Jak powiedział „Rz" Marcin Warchoł, wiceminister sprawiedliwości, nie ma decyzji o powrocie do większej odpowiedzialności prezesów za szkodę na rzecz spółki, którą złagodziła tzw. lex Krauze.

W ministerstwie trwają jednak prace analityczno-koncepcyjne mogące skutkować propozycją zmian art. 296 kodeksu karnego, mówiącego o przestępstwie działania na szkodę firmy, i objęcie go ściganiem z urzędu.

Na razie dyskusja

Nowela z 13 lipca 2011 r. wprowadziła ściślejsze kryteria odpowiedzialności władz spółki za działania na jej szkodę. Uchyliła art. 585 kodeksu spółek handlowych, ale przestępstwo działania na szkodę spółki pozostało w zmodyfikowanym jednocześnie przestępstwie przeciwko obrotowi gospodarczemu, tj. art. 296 § 1a k.k. Ten obejmuje szerszy krąg menedżerów.

– Problemem jest wprowadzona wtedy zasada ścigania tego przestępstwa na wniosek poszkodowanego – wskazuje wiceminister Warchoł. – Trudno oczekiwać, że syndyk, działając na szkodę masy upadłości, czy jedyny wspólnik spółki wystąpią do prokuratury o wszczęcie śledztwa, bo sam by się oskarżał.

Dodajmy, że ten nowy warunek wprowadzono dla firm prywatnych, a ponieważ skorzystał z niego Ryszard Krauze, znany milioner, któremu wtedy prokuratura postawiła zarzut działania na szkodę jego spółki, nazwano go lex Krauze.

Nie jest natomiast potrzebny wniosek, by uruchomić prokuraturę i może ona działać z własnej inicjatywy, gdy pokrzywdzonym jest Skarb Państwa bądź gdy sprawca (np. prezes) działa w celu osiągnięcia korzyści majątkowej (za to grozi mu do ośmiu lat więzienia).

Prawo do błędu

– Propozycję przywrócenia art. 585 k.s.h. oceniam jako nieporozumienie – mówi prof. Adam Opalski z Uniwersytetu Warszawskiego, Kancelaria GreenbergTraurig. – Konstytucyjność przepisu budziła poważne wątpliwości wobec niejasności przesłanki „działania na szkodę spółki". Był groźnym narzędziem instrumentalnego wykorzystywania, bo dawał prokuratorom możliwość niemal dowolnego interpretowania, co leży w interesie spółki. Tymczasem prowadzenie biznesu wręcz wymusza niekiedy ponoszenie przez spółkę pewnych ofiar, np. dla dobra całej grupy kapitałowej, czego nie sposób traktować jako przestępstwo.

Autopromocja
CFO Strategy & Innovation Summit 2021

To już IV edycja kongresu dla liderów świata finansów

WEŹ UDZIAŁ

Podobnie uważa prof. Michał Romanowski, specjalista od prawa spółek i prawa gospodarczego z Uniwersytetu Warszawskiego:

– W mojej ocenie na skutek tamtej nowelizacji doszło do zaostrzenia sankcji karnej, nie rozumiem zatem, dlaczego prokuratorzy chętniej sięgali po art. 585 k.s.h. niż po art. 296 k.k. Ale i obecna regulacja jest wadliwa, gdyż dotyczy kwestii tak ocennych jak hipotetyczne ryzyko szkody i karania za nią mimo jej dobrowolnego naprawienia. Sankcja karna za wyrządzenie szkody jest niezbędna, ale powinna uwzględniać zasadę business judgment rule, która chroni zarządzających przed naturalnym ryzykiem przy podejmowaniu decyzji gospodarczych. Zarządzający musi mieć prawo do błędu, byleby działał starannie i dla dobra spółki i wspólników.

– Zarządcy powinni mieć prawo podejmowania niestandardowych i nowatorskich decyzji gospodarczych bez obawy o narażenie się na odpowiedzialność karną. Działają przecież w konkurencyjnej gospodarce. Dlatego Konfederacja Lewiatan byłaby przeciwna przywróceniu dawnego brzmienia art. 585 k.s.h. – mówi „Rz" mec. Krzysztof Kajda, dyrektor jej departamentu prawnego.

– Jestem rozdarty, z jednej strony kontrowersyjne okoliczności, w których art. 585 k.s.h. zniknął klika lat temu z kodeksu, z drugiej – obawa przed możliwością nadużyć prokuratury i niepotrzebne ściganie przedsiębiorców – mówi Zbigniew Krüger, adwokat z Poznania. – Obecna regulacja art. 296 k.k. jest jednak niewystarczająca. Po pierwsze, ściganie ograniczone jest do wyrządzenia znacznej szkody, czyli ponad 200 tys. zł. Po drugie, gdy mamy spółkę kontrolowaną przez sprawcę, nie będzie miał kto złożyć wniosku o ściganie, a działanie na szkodę spółki może mieć istotny wpływ na pracowników czy wierzycieli, choć nie są formalnie pokrzywdzonymi.