Bez żadnych proceduralnych poprzeczek – to sedno złożonej przez posłów PiS w środę i tego samego dnia uchwalonej siódmej już ustawy o SN. W życie wejść ma dzień po jej ogłoszeniu. W czwartek pewnie zajmie się nią Senat.

Czytaj także:

PiS ekspresowo zmienia ustawę o Sądzie Najwyższym

Pietryga: PiS chce trwale zakończyć spór z Brukselą o SN

Wielki powrót

Ustawa przewiduje powrót do orzekania (do ukończenia 70 lat) sędziów Sądu Najwyższego i NSA, których poprzednie nowele przenosiły w przyśpieszony stan spoczynku (w związku ze skróceniem wieku emerytalnego sędziów do 65 lat), oraz powrót do funkcji pierwszego prezesa SN Małgorzaty Gersdorf i prezesów Izby Pracy Józefa Iwulskiego oraz Izby Karnej Stanisława Zabłockiego.

Ich kadencje uważać się będzie za nieprzerwane. Przypomnijmy: z konstytucji wynika, iż sześcioletnia kadencja prof. Gersdorf kończy się 30 kwietnia 2020 r.

Powracający sędziowie będą musieli jednak zwrócić pobrane odprawy w związku z przejściem w stan spoczynku, ale pełne wynagrodzenie za czas przerwy w orzekaniu dostaną.

Wszystkie niezakończone postępowania sądowe wszczęte na podstawie teraz uchylanych przepisów będą podlegały umorzeniu z mocy prawa, niezależnie od etapu, na którym są, choć te decyzje będą już w rękach sędziów. Trwają analizy, czy ten zapis oznacza konieczność umorzenia pytań prejudycjalnych SN do TSUE.

Jak napisano w uzasadnieniu, projekt jest skutkiem zastrzeżeń do skrócenia wieku emerytalnego sędziów SN i przymusowego przeniesienia ich w stan spoczynku, zgłaszanych m.in. przez sam Sąd Najwyższy, a także instytucje Unii. Ma być też odpowiedzią, na prowadzone przed Trybunałem Sprawiedliwości UE postępowanie ze skargi Komisji Europejskiej, w którym zapadło 19 października tymczasowe zabezpieczenie nakazujące władzom polskim przywrócenie w SN stanu sprzed zmian, tj. 3 kwietnia.

Autopromocja
Wyjątkowa okazja

Roczny dostęp do treści rp.pl za pół ceny

KUP TERAZ

– Projekt jest zgodny z oczekiwaniem Trybunału Sprawiedliwości UE i z postanowieniem zabezpieczającym – mówi poseł PiS Marek Ast, reprezentant wnioskodawców nowelizacji.

Strona polska od pewnego czasu sygnalizowała ustępstwa, a w ostatnich dniach, że jej krok w tył, czyli przywrócenie sędziów, nastąpi w formie ustawy, choć prezes Trybunału w Luksemburgu na przesłuchaniu stanowiska rządu wskazywał, że ustawa nie jest konieczna. Wydaje się, że to jednak kwestia drugorzędna, ważniejsze jest, że obecny projekt (inaczej niż sygnalizowany nieoficjalnie przed miesiącem) rezygnuje z prowadzenia niejako ponownego wyboru „usuniętych" sędziów.

Sąd Najwyższy nie wróci już w pełni do stanu sprzed 3 kwietnia, kiedy zaczęły tam następować zmiany. Po pierwsze, liczba sędziów wzrosła z ok. 80 do 110 (co więcej, ma się zwiększyć do 120), wśród nich jest 49 „starych" sędziów, a teraz dojdzie 22, więc będzie ich (zakładając, że wszyscy wrócą) 71. Pracuje już też w SN 39 nowo powołanych sędziów według nowych zasad.

To już jednak inny sąd

Po drugie, i chyba ważniejsze, zmieniony SN odróżniają od dawnego dwie nowe Izby: Dyscyplinarna oraz Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych, w których orzekają wyłącznie nowi sędziowie, a będą rozpatrywać ważne sprawy, takie jak dyscyplinarki sędziów czy protesty wyborcze oraz oczekiwane przez wielu skargi nadzwyczajne nawet od wyroków sprzed 20 lat.