fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Analizy

Debata o uchodźcach: Politycy demoralizują Polaków

PAP, Bartłomiej Zborowski
PiS chwali się, że dzięki temu, że nie przyjął uchodźców, nie ma u nas zamachów. Dlaczego więc terror nie zawitał na Litwę, Łotwę czy Estonię, które ich przyjęły?

Najczęstszy argument, który pada ze strony polityków partii rządzącej lub jej sympatyków w sprawie uchodźców, brzmi: na polskich ulicach jest bezpiecznie, bo rząd ich nad Wisłę nie wpuścił. Po każdym zamachu terrorystycznym w Europie padają te same słowa: u nas nie ma zamachów, bo nie przyjęliśmy uchodźców. Tyle tylko, że oba twierdzenia nie wytrzymują konfrontacji z rzeczywistością.

Uchodźców w ramach relokacji zgodnie z decyzjami Rady Europejskiej z 2015 roku nie przyjęły tylko Polska, Austria i Węgry. Łotwa przyjęła 56 proc. pierwotnej kwoty, Litwa – 35 proc., Estonia – 30 proc., Słowenia – 26 proc., Rumunia 15 proc. Czy w ostatnim czasie w tych krajach doszło do zamachów terrorystycznych? Czy na ulicach nagle przestało być bezpiecznie? A może wcale nie chodzi o bezpieczeństwo, lecz o wykorzystanie lęków przed obcymi do budowy politycznego kapitału.

Inny, często spotykany argument brzmi: a czy pan przyjął już pod swój dach uchodźców? Pomijając demagogię i insynuowanie hipokryzji współdyskutantowi (nie masz prawa mówić o uchodźcach, skoro nie przyjąłeś ich sam do domu, my nie chcemy ich ani w naszych domach, ani w naszym państwie), argument ten oparty jest na fałszywym założeniu. Jeśli bowiem ktoś krytykuje np. rząd za to, że jest niechętny uchodźcom, to nie odnosi się to do decyzji ministrów jako osób prywatnych, lecz do ich działań publicznych i politycznych. Jeśli ktoś krytykuje państwową służbę zdrowia, to nie oznacza, że powinien zmienić swój dom w szpital. Prawa do dyskusji o edukacji nie daje mi to, że prowadzę w domu bezpłatne korepetycje.

Kiedy w Polsce dojdzie do tragicznego wypadku lub ktoś zginie na ulicy zakatowany przez chuliganów, politycy lubią załamywać ręce nad społeczną znieczulicą. Wciąż mówią o tym, że trzeba podkreślać pewną wrażliwość na potrzeby osób, które żyją wokół nas. Że trzeba zwracać uwagę na otaczające nas zło.

Teraz zaś przy okazji debaty o uchodźcach obywatele odbierają od polityków lekcję znieczulicy. I niemal codziennie słyszą, że najważniejsze jest ich własne bezpieczeństwo.

Pomoc innemu zawsze się wiąże z jakimś ryzykiem. Politycy zaś właśnie uczą Polaków, że ryzyko jest złe, że pomaganie innym jest naiwnością, głupotą, przejawem politycznej poprawności. Solidarność jest dla frajerów, mądry jest ten, który na obcego patrzy z podejrzliwością. Na konsekwencje takiego podejścia w naszym codziennym życiu nie trzeba będzie długo czekać.

To bowiem całkiem fałszywa alternatywa: otworzyć granice przed niekontrolowaną islamską imigracją albo pilnować bezpieczeństwa Polski. Przyjęcie pewnej liczby samotnych kobiet z dziećmi albo osób starych lub schorowanych ani nie będzie zagrożeniem bezpieczeństwa dla naszego państwa, ani nie zagrozi chrześcijańskim korzeniom 36 milionów Polaków.

Jeśli uznać polską debatę publiczną w sprawie uchodźców za miarodajną dla kondycji etycznej naszego społeczeństwa, trzeba by wyciągnąć z niej bardzo pesymistyczne wnioski. Warto się bowiem przyjrzeć, co kryje się za argumentami, które są używane w tej sprawie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA