Procedura ta jest podobna w różnych postępowaniach. Tu skupię się na cywilnym, które stosuje się w 80 proc. spraw.

Trzeba pamiętać, że czynność procesowa podjęta przez stronę (podsądnego) po upływie terminu jest nieskuteczna. Przywrócenie terminu wchodzi w rachubę zwykle przy odwołaniach, np. wnoszeniu sprzeciwu od nakazu zapłaty czy apelacji, bo są na to tylko dwa tygodnie. Gdy je przegapimy, to tracimy prawo do podważenia niekorzystnego wyroku, który staje się prawomocny.

Czytaj też: Sądy są rygorystyczne w sprawach przywracania terminów

Ważne są tu rygory formalne, gdyż drugiej okazji na poprawkę nie będzie.

Wniosek o przywrócenie terminu wnosi się do sądu, w którym czynność miała być dokonana (np. złożona apelacja), w ciągu tygodnia od ustania przyczyny uchybienia, np. choroby. Równocześnie ze złożeniem wniosku o przywrócenie terminu należy dokonać spóźnionej czynności, złożyć np. apelację, zażalenie czy skargę na czynność komornika, i tę czynność opłacić. Sam wniosek nie wymaga dodatkowej opłaty.

Niedopuszczalne jest przywrócenie terminu do złożenia odwołania od wyroku orzekającego rozwód, jeżeli choćby jedna ze stron zawarła nowy związek małżeński, ale podaję to raczej jako ciekawostkę, bo w praktyce to rzadka sytuacja. Faktem jest natomiast, że po upływie roku od uchybionego terminu jego przywrócenie jest dopuszczalne tylko w wypadkach wyjątkowych (art. 169 k.p.c.).

Oczywiście w piśmie do sądu o przywrócenie terminu należy uprawdopodobnić okoliczności uzasadniające wniosek, czyli wskazać przekonujące fakty, które uniemożliwiały dokonanie czynności w terminie. Samo np. błędne policzenie terminu raczej nie pomoże, chyba że zostało wywołane błędną informacją z sądu czy poczty przy tzw. podwójnym awizowaniu przesyłki sądowej. A to najczęstszy sposób doręczania np. nakazu zapłaty czy wyroku zaocznego nierzadko na nieaktualny adres, zostawiony małżonkowi po rozwodzie. Muszą to być sytuacje obiektywnie uniemożliwiające wykonanie czynności sądowej, ale niekoniecznie takie jednoznaczne.

Jak w sprawie Andrzeja S., który w ostatniej chwili zgłosił się do pełnomocnika, aby sporządził mu skargę o wznowienie sprawy pracowniczej, a prawnikowi zepsuł się akurat komputer. Złożył pismo trzy godziny po północy ostatniego dnia i wniósł jednocześnie o przywrócenie terminu.

Sąd okręgowy odrzucił skargę jako spóźnioną. Sąd Najwyższy był bardziej wyrozumiały i uznał, że spotkanie z prawnikiem ostatniego dnia nie przesądza o zawinieniu podsądnego tak samo jak awaria komputera pełnomocnika.

Autopromocja
Historia Uważam Rze

Teraz z darmową dostawą i e‑wydaniem gratis!

ZAMÓW