„Rzeczpospolita”: Po co Donaldowi Trumpowi Rada Pokoju?
Dr Karol Szulc: Żeby odwracać uwagę od tego, że tak naprawdę nie jest w stanie rozwiązać żadnego konfliktu, bo żadnych ośmiu wojen nie zakończył. Ten pomysł jest na tyle powierzchowny, że oprócz ogólnikowych deklaracji nie mamy żadnych szczegółów, co ta Rada miałaby konkretnie robić.
Ma się zajmować „promowaniem stabilności, przywracaniem niezawodnych i praworządnych rządów oraz zapewnianiem trwałego pokoju w rejonach dotkniętych lub zagrożonych konfliktem”.
Tak. Ta Rada powstaje z inicjatywy Amerykanów, jest tak naprawdę tworzeniem pewnej instytucji ONZ-bis, natomiast mandat Organizacji Narodów Zjednoczonych ma nadany wyłącznie na przeprowadzenie procesu pokojowego po konflikcie w Gazie. Obecnie proces ten ma przechodzić do drugiej fazy zawieszenia broni, a wciąż jeszcze żadne państwo nie zadeklarowało, że wyśle wojska, żeby jako siły pokojowe stacjonowały w Gazie. To wszystko, póki co, jest gra pozorów. Mnie to trochę przypomina, à propos Trumpa, działanie w Wenezueli: świetnie zorganizowana akcja militarna, wszyscy ją chwalą, tylko co dalej?
Czytaj więcej
Donald Trump ogłosił utworzenie Rady Pokoju 17 stycznia, określając ją jako „największą i najbard...
Jednak Rada Pokoju ma nie zajmować się wyłącznie Gazą.
Zamierzeniem Amerykanów jest, że ma rozwiązywać wszystkie konflikty na świecie. Ponieważ Donald Trump jest rewolucjonistą, także w stosunkach międzynarodowych, to chyba sobie założył, że skoro ONZ jego zdaniem nie działa, to on wywróci stolik i stworzy alternatywną instytucję, która będzie skuteczna. Tylko że do tej pory jednoznacznie na jego zaproszenie odpowiedziały tylko Węgry i Białoruś.
A czy ONZ działa?
Oczywiście, że działa. ONZ jest de facto twórcą i depozytariuszem prawa międzynarodowego. Wszyscy mówią, że to nie działa, tylko jakbyśmy sobie wyobrazili świat bez tego, to byłby znacznie bardziej pogrążony w chaosie. Wciąż działa zasada, że większość państw przestrzega większości zasad przez większość czasu.