fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze ekonomiczne

Majstrowanie przy autach i podatkach

AFP
Gdy salony samochodowe pełne są klientów, a firmy kupują tysiące aut dla swoich szefów i pracowników, znak to, że koniunktura w gospodarce jest rewelacyjna, a PKB ostro przyspiesza.

Albo że fiskus planuje drastyczne ograniczenia możliwości wpuszczenia kupna auta w koszty. Na szczęście tym razem mamy do czynienia z tym pierwszym przypadkiem. I niech tak zostanie, bo podatkowe majstrowanie przy samochodach tylko destabilizuje rynek.

O ile przedsiębiorcy jakoś przełknęli odliczanie tylko połowy VAT przy służbowo-prywatnym użytkowaniu auta, o tyle ograniczenia do 20 tys. euro wartości pojazdu, jaką można wpuścić w koszty – najwyraźniej nie. Dlatego na ulicach wielkich polskich miast pojawiły się setki wypasionych limuzyn zarejestrowanych w Czechach. Chyba czas, by Ministerstwo Finansów usunęło restrykcje, skoro tak łatwo je obejść i zarabia na tym tylko fiskus za południową granicą.

Bo za inwencją kierowcy chcącego – w zgodzie z prawem – zaoszczędzić, żaden urzędnik nie nadąży. Pokręcone przepisy podatkowe sprawiały w przeszłości, że w tysiącach aut wstawiano nikomu niepotrzebne kratki, przerabiając na ciężarówki nawet matizy. Przerabialiśmy też w Polsce już porsche czy mercedesy robione na bankowozy dzięki instalacji kasety na pieniądze w bagażniku.

Podatkowy motoslalom jest zresztą zjawiskiem międzynarodowym, o czym przekonałem się, odwiedzając w tym miesiącu Lwów. Na ulicach tego przepięknego miasta krążą setki aut na numerach z niemal całej Europy: łotewskich, czeskich, niemieckich, austriackich. Najwięcej jest polskich. Bynajmniej nie należą do turystów, tylko do mieszkańców Ukrainy. To efekt restrykcyjnych opłat celnych, które sprawiają, że nijak nie opłaca się tam legalizować importu staruszka ze 100 tys. km przebiegu na liczniku. Widziałem pojazdy z polskimi tablicami, których numery nie pasują do naklejek na przedniej szybie. A nawet taxi z naszymi tablicami, ale wyraźnie lwowskiego wyrobu, ba – nawet z polskimi rejestracjami w kolorze czarnym. Gołym okiem widać, że skarbówka traci dochody, gdy jest zbyt pazerna.

Nikt tak jak fiskus nie potrafi też zdestabilizować motorynku. Gdy w Polsce za namową lobby dostawców nowych aut zaczęto mówić w 2016 r. o podniesieniu akcyzy na pojazdy stare, import staruszków wystrzelił. Wyhamował, gdy w tym roku sprawa ucichła. Niewykluczone, że gdyby fiskus postawił na swoim, na naszych drogach jeździłyby tysiące nieprzerejestrowanych aut na zachodnich blachach. Właśnie dlatego przy samochodowych podatkach lepiej nie majstrować.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA