Z tego artykułu się dowiesz:
- Kim są agentki działające dla reżimu białoruskiego?
- Jakie znaczenie mają operacje szpiegowskie dla polityki Białorusi?
- Jak agenci wpływają na relacje międzynarodowe swojego kraju?
- Jak wygląda życie i działalność zakonspirowanych agentek Łukaszenki za granicą?
- Jakie są przypadki działalności agentek na terytorium Polski i Ukrainy?
„Podnoszę głowę – idą moje piękności: jedna blondynka, druga brunetka. I wszyscy zapomnieli o dokumentach! Zapomnieli o wszystkim, stoją z otwartymi ustami i patrzą na nie. I wtedy zrozumiałem: to naprawdę broń. Nie żebym z tego korzystał, ale jeśli jest coś białoruskiego, co można pokazać ludziom – to trzeba pokazywać” – tak Aleksander Łukaszenko w 2019 r. tłumaczył w Mińsku studentom swojej Akademii Zarządzania obecność młodych, ładnych kobiet z protokołu dyplomatycznego, które towarzyszą dyktatorowi podczas ważnych spotkań z zagranicznymi liderami w Mińsku i za granicą.
Nie chodziło zapewne wyłącznie o takie „piękności”, które od lat służą dyktatorowi, podając mu herbatę, otwierając teczkę z dokumentami do podpisu czy towarzysząc mu w corocznych balach sylwestrowych. Mówiąc o „broni”, miał zapewne na myśli takie kobiety, z którymi nie ustawia się do zdjęć i nie pokazuje się publicznie. Przynajmniej dopóki nie zostaną zdekonspirowane.
Dziennikarka od „nieformalnych relacji”. Jak Białorusinka z KGB zrobiła karierę w Kijowie
Prawdziwie książkowa historia wydarzyła się ostatnio w Kijowie. Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) poinformowała o zatrzymaniu „głęboko zakonspirowanej agentki”, która od 2015 r. miała pracować dla Komitetu Bezpieczeństwa Państwowego (KGB) Białorusi. Przed zatrzymaniem ubiegała się o pracę niemal w sercu ukraińskiej obrony – Głównym Zarządzie Wywiadu Ministerstwa Obrony Ukrainy (HUR). Według doniesień białoruskiej redakcji Radia Swoboda 35-letnia kobieta dostała pracę w podporządkowanym HUR Sztabie Koordynacyjnym do spraw Postępowania z Jeńcami Wojennymi. SBU zaś przekonuje, że obserwowała kobietę od wielu lat i poprzez nią „dezinformowała służby białoruskie”. Ale najciekawsze było wcześniej.
Z relacji ukraińskich i niezależnych mediów wynika, że chodzi o białoruską dziennikarkę Innę Kardasz. Była „miodową pułapką”, w którą – jak twierdzi ukraińska stacja TSN – wpadł jeden z redaktorów naczelnych ważnego ukraińskiego medium w 2016 r. podczas wizyty w Mińsku byłego prezydenta Leonida Kuczmy, który wówczas stał na czele ukraińskiej delegacji w tzw. trójstronnej grupie kontaktowej zajmującej się uregulowaniem wojny w Donbasie.