Dlaczego potrzebna była Doda, by zaczęło się mówić o problemie patoschronisk, który przecież nie jest nowy?
Państwo lekceważy humanitarną ochronę zwierząt, pomimo sporego zainteresowania społecznego, którego wyrazem było ponad pół miliona podpisów pod obywatelskim projektem tzw. ustawy łańcuchowej. To, co prof. Antoni Dudek powiedział niegdyś o Jarosławie Kaczyńskim – „kocha zwierzęta, ale władzę bardziej” – opisuje wielu innych polityków. Dopiero dzięki obecnej „celebrytokracji”, która sprawie zwierząt na ogół wychodzi na dobre, politycy poczuli się zmuszeni do skonfrontowania się z problemem. Rząd zdał sobie sprawę z tego, że prawa zwierząt są istotne dla jego wyborców. Tłem była seria makabrycznych odkryć w schroniskach dla bezdomnych zwierząt.
Nie obawia się pan, że zainteresowanie będzie chwilowe i żadne zmiany nie nastąpią?
Tak. Podzielam obawę, że kiedy szum ucichnie, wszystko wróci do poprzedniego stanu rzeczy. A potęguje ją to, że od około 15 lat dyskusja jest zmonopolizowana przez parlamentarne (poprzednio poselskie) zespoły kierowane przez posłów Pawła Suskiego i Katarzynę Piekarską, które lansują czipowanie jako panaceum na wszystkie problemy bezdomności zwierząt i blokują inne inicjatywy. Narzucanie przekazu z uprzywilejowanej pozycji na Wiejskiej swoje robi i obecnie nawet osoby z najlepszymi intencjami, ale bez zrozumienia sytuacji powtarzają jak mantrę, że potrzebne są rozwiązania systemowe i… wymieniają chipowanie. Jest to po prostu niemądre.
Czytaj więcej
Eksperci są zdania, że jeśli kontrole w schroniskach dla bezdomnych zwierząt mają być skuteczne,...
Dlaczego?
Oczywiście, że chipowanie zwierząt jest pożądane głównie dla zagubionych zwierząt mających opiekunów, ale to nie jest zmiana systemowa, bo to nie zagubione zwierzęta są źródłem bezdomności. Powodem tragicznej sytuacji bezdomnych kotów i psów w Polsce jest kryminogenny tryplet, na który składają się: brak nadzoru starosty oraz/lub wojewody nad gminami, prowadzenie schronisk przez przedsiębiorców oraz brak odpowiednich schronisk (do 200 na skali kraju), położonych przynajmniej w tym samym powiecie i zobowiązanych do przyjęcia zwierząt z gminy.
Obecnie psy bywają zawożone do prywatnego schroniska oddalonego 200-300 km od gminy, która nawet gdyby chciała, to praktycznie nie ma nad jego działalnością żadnej kontroli. Prywatne schronisko jako przedsiębiorstwo utrudnia lub uniemożliwia kontrolę społeczną i często nie wpuszcza nawet wolontariuszy. I na to chipowanie nie pomoże. Dla przestępców czipy to żadna przeszkoda. Myśli pani, że jak ktoś chce zabić zwierzę, nie wyjmie czipa? Znane są też przypadki, w których chip pobrany od nieżyjącego psa, wszczepiany był do żyjącego – w ten sposób właściciel patoschroniska inkasował dzienną stawkę za dwa psy.