Pandemia i związane z nią ograniczenia spowodowały, że sądy administracyjne musiały szybko dostosować się do nowej sytuacji. Wtedy regułą stała się rozprawa zdalna. Dziś pandemia powoli odchodzi w zapomnienie. Czy coś się zmieniło w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym w Warszawie?
Tak. Obecnie co do zasady wyznaczamy jawne rozprawy. To tradycyjne posiedzenia stacjonarne w budynku sądu – takie, jakie dominowały przed pandemią.
A co z rozprawami zdalnymi?
Te też są wyznaczane. Co prawda ustawodawca – niestety – nas nie rozpieszcza, przepisy mamy takie, jakie mamy. Są niejasne i mało konkretne. Niemniej w mojej ocenie obecne regulacje umożliwiają nam przeprowadzenie jawnej rozprawy stacjonarnej, a także na zasadny wniosek strony może ona wziąć udział w rozprawie online, za pomocą środków komunikacji elektronicznej.
Nie wszystkie sądy administracyjne to umożliwiają?
Ja uważam, że aktualne przepisy dopuszczają wszystkie możliwe formy rozpraw, tj. i stacjonarną w budynku sądu, jak i zdalną, a nawet hybrydową, w przypadku której jedna strona może brać w niej udział w budynku sądu, a druga może połączyć się z sądem przez internet. Oczywiście na razie do końca czerwca przyszłego roku mamy tzw. rozwiązania covidowe, które w założeniu miały obowiązywać jeszcze przez rok od odwołania stanu zagrożenia pandemią.
A czy są jakieś plany, żeby te nowoczesne formy przeprowadzania rozpraw wpisać na stałe do procedury sądowo-administracyjnej?
Wiem, że prace nad taką zmianą trwają. Aktualnie jest procedowana nowelizacja Kodeksu postępowania cywilnego.
Dopuszcza ona praktycznie każdą możliwość procedowania przed sądem. I myślę, że ta zmiana szybko się zmaterializuje i w niedługim czasie prace nad nią zostaną w pełni ukończone.
Czytaj więcej
Na ostatniej prostej jest w Sejmie nowela wprowadzająca na stałe posiedzenia sądu na odległość. Wielu ją krytykuje. Rysuje się jednak kompromis, o...
Pandemia, która kładła się cieniem na funkcjonowaniu większości państw przez długie miesiące, miała też dobre strony. W Polsce m.in. wymusiła sięgnięcie po nowoczesne rozwiązania w sądach i spowodowała duże przyspieszenie w cyfryzacji postępowań sądowych. Ten trend powinien być utrzymany?
Jak najbardziej tak. Pandemia zmusiła nas do szukania nietypowych rozwiązań i poniekąd pozwoliła nam je przetestować. Zdalne rozprawy w pandemii bardzo się sprawdziły. Szybko udało się nie tylko wdrożyć nowe systemy informatyczne, lecz także zorganizować całą procedurę z tym związaną. Na niezbędny do tego sprzęt zostały przeznaczone ogromne środki. Nie można tego zaprzepaścić. Nie wyobrażam sobie, żeby ów sprzęt leżał teraz w magazynie i pokrywał się kurzem, nie służył obywatelom. To byłoby marnotrawstwo. Dlatego w przyszłości w naszym sądzie nie odejdziemy od rozpraw zdalnych czy hybrydowych.
Dlaczego jest to takie ważne?
Warszawski WSA, podobnie jak Naczelny Sąd Administracyjny, jest praktycznie sądem dla całego kraju. Wynika to z tego, że ok. 40 proc. wpływu skarg to skargi na rozstrzygnięcia urzędów i organów centralnych, które mają siedzibę w Warszawie. Zgodnie z przepisami właściwy dla takich skarg, z uwagi na miejsce siedziby organu, jest WSA w Warszawie. Adresatami decyzji wydawanych przez organy centralne, czyli potencjalnymi skarżącymi w sprawach sądowo-administracyjnych, są osoby mieszkające w całej Polsce.
Dla nich możliwość zdalnego uczestniczenia w rozprawie to duże ułatwienie.
Dla osoby, która ma sprawę w warszawskim WSA, rozprawa na odległość to oszczędność nie tylko czasu, ale też pieniędzy. Skarżący z odległych zakątków Polski, żeby stawić się osobiście w sądzie, muszą do sądu dojechać, nierzadko zarezerwować nocleg, a to wszystko kosztuje. Są też osoby, które ze względu na podeszły wiek czy choroby nie zawsze mogą sobie pozwolić na trudy dalekiej podróży. Umożliwienie im połączenia się z sądem z miejsca zamieszkania, to bardzo duże ułatwienie. Oczywiście zgodnie z procedurą sądowo-administracyjną stawiennictwo na rozprawie nie jest obowiązkowe. Jednak większość skarżących chce wziąć w niej udział, od razu dowiedzieć się, jaki zapadł wyrok, i wysłuchać, czym kierował się skład orzekający. Dla obywatela czy przedsiębiorcy jego spór z administracją to nierzadko sprawa życia i śmierci. Choć osobiście uważam, że bezpośredni udział skarżącego w rozprawie – jego obecność na sali – ma nieco inny wymiar, to jednak chcemy mu dać tę inną opcję, opcję zdalną.
Czytaj więcej
Rządowy projekt modyfikacji Kodeksu postępowania cywilnego, które mają na celu dostosowanie sądowych procedur do rozpraw zdalnych, wpłynie niekorzy...
To co trzeba zrobić, żeby sprawa odbyła się w trybie zdalnym?
Tu decyzja należy do skarżącego – obywatela, przedsiębiorcy czy podatnika. Jeżeli jego sprawa została skierowana na jawną rozprawę, to może wystąpić o zdalny udział w niej. Taki wniosek można złożyć już w samej skardze do sądu. Skarżący może też złożyć go po tym, jak zostanie zawiadomiony o terminie rozprawy. Trzeba jednak pamiętać, że połączenie z sądem na odległość wymaga przygotowań. To nie tylko kwestia ustawienia i podłączenia odpowiednich urządzeń na sali rozpraw. To także przygotowanie linków, wysłanie ich, potem konieczność czuwania nad odpowiednim przebiegiem takiej rozprawy. Dlatego skarżący, który chce brać zdalny udział w rozprawie, powinien złożyć wniosek jak najwcześniej. Wydaje się, że siedem dni przed wyznaczoną datą rozprawy powinno być terminem ostatecznym. Należy też wskazać we wniosku adres mailowy czy numer telefonu oraz miejsce, z którego skarżący będzie łączył się z sądem. Przypominam, że cały czas poruszamy się w ramach przeprowadzonej proobywatelskiej wykładni przepisów covidowych, gdyż te są, jak wspomniałem, mało konkretne.
Czy taki wniosek trzeba jakoś uzasadnić?
Zasadą jest rozprawa stacjonarna, więc występując o umożliwienie udziału w niej zdalnie, warto to umotywować. Nie wymaga to jednak jakichś szczególnych zabiegów, dokumentów, zaświadczeń itp. Wystarczy wskazać, dlaczego udział w rozprawie na odległość jest uzasadniony. Może być to powołanie się na znaczną odległość od siedziby sądu czy stan zdrowia, a nawet kwestie finansowe. Mam nadzieję, że sędziowie WSA w Warszawie do takich wniosków podejdą z rozwagą i zrozumieniem.
Opcja zdalna jest dla każdego?
Nie do końca. Oczywiście mogą z niej skorzystać skarżący i ich pełnomocnicy. Ale jeśli chodzi o pełnomocników organów, to wszystko zależy od sytuacji. Osobiście uważam, że przedstawiciele urzędów czy organów centralnych z siedzibą w Warszawie powinni pofatygować się do sądu.
Rozumiem, że to, iż przedstawiciel urzędu czy organu, którego decyzja jest zaskarżona do sądu administracyjnego, ma stawić się w jego budynku, nie przekreśla opcji zdalnego udziału w rozprawie przez drugą stronę?
Oczywiście, tu w grę wchodzi tzw. rozprawa hybrydowa, w której jedna ze stron jest obecna w sądzie, a druga bierze w niej udział zdalnie. To nie jest sprzeczne z przepisami. Dopuszczenie takiego wariantu ma związek z tym, że udział zdalny zależy od woli samych stron postępowania. Wniosek o udział w rozprawie na odległość może przecież złożyć tylko jedna z nich.
Jeśli rozprawa jest jawna, to może w niej brać udział także publiczność. Czy ktoś, kto chce tylko przyglądać się rozprawie, też może zawnioskować o udział zdalny?
Co do zasady nie. W tej chwili, jeżeli wyznaczamy rozprawę jawną, zdalne połączenie się z sądem praktycznie możliwe jest tylko na wniosek stron i uczestników postępowania. Jednak nie wykluczam, że przy dużych, medialnych sprawach, które budzą zainteresowanie społeczeństwa, dopuścimy też taką opcję.
Czytaj więcej
Przesunięcie rozpoczęcia rozpraw zdalnych budzi więcej niepokoju niż tych w formie tradycyjnej.
Właśnie, a co z mediami? Czy dziennikarze i osoby, które na co dzień zajmują się relacjonowaniem spraw sądowych, mają szansę uczestniczyć w rozprawach zdalnie?
Mamy to na uwadze. Uważam, że media – w tym sprawozdawcy sądowi, którzy na bieżąco śledzą nasze orzecznictwo – powinny również mieć dostęp do rozpraw w formie zdalnej, w tym hybrydowej. Planujemy, że tymi przypadkami będzie się zajmował rzecznik prasowy. Umożliwimy składanie odpowiednich wniosków, oczywiście z odpowiednim wyprzedzeniem. Chcę także zaznaczyć, że nie każda sprawa będzie musiała mieć charakter zupełnie zdalny czy hybrydowy. Tak jak mówiłem na początku, zasadą w WSA w Warszawie są rozprawy stacjonarne w budynku sądu. A przy umożliwianiu zdalnego w nich udziału nacisk kładziemy na wolę skarżących. Jeśli więc chociaż jedna ze stron nie będzie zainteresowana zdalnym udziałem w rozprawie, to odbędzie się ona w tradycyjny sposób. Przygotowanie do zdalnej rozprawy wymaga sporo zachodu. Jeśli z takiej opcji nie będą chciały skorzystać strony postępowania, czyli najbardziej zainteresowani sprawą, to także dziennikarze będą musieli pofatygować się do sądu.
W tych długich miesiącach pandemicznych, zwłaszcza w okresach pełnych lockdownów, zdalne rozprawy pozwoliły uniknąć zupełnego paraliżu i umożliwiły zachowanie ciągłości orzekania w sądach administracyjnych. Jak pan ocenia ten czas?
Mając na uwadze możliwość wykorzystania cyfryzacji, to bardzo dobrze. Pandemia przede wszystkim przyspieszyła cyfryzację w sądach administracyjnych. Zostaliśmy poniekąd zmuszeni do zainwestowania sporych środków w sprzęt umożliwiający kontakt z sądem na odległość i musieliśmy odpowiednio przeszkolić pracowników. Jednak to była dobra inwestycja. Obecnie większość sal rozpraw w warszawskim WSA ma możliwość przeprowadzania rozpraw na odległość. Mamy też wystarczającą liczbę osób gotowych do ich obsługi. Jeśli są jakieś trudności techniczne, to wiemy już, jak sobie z nimi radzić. Nie mamy też przypadków jakichś nadzwyczajnych ekscesów w trakcie rozpraw zdalnych. Choć zdarzały się sytuacje, gdy pełnomocnik łączył się z salą rozpraw z plaży czy z auta. Takie przypadki nie powinny jednak mieć miejsca. Musimy pamiętać, że sąd jest szczególnym miejscem, które wymaga odpowiedniego zachowania i powagi. I udział w rozprawie przez internet tego nie zmienia. Standardy są takie same. Dlatego uczulam, zwłaszcza profesjonalnych pełnomocników, żeby o tym pamiętali. I unikali tłumaczeń, że chcą dostępu zdalnego, bo mają np. drugą rozprawę w tym samym czasie. Takie zachowania są niepoważne i nie licują ani z powagą sądu, ani zawodu adwokata czy radcy prawnego.