Orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego wywołało ogromne emocje, ale uciekły powszechnej uwadze praktyczne skutki tego wyroku, które mogą przyjść znacznie wcześniej niż wieszczony polexit.

Wyrok w dużej części skierowany jest do polskich sędziów buntujących się przeciwko reformom Prawa i Sprawiedliwości. Trybunał powiedział, że nie mogą oni pomijać konstytucji, orzekać na podstawie przepisów nieobowiązujących, kontrolować legalności procedury powołania sędziego przez prezydenta, uchwał Krajowej Rady Sądownictwa wnioskującej o powołanie sędziego ani też odmawiać orzekania w składzie z takimi sędziami po stwierdzeniu wadliwości procesu nominacyjnego.

W ostatnich miesiącach nasiliło się kwestionowanie legalności składów sędziowskich przez sędziów powołujących się na orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości UE. Niedawno jeden sędzia z Warszawy odmówił orzekania, za co został zawieszony przez ministra sprawiedliwości. Do tego dochodzą kolejne uchwały Sądu Najwyższego i Naczelnego Sądu Administracyjnego powołujące się na orzeczenia Trybunału w Luksemburgu.

Wyrok TK ma więc wytyczyć granicę, której przekraczać nie wolno. Pytanie zasadnicze jednak brzmi: czy sędziowie będą honorować ten wyrok, czy dalej będą trzymać się wskazań TSUE, podważając proces nominacyjny z udziałem nowej KRS?

Czytaj więcej

Sędziowie Trybunału Konstytucyjnego (obecnie w stanie spoczynku): Marek Mazurkiewicz (L), Ewa Łętows
Sędziowie TK w stanie spoczynku o czwartkowym wyroku: władza mówi nieprawdę

Patrząc na oświadczenie sędziów TK w stanie spoczynku, którzy frontalnie zakwestionowali ostatni wyrok Trybunału, albo słuchając stowarzyszeń sędziowskich wzywających, by przyłączyć się do manifestacji organizowanej przez Donalda Tuska przeciwko „wyprowadzaniu Polski z UE", można założyć, że część sędziów wyrok zignoruje i będą nadal powoływać się w orzeczeniach na wskazania TSUE. Stan wrzenia w środowisku może też wskazywać, że liczba takich sędziów urośnie, a spirala konfliktu nakręci się jeszcze mocniej. Jest niemal pewne, że do akcji wkroczą rzecznicy dyscyplinarni, niektórzy prezesi sądów, a przede wszystkim minister sprawiedliwości, którzy będą karać niepokornych np. zawieszeniem. Raczej swojej roli nie odegra już Izba Dyscyplinarna, która została zamknięta na nowe sprawy. Sankcje nakładane na sędziów spowodują natomiast falę odwołań i pytań do unijnego Trybunału Sprawiedliwości oraz generowanie kolejnych wyroków, najpewniej przyznających rację sędziom.

Czytaj więcej

Miliardy w zawieszeniu. TSUE bada mechanizm "euro za praworządność"

W efekcie orzeczenie polskiego Trybunału nie będzie honorowane, a ustrój sądownictwa znajdzie się częściowo poza jego kontrolą. To oznacza początek poważnego kryzysu konstytucyjnego, który jeszcze się pogłębi, jeżeli legalność TK zacznie być kwestionowana przed TSUE.

Problem jest poważny. Jarosław Kaczyński, modelując po swojemu wymiar sprawiedliwości, inaczej niż Viktor Orbán, nie miał dostatecznej władzy, by zmienić konstytucję, co byłoby fundamentem dla tak radykalnych zmian, które ograniczałyby pole ich kwestionowania. Podważanie dotychczasowego rozumienia konstytucji, jak chociażby na potrzeby nowej KRS, okazało się karkołomne. Konflikt wyrwał się spod kontroli i eskaluje. Perspektywy zbudowania konstytucyjnej większości w tej oraz przyszłej kadencji wyglądają marnie.

Autopromocja
Panel dyskusyjny "Ach te magazyny"

Silniki boomu pracują pełną parą - rynek będzie rósł z uwagi na dalszy rozwój logistyki i e-commerce

OGLĄDAJ RELACJĘ

Czy można wyjść z kryzysu? Wiosną dobiega końca kadencja Krajowej Rady Sądownictwa, która jest głównym punktem sporu o sądy i konfliktu z Unią. Po powrocie do starych, ale zmodyfikowanych rozwiązań (większa demokratyzacja wyborów do KRS, ale w obrębie samego środowiska sędziów, bez polityków) spór ten nie tylko przestałby narastać, ale w ogóle zlikwidowałby jego źródło. Pytanie, co musi się jeszcze wydarzyć, aby PiS zdecydował się na taki krok.

Czytaj więcej

Bruksela chce kontroli nad unijnymi pieniędzmi dla Polski