jest Gdynia; faktycznym przegranym jest spółka PLGK, która zbankrutowała mimo przegranej Komisji Europejskiej w sądzie unijnym; a także mimo wszystko Gdynia, której środki nie zostały wykorzystane zgodnie z ich przeznaczeniem. Formalnym i wizerunkowym i przegranym jest Komisja Europejska, która powinna co najmniej dziesięć razy zastanowić się przed wydaniem decyzji, która może doprowadzić do upadłości spółki przed wydaniem wyroku sądu unijnego - rozmawiał Marek Domagalski.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA