Reklama

Dlaczego Donald Trump tworzy Radę Pokoju? Ekspert: Założył, że wywróci stolik

– Stoję na stanowisku, że Donald Trump nie jest w stanie przewidzieć skutków swojego działania i też nie sądzę, żeby mu na tym zależało – mówi „Rzeczpospolitej” dr Karol Szulc, europeista i amerykanista z Instytutu Politologii Uniwersytetu Wrocławskiego, komentując m.in. projekt Rady Pokoju, nazywany przez niektórych „ONZ-bis”. Jego zdaniem Trump jest rewolucjonistą, który na użytek wewnętrzny chce stwarzać pozory, że na arenie międzynarodowej osiąga coś wielkiego.

Publikacja: 21.01.2026 10:00

Prezydent USA Donald Trump zaprosił przywódców z kilkudziesięciu państw do Rady Pokoju

Prezydent USA Donald Trump zaprosił przywódców z kilkudziesięciu państw do Rady Pokoju

Foto: REUTERS/Evelyn Hockstein

„Rzeczpospolita”: Po co Donaldowi Trumpowi Rada Pokoju?

Dr Karol Szulc: Żeby odwracać uwagę od tego, że tak naprawdę nie jest w stanie rozwiązać żadnego konfliktu, bo żadnych ośmiu wojen nie zakończył. Ten pomysł jest na tyle powierzchowny, że oprócz ogólnikowych deklaracji nie mamy żadnych szczegółów, co ta Rada miałaby konkretnie robić.

Ma się zajmować „promowaniem stabilności, przywracaniem niezawodnych i praworządnych rządów oraz zapewnianiem trwałego pokoju w rejonach dotkniętych lub zagrożonych konfliktem”.

Tak. Ta Rada powstaje z inicjatywy Amerykanów, jest tak naprawdę tworzeniem pewnej instytucji ONZ-bis, natomiast mandat Organizacji Narodów Zjednoczonych ma nadany wyłącznie na przeprowadzenie procesu pokojowego po konflikcie w Gazie. Obecnie proces ten ma przechodzić do drugiej fazy zawieszenia broni, a wciąż jeszcze żadne państwo nie zadeklarowało, że wyśle wojska, żeby jako siły pokojowe stacjonowały w Gazie. To wszystko, póki co, jest gra pozorów. Mnie to trochę przypomina, à propos Trumpa, działanie w Wenezueli: świetnie zorganizowana akcja militarna, wszyscy ją chwalą, tylko co dalej?

Czytaj więcej

Czy Rada Pokoju ma być Organizacją Narodów Zjednoczonych Donalda Trumpa?

Jednak Rada Pokoju ma nie zajmować się wyłącznie Gazą.

Zamierzeniem Amerykanów jest, że ma rozwiązywać wszystkie konflikty na świecie. Ponieważ Donald Trump jest rewolucjonistą, także w stosunkach międzynarodowych, to chyba sobie założył, że skoro ONZ jego zdaniem nie działa, to on wywróci stolik i stworzy alternatywną instytucję, która będzie skuteczna. Tylko że do tej pory jednoznacznie na jego zaproszenie odpowiedziały tylko Węgry i Białoruś.

A czy ONZ działa?

Oczywiście, że działa. ONZ jest de facto twórcą i depozytariuszem prawa międzynarodowego. Wszyscy mówią, że to nie działa, tylko jakbyśmy sobie wyobrazili świat bez tego, to byłby znacznie bardziej pogrążony w chaosie. Wciąż działa zasada, że większość państw przestrzega większości zasad przez większość czasu.

Reklama
Reklama

Nie dotyczy to Izraela, który we wtorek zburzył siedzibę Agencji Narodów Zjednoczonych dla Pomocy Uchodźcom Palestyńskim na Bliskim Wschodzie, wcześniej zabijał dzieci w Gazie – i nie spotkały go w związku z tym żadne sankcje.

Tak samo robią Rosjanie, Amerykanie, duże mocarstwa, jak Chiny, które dopuszczają się ludobójstwa na Ujgurach, tylko ta zasada wciąż się utrzymuje, bo te państwa wciąż przestrzegają większości zasad. Oczywiście łamią te najważniejsze, które najbardziej przemawiają do naszej wyobraźni, ale na przykład wciąż przestrzegają standardu jeśli chodzi o przesył pieniędzy, wciąż przestrzegają zasad jeśli chodzi o uznawanie na przykład regulacji dotyczących przesyłu poczty, telekomunikacji itd.

Prezydent USA Donald Trump

Prezydent USA Donald Trump

Foto: REUTERS/Evelyn Hockstein

I taka ONZ jest nam potrzebna?

Zdecydowanie jest nam potrzebna, bo bez niej możemy się pogrążyć w chaosie, tak jak to było przez większość historii ludzkości, gdzie było nieporównywalnie więcej wojen, ofiar ludzkich, ubóstwa etc.

Teraz też ludzie giną, a silni wciąż robią, co chcą: Rosja na Ukrainie, Izrael w Palestynie.

Nie robią tego, co chcą, bo jeśli Rosja by chciała zrobić to, co chciała, to Ukraina już dawno przegrałaby wojnę. Wszystkie statystyki od wielu dekad pokazują, że liczba wojen spada i liczba ofiar także spadła w porównaniu do okresu zimnej wojny. Ostatnio rzeczywiście jest tendencja zwyżkowa, ale to wciąż nie zbliża się do wcześniejszego poziomu.

To zasługa ONZ, że wojen i zabitych jest mniej?

Tak, tylko trzeba pamiętać, że ONZ nie jest autonomiczną organizacją. ONZ nie działa, dlatego że państwa nie chcą, żeby działała. To nie jest wina ONZ ani sekretarza generalnego, że kiedy w Radzie Bezpieczeństwa była głosowana rezolucja na temat Izraela, to Stany Zjednoczone ją zawetowały – to wina Stanów Zjednoczonych. To wina Stanów Zjednoczonych, że nie płacą składek, to wina Chin i Rosji, że zawetowały rezolucję przeciwko (Baszarowi) Asadowi (byłemu prezydentowi Syrii - red.), mordującemu własnych obywateli, że zawetowały rezolucję w sprawie Ukrainy. To nie jest wina ONZ, tylko państw narodowych.

Kraje członkowskie ONZ oraz reszta świata

Kraje członkowskie ONZ oraz reszta świata

Foto: PAP

Reklama
Reklama

Załóżmy, że to ONZ-bis powstanie, choć szczerze w to wątpię...

Ja także.

Trudno sobie wyobrazić, żeby Putin, Zełenski, Netanjahu, Orbán i Nawrocki mieli usiąść przy jednym stole i zajmować się pokojem.

Tak, to abstrakcja.

Czytaj więcej

Donald Trump: Potrzebujemy Grenlandii również przez głupotę Wielkiej Brytanii

Z drugiej strony Donald Trump nie jest głupim człowiekiem – gdyby był, nie doszedłby do swego majątku i pozycji.

Moim zdaniem jego zdolności poznawcze są bardzo ograniczone. Majątek został przez niego odziedziczony, zbudował go na kłamstwie, oszustwie i łamaniu prawa, także amerykańskiego, a nie został pociągnięty do odpowiedzialności ze względu na swoją pozycję. Bankrutem był trzykrotnie. Trump nie jest w stanie przewidzieć konsekwencji swojego działania. Jego polityka celna nie zadziałała tak, jak obiecywał. Jego jedyny sukces, który zapowiadał, to polityka migracyjna, czyli ograniczenie nielegalnej imigracji – on ją praktycznie zlikwidował, ale sam kilka miesięcy temu powiedział, że być może będzie trzeba przemyśleć tę politykę, bo zaczyna brakować rąk do pracy. Lingwiści analizujący wypowiedzi Trumpa jasno wskazują, że zasób jego słownictwa dramatycznie się obniża. Donald Trump gada niesamowite bzdury, używa bardzo wielu niedomówień albo kłamstw. Ostatnio przeprowadzono badanie przez grupę factcheckingową PoliFact, że 70 proc. wypowiedzi Trumpa jest zupełną lub częściową nieprawdą. To nie jest człowiek, który jest etycznie i intelektualnie zdolny do pełnienia swojej funkcji.

Donald Trump zupełnie zmienił swoje postępowanie, bo zawsze mówił, że „America First”, będziemy skupiać się tylko na sobie, a teraz całe jego dnie wypełnia polityka zagraniczna.

Dr Karol Szulc

Chodziło mi bardziej o to, że jest w stanie przewidzieć reakcje na swoje działania. Wiem, że widać u niego cechy egotyczne i narcystyczne, ale mógł się spodziewać, co się stanie, kiedy powie, że trzeba zbudować system międzynarodowy od nowa, mógł też przypuszczać, kto go w tym może poprzeć, a kto się sprzeciwi. Skoro rzuca propozycję publicznie, to znaczy, iż domyśla się, że ma ona szansę powodzenia.

Moim zdaniem nie zdaje sobie z tego sprawy. Jak na razie nikt oprócz Orbána i Łukaszenki jednoznacznie nie odpowiedział. Oczywiście, to jeszcze nie jest przesądzone, ale pana sceptycyzm jest moim zdaniem całkowicie uzasadniony. Donald Trump mówi, że teraz rządzi Wenezuelą – przecież to nie jest prawda, wciąż jest tam reżim, który nawet zaostrzył prześladowania swoich obywateli. Stoję na stanowisku, że Donald Trump nie jest w stanie przewidzieć skutków swojego działania i też nie sądzę, żeby mu na tym zależało.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Kancelaria Nawrockiego chce, by MSZ „zagęszczało ruchy”. Chodzi o Radę Pokoju Trumpa

W takim razie w jakim celu chce stworzyć Radę Pokoju?

Jest egotystą i narcyzem, przede wszystkim chce, żeby o nim mówiono. Jest rewolucjonistą, jest obecnie najbardziej wpływową, moim zdaniem, osobą na świecie. Ja ten wpływ oceniam w przeważającej części negatywnie. To są cechy osobowościowe. Możemy też iść w tym kierunku, że w tym roku zbliżają się wybory, bardzo ważne dla Amerykanów. Każdy polityk autorytarny stara się używać polityki zagranicznej do celów wewnętrznych, czyli Trump chce teraz stwarzać pozory, że rzeczywiście coś wielkiego buduje i osiąga w stosunkach międzynarodowych, żeby pokazać to jako swój sukces, bo polityka wewnętrzna nie idzie mu tak, jak zakładał.

W ciągu ostatnich dekad urzędujący prezydenci przegrywali wybory połówkowe do Kongresu – ostatnim, któremu udało się zyskać miejsca w obu izbach był George W. Bush w 2002 r., wcześniej dokonał tego Franklin D. Roosevelt w 1934 r. W tych wyborach głosujący patrzą chyba bardziej na sprawy wewnętrzne niż politykę zagraniczną.

Tak zazwyczaj było, tylko że nie mieliśmy takiego prezydenta jak Trump.

Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump

Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump

Foto: REUTERS/Kevin Lamarque

Nie sądzi pan, że w wyniku listopadowych wyborów demokraci uzyskają większość w Izbie Reprezentantów?

Przemawia za tym statystyka, ale choć Trump jako prezydent ma tragiczne notowania, to jak popatrzymy na generyczne poparcie dla partii, to demokraci jeszcze wcale nie wygrywają. Ten fenomen jest dla mnie trudny do wyjaśnienia. Natomiast Trump zdecydowanie narzuca narrację. Jest tak, jak pan mówi, że sprawy wewnętrzne zawsze decydowały, ale Donald Trump zupełnie zmienił swoje postępowanie, bo zawsze mówił, że „America First”, będziemy skupiać się tylko na sobie, a teraz całe jego dnie wypełnia polityka zagraniczna. Zobaczymy, ja nie jestem przekonany, że nie uda mu się przekonać Amerykanów, a przede wszystkim swoich wyznawców i wyborców, że to jest ważniejsze i oni będą mieli wrażenie, że on osiąga jakieś sukcesy, że kontroluje Wenezuelę, że wszyscy się boimy (bo tak jest), co zrobi z Grenlandią, że tu jakąś Radę Pokoju powołał itd. Myślę, że do listopada będzie mógł grać w tę grę, a jeśli nie nadejdzie załamanie gospodarcze, to nie jest wykluczone, że republikanie wygrają.

Reklama
Reklama

Czy w licznych deklaracjach Trumpa, że zależy mu na pokoju na świecie, jest choćby odrobina prawdy?

Wystarczy, że zobaczymy, że zaatakował suwerenne państwo, porwał dyktatora, który jednak był prezydentem, grozi przemocą swoim najbliższym sojusznikom, którzy byli na przykład w Iraku i Afganistanie (Dania), cały czas obwinia ofiarę, czyli Ukrainę, o wojnę z Rosją, nie rozwiązał tego konfliktu. Te czyny chyba same mówią, czy jest obrońcą i prezydentem pokoju, czy raczej nie.

Czytaj więcej

Premier Grenlandii odpowiada na groźby Trumpa. „Musimy być gotowi”

Na wojnie na Ukrainie teraz Stany Zjednoczone zarabiają, więc opłaca się im, żeby trwała.

Absolutnie. Od samego początku tak było, tylko teraz rzeczywiście dzięki Trumpowi bardziej.

Tym bardziej że Rosja zużywa swoje zasoby, więc nie może ich gromadzić, więc się osłabia – to też plus dla Stanów Zjednoczonych.

Patrząc tak cynicznie – absolutnie tak.

Nie da się inaczej.

Ja jestem innego zdania. To jest taki męski punkt widzenia, który doprowadził do sytuacji, w której jesteśmy. Jestem zdania, że przywództwo empatyczne, które w stosunkach międzynarodowych do tej pory bardziej było prezentowane przez kobiety, przynosi lepsze skutki dla obywateli. Chyba że uznajemy, że państwo jest wartością samą w sobie i musi być silne, i najbogatsi mają się bogacić, a najubożsi mogą ginąć na wojnach – to wtedy rzeczywiście.

Reklama
Reklama
Prezydent Karol Nawrocki

Prezydent Karol Nawrocki

Foto: Dan Kitwood/Pool via REUTERS

Jak Polska powinna się zachować w tym wszystkim? Prezydent Nawrocki został zaproszony do Rady Pokoju, ale w Polsce nie prezydent prowadzi politykę zagraniczną, lecz rząd. Czy prezydent może przyjąć zaproszenie Trumpa bez konsultacji z rządem?

Nie powinien, ale może. Jak pokazują ostatnie lata osłabiania demokracji w Polsce, jesteśmy w takiej sytuacji, że prezydent niezgodnie z duchem konstytucji, bo już niekoniecznie niezgodnie z zapisami, może robić dużo problemów rządowi, chociażby nie akceptując nominacji ambasadorskich. Ten system się kształtuje pod wpływem Karola Nawrockiego, który jest bardzo asertywny. Natomiast długofalowo to droga donikąd, bo albo będziemy przybudówką pod jakimś imperium (albo będzie rosyjskie, albo amerykańskie), albo stworzymy przeciwwagę w postaci Unii Europejskiej – tylko sami tego nie zrobimy.

W Unii Europejskiej też nie będzie rządziła Warszawa, tylko Berlin.

Nie zgadzam się, że Berlin rządzi w UE. Ma na pewno największy wpływ, bo jest tam najwięcej ludzi, są najbogatsi, więc to jest demokratyczne, żeby tak było, ale Niemcy sami nie są w stanie zrobić wszystkiego. Całkowitym fiaskiem okazała się ich polityka wobec Rosji. Chcieli nas wszystkich do niej przekonać, to się okazało tragicznym błędem i teraz wszyscy za to płacimy.

Czytaj więcej

Bogusław Chrabota: Rada Pokoju Donalda Trumpa, czyli potrójna pułapka na Karola Nawrockiego

Wróćmy jeszcze na chwilę do prezydenta. Co on pańskim zdaniem zrobi? Zgodzi się, odrzuci propozycję, powie, że nie może podjąć decyzji bez zgody parlamentu?

Trudno powiedzieć, co zrobi prezydent Nawrocki. Ma pan rację, że będzie w potrzasku. W Radzie Pokoju miałby być Putin, Łukaszenko… Trudno będzie mu to przyjąć, ale z drugiej strony nieraz już wykazywał się takimi ruchami, które wspierały raczej Rosję niż naszego sojusznika, którym jest Ukraina, więc kto wie?

Reklama
Reklama

Z drugiej strony w ONZ też wszystkie państwa zasiadają i rozmawia się z każdym.

Ale zawsze można tam wysłać ministra Sikorskiego, który tak zagada, że Rosjanie od razu wychodzą.

Duńscy żołnierze w porcie Nuuk na Grenlandii

Duńscy żołnierze w porcie Nuuk na Grenlandii

Foto: Mads Claus Rasmussen/Ritzau Scanpix/via REUTERS

A jak pan odczytuje fakt, że według doniesień agencji Reutera i „The Times of Israel”, w projekcie statutu Rady Pokoju Trump osadził się w roli wszechmocnego przewodniczącego, którą mógłby sprawować dożywotnio, także po zakończeniu prezydentury.

To tylko potwierdzenie, jaki z niego prezydent pokoju, jaki egotysta, narcyz, pięciolatek itd., inwektywy można mnożyć.

„Nie przyznaliście mi Pokojowej Nagrody Nobla, nie czuję się już zobowiązany”.

Dokładnie, z takim człowiekiem mamy do czynienia, więc pytanie, czy będziemy go traktować jak rozwydrzonego pięciolatka, czy będziemy udawać, że to mąż stanu, którego powinniśmy poważnie traktować.

Czytaj więcej

Nieoficjalnie: Donald Trump pyta, „dlaczego w ogóle Dania ma prawo własności do Grenlandii”

Pańskim zdaniem Europa będzie w stanie zablokować Stany Zjednoczone, jeśli chodzi o Grenlandię?

Jest w stanie to zrobić materialnie, ale czy znajdzie się wola polityczna, to już nie jestem w stanie powiedzieć.

Ale mówimy bardziej o użyciu ceł i „bazooki handlowej”, a nie wysyłaniu wojsk?

Tak, mam na myśli reakcje polityczne.

Mapa ukazuje Grenlandię oraz bazy wojskowe USA i Rosji w rejonie koła podbiegunowego

Mapa ukazuje Grenlandię oraz bazy wojskowe USA i Rosji w rejonie koła podbiegunowego

Foto: PAP

Trudno przypuszczać, by Trump zdecydował się na otwartą wojnę handlową z Unią Europejską, bo odczuliby to amerykańscy konsumenci.

I to jeszcze przed wyborami, więc myślę, że to będzie przeciągane do wyborów połówkowych.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Polityka
Trybunał Stanu dla Zbigniewa Ziobry. Marszałek Sejmu poinformował o działaniach
Polityka
Nowy sondaż partyjny: KO zbliża się do 40 proc. poparcia, PiS traci
Polityka
Władysław Kosiniak-Kamysz: Towarzystwo Putina i Łukaszenki nie jest takim, w którym się chce przebywać
Polityka
Pełczyńska-Nałęcz o Radzie Pokoju: Jesteśmy suwerennym państwem, szanujmy się
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama