Jak informuje „Głos Wielkopolski”, zarzuty rzecznika dyscyplinarnego wobec Iwony S.-J. obejmują m.in. niedochowanie terminów procesowych, brak należytej staranności, niewłaściwy nadzór nad współpracownikami, brak kontaktu z klientami oraz nieinformowanie o udzielaniu substytucji, czyli zastępstw procesowych przez innych prawników.
Pokrzywdzeni twierdzą, że adwokatka pobierała bardzo wysokie zaliczki, sięgające kilkudziesięciu, a nawet kilkuset tysięcy złotych. Niektórzy z nich skarżą się, że po wpłaceniu pieniędzy trudno było skontaktować się z prawniczką, która nie pojawiała się także na rozprawach. Wysyłała na nie aplikantów lub innych pełnomocników.
Czytaj więcej
Posłowie pracują nad zmianą przepisów prawa o adwokaturze, które przewidują m.in. wprowadzenie ka...
O stawkach zawieszonej adwokatki krążyły legendy
10 lutego prawniczka została tymczasowo zawieszona w czynnościach adwokata przez Sąd Dyscyplinarny Wielkopolskiej Izby Adwokackiej w Poznaniu w związku z toczącym się postępowaniem. W uzasadnieniu decyzji o zawieszeniu sąd wskazał, że same kwoty nie mogą być podstawą odpowiedzialności, jednak powinny odpowiadać realnemu nakładowi pracy. Zauważył też, że w kilku sprawach prowadzonych przez panią mecenas doszło do błędnych decyzji procesowych, które trudno racjonalnie wytłumaczyć.
– Po Poznaniu krążyły legendy o jej stawkach. Na wejściu żądała kilkudziesięciu tysięcy złotych – nie tylko za obronę oskarżonych, ale nawet za reprezentowanie pokrzywdzonych. To kwoty z sufitu, ale jeśli ktoś nie miał wcześniej do czynienia z adwokatem, może o tym nie wiedzieć. Oczywiście mamy swobodę zawierania umów: jeśli ktoś chce tyle płacić, nie można mu tego zabronić – mówi anonimowo jeden z adwokatów.