Z tego artykułu się dowiesz:
- Jakie są główne zarzuty aktywistów wobec obecnego systemu kontroli w schroniskach dla zwierząt?
- Dlaczego schronisko w Sobolewie stało się symbolem problemów z dobrostanem zwierząt w Polsce?
- Jakie kroki zostały podjęte przez inspekcję weterynaryjną w odpowiedzi na ujawnione nieprawidłowości?
- Co proponują organizacje społeczne, aby poprawić sytuację w schroniskach?
- Jak inspekcja weterynaryjna odnosi się do krytyki jej działań w kontekście schronisk dla zwierząt?
- Sobolew już na zawsze pozostaje symbolem urzędniczej indolencji i cierpienia zwierząt – wyrokowała adw. Katarzyna Topczewska podczas piątkowego posiedzenia sejmowej komisji nadzwyczajnej, na którym dyskutowano o sytuacji w polskich schroniskach.
- Jak to możliwe, że kontrole inspekcji weterynaryjnej przez całe lata nie stwierdzały naruszenia dobrostanu zwierząt, a my wyjmowaliśmy psy z dziurawych bud, bez dachów, tak małych, że nie były w stanie się tam zmieścić? Jak to jest możliwe, że urzędowi lekarze weterynarii nie stwierdzali (obecności) zwierząt wymagających pomocy lekarskiej, a my – niebędący lekarzami – zabieraliśmy te z guzami wielkości pięści, zaropiałe, wszystkie zapchlone, zarobaczone i z poważnymi stanami zapalnymi? – pytała retorycznie prawniczka.
„Doda” ujawniła, co działo się w schronisku w Sobolewie. Uczestniczka interwencji: w życiu nie widzieliśmy zwierząt tak okaleczonych psychicznie
Na te pytania, podczas kilkugodzinnych obrad komisji, na których stawili się zarówno licznie zgromadzeni aktywiści, jak i posłowie i przedstawiciele ministerstw, odpowiedzi znaleźć się nie udało. Ci pierwsi bowiem jednogłośnie uznali, że system jest dziurawy, a fikcyjne ich zdaniem kontrole nie tylko nie poprawiają losu czworonogów, ale wręcz prowadzą do powstawania patologii takich, jak ta w Sobolewie.
O nieprawidłowościach w schronisku „Happy dog” w tej miejscowości zrobiło się głośno, kiedy ujawniła je piosenkarka Dorota Rabczewska „Doda”. Społeczne napięcie eskalowało, aż w końcu – podczas jednego ze zorganizowanych tam protestów – jego uczestnicy dostali się na teren obiektu i sami wynieśli z niego przerażone zwierzęta. Ostatecznie powiatowy lekarz weterynarii w Garwolinie zamknął schronisko, a jego właścicielowi zakazał prowadzenia takich instytucji.