Na orzeczenia sądowe trzeba czekać latami, izba Sądu Najwyższego nie jest uznawana przez unijny trybunał sprawiedliwości, jedni sędziowie kwestionują drugich, a Trybunał Konstytucyjny już niemal zupełnie wygasł. Czy może być gorzej?
Wymiar sprawiedliwości jest w dramatycznej sytuacji. Idąc do sądu ludzie nie mają pewności, czy wydane orzeczenie trwale i stabilnie rozwiąże ich sprawę. Problemem są przy tym długotrwałe postępowania sądowe, które w skrajnych przypadkach mogą uderzać w prawo obywatela do sądu.
Główną przyczyną tego stanu jest zamach na niezależność sądownictwa, do którego doszło w latach rządów PiS. Rezultatem tego jest brak awansów sędziowskich, a w konsekwencji problemy kadrowe w sądach. Niemal nie funkcjonuje przy tym Sąd Najwyższy, czego wyrazem jest odmawianie odpowiedzi na pytania prejudycjalne zadawane przez większość składu SN, czyli zasiadających tam neosędziów. Powodem zapaści jest także zaniechanie informatyzacji sądownictwa. Sądy są chyba jedyną instytucją, w której nie można złożyć pisma inaczej niż drogą papierową.
Czytaj więcej
Obraz sądownictwa na półmetku kadencji rządu Donalda Tuska nie napawa optymizmem. Zasadniczych zm...
Czy spodziewa się pan, że w 2026 r. zakończy się wreszcie trawiąca polskie sądownictwo wojna o tzw. neosędziów?