Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie są warunki umożliwiające zastosowanie zamówień in-house?
- Jaki wpływ ma wyrok TSUE na polski rynek zamówień publicznych?
- Jakie strategie stosują samorządy, by obejść przepisy dotyczące zamówień in-house?
Wyrok, choć dotyczy sprawy niderlandzkiej, będzie miał duże znaczenie także dla rynku polskiego. Do czasu tego rozstrzygnięcia zawieszono co najmniej dwa toczące się w naszym kraju postępowania. Chodzi o tzw. zamówienia in-house, których miasta mogą udzielać z wolnej ręki, własnym spółkom komunalnym. W 2024 r. w ten sposób, z pominięciem przetargów, zawarto ponad 1,2 tys. umów na prawie 18 mld zł.
Czytaj więcej:
Chodzi o tzw. procedurę in-house, która pozwala miastom zlecać z wolnej ręki zamówienia własnym spółkom komunalnym. Z jednej strony zrozumiałe jest, że samorządy nie po to powołują własne spółki, by potem rywalizowały one o zlecenia z prywatnymi, z drugiej jednak pomijanie przetargów może w prosty sposób prowadzić do monopolu podmiotów komunalnych. Dlatego też przepisy pozwalają na in-house tylko wtedy, gdy spółka komunalna należy do samorządu, nie ma kapitału prywatnego i ponad 90 proc. swej działalności świadczy na rzecz macierzystej jednostki (w prawie unijnym ten próg wynosi 80 proc.). Najbardziej problematyczny jest ten ostatni warunek. Spółki komunalne nie zamierzają bowiem rezygnować z komercyjnej działalności.
– Dlatego pojawiają się coraz to nowe, jak to określa Trybunał w innej sprawie dotyczącej zamówień in-house, wybiegi maskujące, mające na celu obejście prawa. Tworzy się np. nową spółkę–córkę, która zajmuje się tylko komercyjną działalnością. Wówczas spółka–matka może wykazać, że pracuje już prawie wyłącznie dla miasta – zauważa dr Wojciech Hartung, adwokat z kancelarii Domański Zakrzewski Palinka i autor szeregu publikacji o zamówieniach in-house.