fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Brexit

Anglik marzy o niemieckim paszporcie

Sting
Sting jest jedną z brytyjskich gwiazd, która głosowała przeciw brexitowi
shutterstock
44 proc. brytyjskich muzyków zarabiało połowę pieniędzy w Unii Europejskiej. Teraz się wszystko skomplikowało.

Wielka Brytania zarobiła na The Beatles, The Rolling Stones oraz innych zespołach miliardy funtów. W ostatnim przedpandemicznym roku przemysł muzyczny wniósł do gospodarki 5,8 miliarda funtów, z czego na eksport przypadło rekordowe 2,9 miliarda. Tymczasem rząd Borisa Johnsona zapomniał wpisać artystów na listę pracowników dopuszczonych do ruchu bezwizowego podczas negocjacji brexitowych.

Sting przeciwko

– Z żoną głosowaliśmy za pozostaniem Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej – mówił „Rzeczpospolitej" Sting. – Zwolennicy jej opuszczenia zapomnieli o tym, co podkreślał sir Winston Churchill w 1946 roku: że jedynym sposobem na zakończenie wojen jest osiągnięcie ekonomicznego porozumienia. Oczywiście Unia ma wiele wad, ale i tak jest to największe europejskie osiągnięcie, które zagwarantowało bezprecedensowo długi czas pokoju na naszym kontynencie. Żałuję, że brexitu nie udało się uniknąć.

W czasie pandemii sprawa wiz dla artystów jest zawieszona w próżni, ale perspektywa katastrofy finansowej po zwalczeniu wirusa jest coraz bardziej widoczna. Brytyjski rząd już bowiem zgodził się na odmrożenie 17 maja rynku koncertowego z zachowaniem ograniczeń, co dla większości nie będzie opłacalne, ale też na pełne otwarcie 21 czerwca.

Obecna umowa z UE zezwala na bezwizowe podróże służbowe przez 90 dni w dowolnym sześciomiesięcznym okresie, ale diabeł tkwi w szczegółach. Koszty i czas poświęcony na biurokrację przy okazji wyjazdu na kontynent, a także sprowadzenia gwiazd do Wielkiej Brytanii będą dewastujące. Wykonawcy z wielu krajów Unii, którzy chcą występować w Wielkiej Brytanii, muszą ubiegać się o kosztowną wizę, przedstawić dowód posiadania oszczędności i zaświadczenie o sponsorowaniu wydarzenia przez organizatora. Będzie dużo biurokracji związanej z dokumentami przewozowymi oraz kaucją za wwożony sprzęt.

Protest przeciwko obecnemu stanowi prawnemu podpisało około 170 tysięcy pracowników branży, a zaczęło się od technika wideo Tima Brennana: „Jako wolny strzelec ja i wielu podobnych do mnie podróżowaliśmy po UE niezliczoną ilość razy w roku na różne wydarzenia, co stanie się niemożliwe ze względu na koszty".

Incorporated Society of Musicians stwierdziło, że brytyjscy wykonawcy będą uważani w UE za obywateli krajów trzecich, co oznacza, że muszą przestrzegać przepisów imigracyjnych każdego państwa UE. Francja i Irlandia pozwalają wykonawcom pracować co najmniej przez 90 dni. Ale Dania, Włochy i Hiszpania wymagają pozwoleń.

Deoborah Annetts, prezeska Incorporated Society of Musicians, powiedziała brytyjskiemu miesięcznikowi „Gramophone", że wedle badań rynku aż 78 procent muzyków odwiedza kontynent zarobkowo choć raz w roku, a 44 procent artystów przed pandemią zarabiało nawet połowę swoich pieniędzy w Unii Europejskiej. Petycję poparł związek aktorów Equity oraz liderka Partii Pracy Thangam Debbonaire.

Ciężarówki na granicy

Skalę nieopłacalności zilustrowała na Twitterze Ellie Giles, założycielka Step Music Management. Sześciodniowa trasa sześcioosobowego zespołu przyniesie 4 tysiące funtów, ale po opłaceniu kosztów zostanie tylko 500.

Do renegocjacji unijnych przepisów dotyczących pozwoleń na pracę wzywają brytyjski rząd także największe autorytety muzyki poważnej jak kompozytorzy sir George Benjamin, sir Harrison Birtwistle, śpiewacy Barbara Hannigan, Stuart Skelton czy dyrygent sir Simon Rattle, kierujący obecnie jedną z najlepszych orkiestr świata London Symphony Orchestra. Muzycy brytyjscy uważają, że nie są obecnie traktowani tak samo jak muzycy z UE. Brytyjski rząd nie wymaga bowiem od przyjeżdżających artystów pozwolenia na pracę do 30 dni.

Instytucje muzyczne w Wielkiej Brytanii w mniejszym stopniu korzystają z dotacji rządowych niż w wielu krajach europejskich, udział w międzynarodowym życiu muzycznym był więc dla wielu z nich niemal podstawą działalności. Podobnie jak w rocku, tak i w klasyce, ograniczenie możliwości pracy w UE szczególnie zaś odczują młodzi artyści. Wielkie indywidualności sobie poradzą. Sir Simon Rattle, który w 2023 r. zostanie dyrektorem orkiestry i chóru rozgłośni Bayerischer Rundfunk w Monachium, już wystąpił o paszport niemiecki.

Po informacji premiera Borisa Johnsona o wznowieniu życia koncertowego w maju i czerwcu branża domaga się wsparcia oraz rozszerzenia stawki 5 procent VAT na sprzedaż biletów.

Polski rynek koncertowy stosunkowo bezboleśnie powinien zareagować na brexit, Polskę i Wielką Brytanię łączą bowiem umowy bilateralne.

– Przypominają mi się czasy przed naszym wejściem do UE, gdy ekipy producentów jeździły na granicę, by asekurować przejazd kolumn ciężarówek ze sprzętem – mówi Mikołaj Ziółkowski, szef Alter Art, producent Openera. – Wszyscy mają jednak nadzieję, że uregulowanie sprawy ruchu bezwizowego to kwestia negocjacji i czasu. Choć każdy kraj ma inne przepisy dotyczące pozwoleń na pracę, branża koncertowa nie kipi od głosów, że ktoś komuś zabiera zatrudnienie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA