W poniedziałek w Luksemburgu rozpoczęła się dwudniowa rozprawa w sprawie skargi złożonej przez Polskę i Węgry na tzw. mechanizm warunkowości. To rozporządzenie umożliwiające zawieszenie wypłat funduszy UE krajom, które łamią praworządność w taki sposób, że zagraża to interesom finansowym Unii. Gdy rozporządzenie było uzgadniane prawie rok temu, tylko nieliczni uważali, że można go skutecznie użyć przeciwko Polsce. Teraz sytuacja się zmieniła. – Niewykonywanie wyroków TSUE oraz podważania prymatu prawa UE przez TK ułatwi prawnikom znalezienie argumentów, że łamanie praworządności w Polsce może naruszać interesy budżetowe UE. – Przeciwko Polsce przemawia też fakt, że nie jesteście częścią Prokuratury Europejskiej – słyszymy w Komisji.

Skarga Polski i Węgier jest rozpatrywana zaledwie siedem miesięcy od wniesienia. O tryb przyspieszony zawnioskował Parlament Europejski. Argumentów stron wysłucha pełen skład 27 sędziów, po jednym na państwo członkowskie, co pokazuje rangę sprawy. Rozporządzenia bronią ustawodawcy, czyli unijna Rada i PE, wspierane przez dziesięć państw członkowskich, m.in. Niemcy, Francję, Irlandię, Hiszpanię i Holandię. Wyrok jest jednak spodziewany dopiero na wiosnę 2022 roku. Komisja Europejska mogłaby uruchomić mechanizm wcześniej, ale złożyła Warszawie i Budapesztowi polityczną obietnicę, że nie zrobi tego, dopóki legalności rozporządzenia nie potwierdzi unijny sąd. Nie oznacza to jednak kompletnej bezczynności. Prawnicy KE już pracują nad wnioskami do wybranych państw członkowskich, w tym zapewne Polski, o aktywowanie procedury warunkowości. Dokumenty zostaną wysłane jeszcze w tym miesiącu.

Czytaj więcej

Bruksela chce kontroli nad unijnymi pieniędzmi dla Polski

Potem będzie trwała przewidziana prawem wymiana informacji. I za ok. pół roku, a więc po spodziewanym wyroku TSUE, Komisja mogłaby zawnioskować do unijnej Rady o zamrożenie funduszy dla Polski. Stawką jest 105 mld euro z budżetu UE i 36 mld euro z Krajowego Planu Odbudowy. Polski rząd przyjął postawę wyczekującą. Jak nieoficjalnie dowiaduje się „Rz", w Warszawie nie ma w tej chwili planu wystąpienia do Brukseli z nadzwyczajną inicjatywą, aby rozładować obawy co do respektowania przez nasz kraj prawa UE po orzeczeniu TK.

Rząd nie spieszy się też z wykonaniem wyroku ws. Izby Dyscyplinarnej. Zdaniem naszych rozmówców na razie Brukseli musi wystarczyć list wysłany przez Polskę 16 sierpnia, zapowiadający wypełnienie zaleceń, choć bez podania terminów. Jego autorzy zapewniają, że „Polska jest zainteresowana porozumieniem, ale nie za wszelką cenę".

Czytaj więcej

Tomasz Pietryga: Droga do paraliżu