Jeśli porównywać oryginalność programów wyborczych przedstawionych przez największe siły, PiS nie może uznać supersoboty za udaną. Jarosław Kaczyński przedstawił długie, chaotyczne przemówienie, mylił popyt z podażą, jak wcześniej brutto z netto. Również zaproponowane przez niego konkrety zaskakiwały skromnością. Nie było przełomowego pomysłu, a nawet to, co przedstawiono jako nowe, trąciło myszką. Głoszenie tezy o konieczności odzyskania Polski po ośmiu latach u władzy brzmiało groteskowo i było brutalną autorecenzją rządów PiS.