W niedawnym wyroku Sąd Najwyższy uchylił cztery z siedmiu rekomendacji sędziowskich Krajowej Rady Sądownictwa do Sądu Najwyższego oraz trzy z czterech odmów rekomendacji. Od jak dawna możliwa jest taka kontrola rekomendacji KRS, panie sędzio?

Możliwość zaskarżenia uchwały KRS przez osoby nieprzedstawione do powołania na stanowisko sędziego została wprowadzona w 2011 r. po serii wyroków Trybunału Konstytucyjnego. Stwierdzały one, że brak możliwości zaskarżenia uchwały jest niezgodny z art. 60 konstytucji gwarantującym równy dostęp do służby publicznej. Ten stan niekonstytucyjności trwał jednak do 2011 r., kiedy została uchwalona nowelizacja ustawy o KRS wprowadzająca możliwość zaskarżenia jej uchwał osobom, które nie zostały przedstawione prezydentowi do powołania.

Czytaj więcej

Krajowa Rada Sądownictwa odpowiada premierowi Morawieckiemu

Nominacje sędziowskie do 2011 r. włącznie odbywały się zatem w warunkach niekonstytucyjności. Potem zresztą jeszcze TK stwierdził niekonstytucyjność 
składu KRS przed 2018 r. Ale też wyraźnie stwierdził, że to ewidentne naruszenie konstytucji nie może być podstawą kwestionowania ważności aktów prezydenta o powołaniu na urząd sędziego.


Rozumiem, że wyrok stwierdzający nieprawidłowości niektórych wskazań czy odmów (uchylenie uchwały w tym zakresie) nie dyskwalifikuje innych?


Uporządkujmy nieco. Sąd Najwyższy bada uchwałę KRS pod kątem jej zgodności z prawem. Zasadnicze znaczenie ma treść uzasadnienia do uchwały KRS. Jeżeli z uzasadnienia wynika, że KRS nie dopełniła jakichś proceduralnych rygorów, lub że nie stosowała konsekwentnie przyjętych kryteriów, lub też że nie wyjaśniła, jakimi kryteriami się kierowała oraz w jaki sposób kandydaci je spełniają, to SN uchyla uchwałę w całości lub w części i przekazuje ją do ponownego rozpatrzenia przez KRS. Innymi słowy, SN wydaje orzeczenie kasatoryjne.

A to oznacza...?

To oznacza, że SN nie może się wypowiedzieć o kwalifikacji merytorycznych kandydatów, 
bo te władna jest oceniać jedynie KRS. Sąd wypowiada się o legalności (zgodności z prawem) procedowania przez Radę, ocenianej w świetle konstytucji i ustaw.

Po ponownym rozpatrzeniu KRS może zatem przedstawić ponownie tych samych kandydatów, jeśli wyjaśni w uzasadnieniu wątpliwości, jakie powziął wcześniej Sąd Najwyższy. Powodzenie odwołania się od uchwały KRS zależy zatem w przeważającej mierze od dwóch czynników: sposobu sformułowania zarzutów, czyli od jakości odwołania, oraz od jakości uzasadnienia uchwały KRS.

Autopromocja
Subskrybuj nielimitowany dostęp do wiedzy

Unikalna oferta

Tylko 5,90 zł/miesiąc


WYBIERAM

Sąd Najwyższy nie ocenia natomiast kwalifikacji kandydatów, ale to, czy dokonując oceny tychże, KRS przestrzegała prawa i czy rzeczywiście stosowała zadeklarowane kryteria.


Czy prezydent musi czekać z nominacjami sędziów do czasu rozpatrzenia odwołań osób biorących udział w konkursie?


Prezydent powinien działać, gdy uchwała przedstawiająca kandydata jest prawomocna. Sąd Najwyższy może odwołanie oddalić (ewentualnie odrzucić, jeżeli wadliwie zostało skonstruowane) lub uwzględnić, uchylając uchwałę KRS w całości lub w części. W zakresie uchylonym uchwała jest ponownie rozpatrywana, a w zakresie nieuchylonym staje się prawomocna. Jeżeli zatem SN uzna, że decyzja o przedstawieniu pewnych kandydatów do powołania nie budzi wątpliwości prawnych, to uchwała w tym zakresie stanowi dla prezydenta podstawę do podjęcia decyzji o nominacji.

Innymi słowy, prezydent nie musi czekać na uprawomocnienie się całej uchwały i może działać w zakresie, w jakim jest ona już prawomocna po jej częściowym uchyleniu. Ale może też chcieć poczekać na „ciąg dalszy” uchwały. To już od niego zależy.


Ta ostatnia sprawa pokazuje, że procedura sądowa trwa osiem miesięcy. Nie byłoby 
lepiej, gdyby KRS wydawała indywidualne uchwały?


To nie do końca tak wygląda. Procedura sądowa trwa znacznie krócej. KRS najpierw rozpatruje kandydatury i podejmuje uchwałę. Później, gdy uchwała jest już podjęta, opracowuje się jej uzasadnienie, co trwa dość długo. Później jeszcze należy uchwałę z uzasadnieniem doręczyć uczestnikom konkursu.

To są kolejne tygodnie, bo niekiedy bardzo długo czeka się na zwrotki potwierdzające doręczenie. Potem są dwa tygodnie na wniesienie odwołań. Wnosi się je za pośrednictwem KRS, która czeka, aż upłynie termin na wniesienie wszystkich odwołań, i dopiero wówczas przekazuje akta do Sądu Najwyższego.

W praktyce, zwłaszcza gdy chodzi o konkursy na stanowiska sędziowskie w SN, zanim sprawa wpłynie do SN, mija kilka miesięcy. W Sądzie Najwyższym te sprawy są rozpoznawane stosunkowo sprawnie, bo około trzech miesięcy.


Nie zmienia to faktu, że kandydaci, prezydent długo czekają na nominacje sędziowskie, a SN na sędziów, których mu brakuje.


Niestety, ta procedura jest czasochłonna. Łatwiej rozpoznaje się uchwały przedstawiające jednego kandydata, jednak o liczbie wolnych miejsc decyduje obwieszczenie ministra sprawiedliwości (w odniesieniu do sądów powszechnych lub WSA) lub prezydenta względem sędziów SN i NSA. W każdym razie to nie czas rozpoznawania odwołań przez Sąd Najwyższy najbardziej wydłuża okres oczekiwania na uprawomocnienie się uchwały. A potem trzeba jeszcze poczekać na akt nominacji.

Żyjemy teraz nowelą ustawy o Sądzie Najwyższym, która wejdzie w życie 15 lipca, ale starannie omija ona zastrzeżenia do Krajowej Rady Sądownictwa. Krytycy zmian w SN uważają, że przekazanie wyłaniania sędziowskiej części KRS z rąk zgromadzeń sądów apelacyjnych, SN i NSA w ręce większości sejmowej to grzech pierworodny pisowskich reform. Jak na to patrzą nowi sędziowie SN, w szczególności pan sędzia? Czy widziałby pan tu jakieś kompromisowe rozwiązanie?


Zacznijmy od tego, że konstytucja nie precyzuje sposobu wyłaniania tej części KRS. Trybunał Konstytucyjny wielokrotnie, także przed 2015 r. stwierdzał, że w takiej sytuacji określenie sposobu wyboru pozostawione jest ustawodawcy, czyli określa go polityczna decyzja zapadająca w parlamencie. Poprzednio obowiązującej procedury nie broni w zasadzie nikt; obecną wielu gwałtownie krytykuje. 
Nie ma jednak wątpliwości, że jest ona konstytucyjna. Przesądzają to wyroki TK. 


Odrębną kwestią jest, czy jest ona optymalna. Przypomnijmy, pierwsza wersja reformy KRS proponowała wybory powszechne wśród wszystkich sędziów. Do tej pory bowiem o składzie KRS decydowały wąskie gremia sędziów sądów najwyższych i apelacyjnych z wykluczeniem ogromnej większości sędziów. Ten pomysł został bezwzględnie skrytykowany, dlatego przyjęto model hiszpański, zgodnie z którym sędziów do KRS wybiera parlament.

Myślę, że ten pierwotny pomysł wyborów powszechnych jest naprawdę wart rozważenia. Z całą pewnością likwidowałby preteksty dla łatwej krytyki. Natomiast podkreślić należy, że obecny model jest konstytucyjnie dopuszczalny, a jedynym organem władnym wypowiadać się w tym względzie jest Trybunał Konstytucyjny.


Na razie nie ma takiego rozwiązania. Co więc pan powie na obronę nominacji nowych sędziów?


To samo co o nominacji sędziów powołanych w wyniku oczywiście niekonstytucyjnej (co zostało formalnie stwierdzone przez TK w 2007 r.) procedury kwalifikacyjnej przed lipcem 2011 r. Akt powołania odbywał się bezpośrednio na podstawie art. 179 konstytucji na wniosek KRS. Jeżeli jest ten wniosek, to prezydent może skutecznie powołać osoby przedstawione w uchwale do powołania. Konstytucja gwarantuje tym osobom 
w art. 180 nieusuwalność z urzędu. Dopóki też wyraźnie nie będzie zawierała regulacji pozwalających na kontrolę aktów prezydenta, to jego decyzja jest ostateczna i niezaskarżalna. 


Wcześniej powiedział pan, że nominacje sędziowskie do roku 2011 włącznie odbywały się w warunkach niekonstytucyjności. Wielu sędziów z tamtych czasów jednak nadal orzeka. Dlaczego?


Z tego samego powodu. Ewentualne uchybienia proceduralne popełnione w procedurze kwalifikacyjnej przed KRS nie wpływają na ważność prezydenckiego aktu powołania. Ten akt dokonuje się na podstawie konstytucji i jego poprawności nie można oceniać z perspektywy ustaw, które stoją niżej w hierarchii źródeł prawa. To było całkowicie oczywiste dla każdego prawnika do 2017 r.

Nagle, wraz ze zmianą polityczną, wszystko, co było do tej pory oczywiste, zostało zakwestionowane przez osoby, które do tej pory głosiły poglądy obecnie przez siebie krytykowane. Reformy wprowadzane w ostatnich latach ujawniły z całą ostrością oczywisty fakt, że sądy to też władza.

Niestety, okazało się, że władza ta rozpala te same emocje i zaczyna posługiwać się tymi samymi instrumentami, do których przyzwyczaili nas politycy w rządzie i w parlamencie. O ile więc do tej pory to politycy przyzwyczaili nas do tego, że poglądy, które wczoraj głosili, mogą jutro zaciekle krytykować, o tyle dziś obserwujemy niestety tę logikę na gruncie władzy sądowniczej.

Cały czas pojawia się argument, że jeśli nawet były jakieś nieprawidłowości w wyłanianiu sędziego, to nominacja prezydenta usuwa tę skazę i sędzia jest nieusuwalny.

Nie wiem, czy mówienie o „usunięciu skazy” jest najtrafniejsze. Skazy, które można dostrzec w ustawie, nie są istotne dla podejmowania decyzji na gruncie konstytucji. Aby użyć obrazowego porównania: jeżeli mamy okulary z nieco porysowanymi szkłami, to one oczywiście są uszkodzone. Ale jeśli je założymy, to mimo tych rys jesteśmy w stanie widzieć ostro. To, że je założyliśmy na nos, nie usuwa rys, ale nie przeszkadzają nam korzystać z okularów.

Jeżeli więc prezydent dostaje uchwałę, której treści można byłoby sporo zarzucić, i na jej podstawie dokonuje powołania, to jego akt przesądza o statusie sędziowskim powołanego i żadne mankamenty uchwały na ten status nie rzutują. Bo wyobraźmy sobie, że KRS podjęła uchwałę z rażącym naruszeniem przepisów. Ale uchwały tej nikt nie zaskarżył, a prezydent na jej podstawie powołał sędziego. Rażącego naruszenia ustawy nie usunięto, ale konstytucyjny akt powołania prezydenta jest bez skazy.


Senat chciał jednak pozbawić statusu sędziowskiego 11 z Izby Dyscyplinarnej. Powtarzane są też nadal pomysły, by jeśli nie usnąć, to weryfikować wszystkich nowych sędziów.


No bo Senat, jak na izbę parlamentu przystało, uważa, że każde rozwiązanie, za którym opowie się większość, jest dopuszczalne. Jest jednak jeszcze konstytucja. Ta natomiast mówi, że sędziego, który nie został prawomocnie skazany, nie można usunąć z urzędu. Ale politycy uważają, że gwarancje konstytucyjne dotyczą tylko tych, których uznają za „naszych”, ale już nie tych, których uznają za „waszych”. A sędziowie muszą być niczyi. 


Swego rodzaju weryfikację, czy test niezawisłości i bezstronności, przewiduje też ostatnia prezydencka nowela.

Jakie wróży pan jej skutki?


Nie, tam nie ma żadnej weryfikacji sędziów. Owszem, są to dość niecodzienne środki prawne, wynikające z niecodziennych okoliczności, w jakich się znaleźliśmy, ale nie ma tam weryfikacji sędziów. Tam jest możliwość weryfikacji orzeczeń wydanych przez sędziego, względem którego, w kontekście okoliczności danej sprawy, sformułuje się zarzut o braku niezawisłości przy jej rozpoznawaniu.

Procedura ta może prowadzić do weryfikacji tego orzeczenia, ale nie do weryfikacji statusu sędziego. Natomiast okoliczności wówczas ujawnione mogą stać się podstawą procedury dyscyplinarnej lub nawet karnej. Co do skutków nie będę się wypowiadał, bo nie jestem dobry we wróżbach.