W ostatnim tygodniu listopada, czyli niespełna rok po ogłoszeniu przez Komisję Europejską aktu o rynkach cyfrowych (Digital Markets Act, w skrócie: DMA), Parlament Europejski będzie głosował nad ostatecznym kształtem rozporządzenia. Zawarte w dokumencie przepisy mają uregulować status tzw. strażników dostępu do świata cyfrowego (z ang. gatekeepers) i zapewnić sprawiedliwą oraz niedyskryminującą dystrybucję mediów: prasy, radia i telewizji. Zapewni?

Wszystko zależy od ostatecznego kształtu rozporządzenia. Kluczowe jest, by kompleksowo i w dodatku skutecznie zakazać faworyzowania własnych usług przez gatekeeperów, czyli duże platformy internetowe kontrolujące oraz pośredniczące w dostępie do informacji i usług. Z drugiej strony nie wyobrażam sobie, by dozwolone było preferencyjne traktowanie wybranych dostawców. Na przykład z którymi ma się jakąś umowę lub którzy po prostu więcej zapłacą. Powinno być zakazane dyskryminowanie pośrednictwa opartego na trafności na rzecz pośrednictwa płatnego.

Czytaj więcej

Krzysztof Koźmiński: o dbaniu o jakość regulacji oraz „patrzeniu władzy na ręce”

W DMA nie chodzi zresztą tylko o niedyskryminującą dystrybucję mediów, ale szerzej: o szeroki i nieograniczony dostęp do informacji. Generalnie o pluralizm, dostęp do różnych źródeł wiedzy, umożliwienie demokratycznej debaty. Mieliśmy już przykłady, jak destrukcyjny wpływ na opinię publiczną mogą mieć social media czy nawet wyszukiwarki. Ich algorytmy potrafią sterować opinią publiczną, wpływać na decyzje zakupowe, poglądy czy emocje.

DMA ma objąć wyszukiwarki internetowe, serwisy społecznościowe i sklepy z aplikacjami. Nadawcy radiowi w Europie postulują, aby ta lista została rozszerzona o inteligentne głośniki (smart speakers) oraz asystentów głosowych (Alexa Amazona, Google Assistant lub Siri Apple). Dlaczego?

Bo są one de facto takimi samymi wyszukiwarkami jak Google czy Bing. Bo czym innym niż zlecenie wyszukiwania najtrafniejszej odpowiedzi jest powiedzenie: „Hej, Siri, zagraj mi piosenkę X", albo zapytanie: „Alexa, gdzie mogę kupić książkę Y"? Tyle że w odróżnieniu od wyszukiwarek internetowych asystenci podają tylko jedną odpowiedź. Użytkownik nie ma w związku z tym żadnej możliwości wyboru, nie przejrzy kilkunastu, a jak jest zawzięty, to nawet kilkudziesięciu czy kilkuset wyników i nie wybierze tego, który uzna za najodpowiedniejszy dla siebie. Asystent głosowy podaje jedną odpowiedź i nam chodzi o to, by była to odpowiedź najtrafniejsza, a nie taka, która przekierowuje do własnych usług producenta smart speakera albo za której emisję ktoś zapłacił. To może mieć kolosalny wpływ na biznes. Wyobraźmy sobie, że np. Alexa Amazona na wszystkie pytania o możliwość zakupu książek czy płyt kieruje wyłącznie na portal Amazon.com.

Czyli chodzi przede wszystkim o pieniądze.

Oczywiście zawsze w tle są pieniądze, ale to należy rozpatrywać szerzej. Odpowiedzi podawane przez asystentów głosowych mogą bowiem kształtować opinię czy światopogląd, jeśli pytania dotyczą tych kwestii. Dlatego ta regulacja ma kluczowy wpływ na rozwój zdrowej demokracji i pluralizm myśli oraz poglądów.

Gra jest warta świeczki? Inteligentne głośniki nie są zbyt popularne w Polsce.

Teraz może nie są popularne, bo nie komunikują się jeszcze po polsku, ale to kwestia czasu. Na Zachodzie to olbrzymi rynek, który bardzo dynamicznie się rozwija – tam najpierw, bo urządzenia te na początku operowały językiem angielskim. W Stanach Zjednoczonych liczba smart speakerów przekroczyła 90 mln, korzysta z nich aż 35 proc. dorosłych. W Wielkiej Brytanii jest to 20 mln i 38 proc., w Niemczech – 18 mln i 25 proc. To są ogromne liczby – te urządzenia stają się tak niezbędne i tak powszechnie używane w gospodarstwach domowych jak obecnie smartfony. Coraz więcej rzeczy będziemy robić dzięki smart speakerom – już nie tylko odtwarzać ulubione utwory, czy sprawdzać pogodę, ale dowiadywać się, co się dzieje na świecie, czy robić zakupy. Również w Polsce to tylko kwestia czasu.

Głównym celem rozporządzenia jest wyeliminowanie nieuczciwych praktyk z rynku cyfrowego w Europie. Jak mogłyby wyglądać takie praktyki nadawców radiowych, jeśli nie zostanie spełniony wasz postulat? Cisza w głośniku, gdy powiem, aby włączył RMF? Czy raczej konieczność zapłacenia pokaźnego frycowego przez stację za dopuszczenie do użytkowników?

Trudno teraz pisać czarne scenariusze, żadne niepożądane praktyki jeszcze nie miały miejsca. Ale oczywiście istnieje ryzyko, że zamiast żądaną stacją użytkownik zostanie uraczony usługą audio należącą do producenta urządzenia. Albo rozgłośnia nie będzie uwzględniana w wynikach, dopóki jej właściciel nie zapłaci. Dlatego już teraz mówimy: jedynym kryterium wyszukiwania musi być trafność. Nie pieniądze, nie powiązania właścicielskie.

Z drugiej strony lista określająca tylko typy urządzeń, rodzaje serwisów czy sklepów, ale bez podawania ich nazw, może być ułatwieniem dla Google'a, Apple'a, Facebooka i Amazona, by nie przestrzegać zapisów DMA. Czy te firmy oraz produkowane przez nie inteligentne głośniki oraz asystenci głosowi powinny zostać uznane – wprost, z nazwy – za strażników dostępu?

Jako prawnik nie wyobrażam sobie, by w rozporządzeniu posługiwać się konkretnymi brandami czy nazwami spółek. Prawo musi być ogólne i odnosić się do wszystkich graczy danej branży, również tych, którzy dzisiaj jeszcze nie istnieją. Nie sądzę, by problemem było precyzyjne zdefiniowanie, czym jest asystent głosowy.

My proponujemy zdefiniowanie „cyfrowego asystenta głosowego" jako aplikacji, która zapewnia możliwość dialogu ustnego z użytkownikiem w języku naturalnym i pośredniczy między użytkownikami końcowymi a użytkownikami biznesowymi oferującymi aplikacje głosowe. Taka definicja jest klarowna i czytelna.

A jeśli urzędnicy i politycy w Europie pozostaną głusi na wasze racje, to jaka przyszłość rysuje się przed branżą radiową?

Na szczęście powstało porozumienie nadawców ponad podziałami i ponad granicami. Wspólnie prezentujemy argumenty, które naszym zdaniem powinny przekonać polityków do włączenia asystentów głosowych do DMA. W Polsce jest to szeroka koalicja nadawców komercyjnych, choć osobiście bardzo żałuję, że Polskie Radio nie włącza się do rozmowy na ten temat i w nasze prace. A głos nadawcy publicznego byłby niewątpliwie bardzo cenny.

Warto też jednak podkreślić, że smart speakery to też po prostu szansa dla radia. Według raportu opublikowanego dosłownie kilka dni temu przez brytyjski Departament Cyfryzacji, Kultury, Mediów i Sportu obecnie 64 proc. czasu emisji przez smart speakery na Wyspach to emisja programów radiowych na żywo. Według prognoz raportu nawet w przyszłej dekadzie udział ten będzie się utrzymywał na poziomie ponad 50 proc.

Dla radia smart speakery to kolejny nowy kanał dystrybucji naszych programów – to kolejne urządzenie po tradycyjnym radioodbiorniku i smartfonie, które będzie w sposób naturalny wykorzystywane do słuchania muzyki z prowadzącymi i informacjami. I zarówno dla nadawców, reklamodawców, jak i dla słuchaczy to szansa na personalizowanie reklam. Emisja do smart speakerów odbywa się poprzez internet, możliwe więc będzie emitowanie słuchaczom spotów w zależności od ich cech i zainteresowań, zupełnie tak jak teraz na stronach internetowych każdy z nas, jeśli tylko chce, widzi inne reklamy – w zależności od tego, kim jesteśmy, co lubimy, co wcześniej czytaliśmy w sieci. Podobnie będzie z reklamami w radiu. Zresztą to już się dzieje – dla słuchających naszych stacji eterowych przez stronę internetową albo aplikację RMF ON część reklam jest personalizowana. Inteligentne głośniki pozwolą robić to na większą skalę. Dla odbiorców oznacza to, że słuchać będą w większości reklam produktów i usług, którymi faktycznie się interesują.

Apelujemy też, by w programie radiowym danego nadawcy tylko on mógł emitować reklamy, by gatekeeperzy nie mogli wstawiać własnych treści reklamowych w program radiowy. Nie wyobrażam sobie, by inteligentny głośnik w trakcie bloku reklamowego nadawanego przez radio zastępował spoty własnymi.

Thierry Breton, unijny komisarz ds. rynku wewnętrznego i usług, w grudniu 2020 r. mówił „Rzeczpospolitej", że co jest dozwolone offline, musi być też dozwolone online. I odwrotnie: jeśli jest zabronione offline, to będzie też zabronione online. Tak będzie pana zdaniem?

Mam taką nadzieję. Do tego próbujemy przekonać polski rząd i unijnych decydentów. Gdy pozwala na to technologia, obywatele powinni mieć takie samo prawo dostępu do informacji i do wyboru mediów. Dotyczy to zarówno starych analogowych sposobów odbioru, jak i kanałów cyfrowych.